WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja filmu Pewnego razu… w Hollywood

Od 16 sierpnia na ekranach polskich kin gości najnowszy film Quentina Tarantino, Pewnego razu… w Hollywood. W przypadku obrazów twórcy Pulp Fiction, Django i Bękartów Wojny można być pewnym jednego… że niczego nie można być pewnym. Czym tym razem zaskakuje widzów uznawany za geniusza reżyser?

Fabryka Snów lat 60

Akcja filmu rozgrywa się w Hollywood, w burzliwych latach 60 XX wieku. Główni bohaterowie to aktor, Rick Dalton oraz współpracujący z nim kaskader Clif Booth. Panowie najlepsze lata kariery mają już za sobą. Grany przez Leonardo DiCaprio aktor próbuje odnaleźć się we współczesnym, pełnym hipisów i wschodzących gwiazd kina świecie. Ricka dopada świadomość tego, że jego czasy świetności należą do historii i nie najlepiej radzi sobie z tą sytuacją. Clif będący jednocześnie przyjacielem, kierowcą i złotą rączką gwiazdora jest dla niego niezwykłym wsparciem.

film Pewnego razu... w Hollywood, recenzja Pewnego razu... w Hollywood, Quentin Tarantino Pewnego razu... w Hollywood, Brad Pitt Pewnego razu... w Hollywood, Leonardo DiCaprio Pewnego razu... w Hollywood

Swoistą przeciwwagą dla duetu gasnącej gwiazdy i jego kompana są postaci nowych sąsiadów Ricka – Romana Polańskiego i jego żony, Sharon Tate. Historia wziętego reżysera, granego przez Rafała Zawieruchę oraz dobrze rokującej aktorki przeplata się na zasadzie kontrastu z losami postaci kreowanych przez Pitta i DiCaprio.

Leniwe popołudnie Hollywood

Pierwsza część filmu skupia się na dokładnym przedstawieniu głównych postaci – Ricka, Clifa i Sharon. Postać Polańskiego występuje epizodycznie jako tło żony. Widzowie towarzyszą bohaterom, poznając ich słabości, nadzieje i frustracje. Nie ma tu dynamicznej akcji ani żywiołowej fabuły. Po około dwóch godzinach widzowie znają głównych bohaterów już bardzo dobrze i są gotowi na to, by dowiedzieć się co ich czeka.

film Pewnego razu... w Hollywood, recenzja Pewnego razu... w Hollywood, Quentin Tarantino Pewnego razu... w Hollywood, Brad Pitt Pewnego razu... w Hollywood, Leonardo DiCaprio Pewnego razu... w Hollywood

Większość filmu upływa leniwie i bez pośpiechu. Bohaterowie po prostu przeżywają kolejne dni swojego życia, będące jakby wstępem do drugiej części obrazu Tarantino. W końcówce akcja zagęszcza się, by wreszcie eksplodować z zaskakującą, zwłaszcza jeśli porównać ją z początkiem Pewnego razu… w Hollywood, energią. Muszę przyznać, że kompletnie się tego nie spodziewałam, więc efekt był dla mnie piorunujący. Tarantino kojarzy mi się przede wszystkim z brutalnymi scenami Kill Billa. Stąd zaskoczyła mnie pozbawiona krwi i latających wnętrzności sielanka obrazu. Moja czujność została uśpiona i tym mniej spodziewałam się… emocjonującej końcówki.

Czytaj też: Recenzja filmu Na zawsze razem

Film pełen gwiazd

Quentin Tarantino wierzy, że zwycięskiego składu się nie zmienia. Jego poprzednie filmy cieszyły się sympatią widzów i uznaniem krytyków. Najlepszym tego dowodem są liczne nagrody, jakie otrzymywały kolejne produkcje. Do współpracy przy swoim dziewiątym, według zapowiedzi reżysera przedostatnim, filmie, genialny reżyser i scenarzysta zaprosił dobrze już sobie znanych twórców. Za zdjęcia odpowiedzialny był Robert Richardson, a za montaż Fred Raskin. Obaj pracowali z Tarantino m.in. przy filmach Nienawistna ósemka oraz Django.

film Pewnego razu... w Hollywood, recenzja Pewnego razu... w Hollywood, Quentin Tarantino Pewnego razu... w Hollywood, Brad Pitt Pewnego razu... w Hollywood, Leonardo DiCaprio Pewnego razu... w Hollywood

W obsadzie uwagę przykuwa przede wszystkim kluczowy gwiazdorski duet. Czy jakikolwiek kinomaniak może przejść obojętnie obok filmu z Leonardo DiCaprio i Bradem Pittem? Myślę, że nie. O ich poziom aktorski nie trzeba się obawiać i tak jest również w tym przypadku. O ile jednak pierwszy z nich zagrał bardzo dobrze, to drugi moim zdaniem całkowicie zdominował każde z ujęć w którym uczestniczył. Kreowana przez Pitta postać Clifa Bootha jest ciekawa, intrygująca i niesamowicie pociągająca, dzięki mieszaninie nonszalancji i tajemniczości jaką zawarł w niej aktor.

