Reklama

Druk 4D ma co najmniej jedną poważną wadę. Jak mogą z niej skorzystać hakerzy?

Eksperci związani z zagadnieniami z zakresu bezpieczeństwa najnowszych technologii twierdzą, że druk 4D może narażać jego użytkowników na ataki hakerów.

Druk 4D odróżnia się od druku trójwymiarowego możliwością tworzenia części, które zmieniają kształt pod wpływem czynników takich jak temperatura czy wilgotność. Wygląda jednak na to, że technologia ta może zostawiać hakerom furtkę, przez którą mogliby dokonać potencjalnego włamania.

Czytaj też: Hakerzy zaatakowali Vestas. To producent największych turbin wiatrowych

Druk 4D nie jest jeszcze tak powszechny jak jego poprzednik, ale ma spory potencjał. Wykorzystuje on bowiem materiały takie jak włókna hydrożelowe, które – w reakcji na wilgoć – mogą powiększyć swoje rozmiary o 400 procent. W efekcie naukowcy zyskują możliwość drukowania na przykład zaworów, które wyłączają się automatycznie po osiągnięciu określonej temperatury. W grę wchodzi nawet drukowanie “dwuwymiarowych” arkuszy, które mogą układać się w trójwymiarowe konstrukcje.

Druk 4D wykorzystuje elementy, które mogą ulegać modyfikacjom na przykład pod wpływem wysokich temperatur

Jednym z ekspertów apelujących o rozwagę jest Tuan Le z Rutgers University, który twierdzi, że wraz ze wzrostem popularności druku 4D jego bezpieczeństwo będzie coraz bardziej zagrożone. Jeśli tego typu metody będą stosowane we “wrażliwych” miejscach, takich jak samoloty i placówki medyczne, to w grę wchodzą nawet celowe ataki mające na celu doprowadzenie do czyjejś śmierci (na przykład pasażerów bądź pacjentów).

Czytaj też: Papier Piano, czyli pokaz potencjału NFC i drukowanej elektroniki

Jak miałoby to wyglądać? Najpierw haker uzyska dostęp do komputera projektującego części (lub samej drukarki). W takiej sytuacji mógłby on zmodyfikować na przykład śmigła samolotów tak, aby zmieniały swój kąt nachylenia w określonej temperaturze. W czasie eksperymentów okazało się, że dwa śmigła – pomimo identycznego wyglądu – znacząco różniły się osiąganą wydajnością. Różnice te wynikały z niewielkich zmian wprowadzonych w procesie produkcyjnym i mogłyby zaowocować niechcianymi konsekwencjami. Jednym ze sposobów na identyfikację zagrożenia mogłoby być stosowanie tomografii komputerowej. Przy 30-minutowych skanach naukowcy byli w stanie odróżnić zmodyfikowane śmigła od “normalnych” z dokładnością wynoszącą 94,6 procent.