Czytaj też: Recenzja filmu Rocketman

W Pewnego razu… w Hollywood, w roli Sharon Tate, zobaczyć możemy też Margot Robbie, którą widzowie mogą pamiętać z brawurowej roli Harley Quinn w Legionie samobójców. Epizodyczne role przypadły w udziale gwiazdom starszego pokolenia aktorów: Allowi Pacino oraz Kurtowi Russellowi. Quentin Tarantino sięgnął także z sukcesem po nowe twarze. Znakomicie na srebrnym ekranie spisuje się stojąca u progu wielkiej kariery Margaret Qualley, córka popularnej aktorki, Andie MacDowell. Trzeba przyznać, że w każdym ujęciu przyciąga ona żywiołowością i autentycznością, której mogliby jej pozazdrościć starsi koledzy i koleżanki. W filmie pojawia się też polski akcent w postaci grającego Romana Polańskiego Rafała Zawieruchy.

film Pewnego razu... w Hollywood, recenzja Pewnego razu... w Hollywood, Quentin Tarantino Pewnego razu... w Hollywood, Brad Pitt Pewnego razu... w Hollywood, Leonardo DiCaprio Pewnego razu... w Hollywood

Pod względem gry aktorskiej film stoi na bardzo dobrym poziomie. Jak zwykle u Tarantino dużą rolę odgrywają w nim dialogi, często dość obszerne. Trzeba jednak przyznać, że reżyserowi udało się uniknąć dłużyzn. Obsada Pewnego razu… w Hollywood obejmuje szeroki przekrój pokoleń aktorów. Biorąc pod uwagę tematykę filmu, fakt ten uznać należy za zabieg całkowicie przemyślany.

Laurka amerykańskiego kina

Najważniejszym aktorem w najnowszym filmie Quentina Tarantino jest według mnie… Hollywood lat 60. Reżyser zaprosił widzów do specyficznego, hermetycznego świata filmowców, ukazując tajniki Fabryki Snów. Widzowie wraz z głównymi bohaterami przechadzają się po planach zdjęciowych, towarzyszą im w spotkaniach dzięki którym mają szansę na angaż w kolejnej produkcji, a nawet ukradkiem zakradają się na film, w którym gra Sharon Tate, by razem z nią dowiedzieć się jak publiczność reaguje na jej grę. Dzięki temu wszystkiemu mogą poczuć zewsząd otaczającą ich atmosferę Hollywood.

Nie wszystko jest tu doskonałe. Nadzieja miesza się z rozgoryczeniem, a uniesienie spowodowane sukcesem przeplatane jest gorzkim smakiem porażki. Wspaniałe kariery zaczynają się i przemijają, a dotychczas podziwiani aktorzy muszą ustąpić miejsca młodszym. Gwiazdy takie jak Rick Dalton szukają innych, czasem upokarzających dla siebie sposobów na to by nie odejść do filmowego niebytu.

film Pewnego razu... w Hollywood, recenzja Pewnego razu... w Hollywood, Quentin Tarantino Pewnego razu... w Hollywood, Brad Pitt Pewnego razu... w Hollywood, Leonardo DiCaprio Pewnego razu... w Hollywood

To nie jest film dla każdego

Pewnego razu… w Hollywood to film bardzo specyficzny. Będzie on ciekawym widowiskiem zwłaszcza dla tych, których zamiłowanie do amerykańskiego kina nie ogranicza się jedynie do oglądania jego wytworów. Brak dynamizmu może być nie do zaakceptowania dla części widzów. Osoby, które zanurzą się w klimacie obrazu Tarantino będą czerpać z niego wiele, jednak jestem w stanie zrozumieć, że dla niektórym film będzie się dłużyć.

Sama po obejrzeniu zwiastuna do kina wybierałam się z obawami, czy nie będę żałowała spędzenia tam aż 3 godzin. Przekonała mnie do tego gwiazdorska obsada oraz nazwisko reżysera. Quentin Tarantino nie należy do moich ulubionych twórców, ale nie sposób przejść obok jego produkcji obojętnie. Ostatecznie Pewnego razu… w Hollywood uważam za film udany. Może nie poleciłabym go każdemu, i na każdą okazję, ale choćby dla świetnej gry aktorskiej Pitta i DiCaprio warto go obejrzeć.

Czytaj też: Recenzja filmu Fighter