WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Amy Hennig uważa, że branża gier może jeszcze dotrzeć do nowych klientów, dzięki bardziej przystępnym grom

Amy Hennig uważa, iż elektroniczna rozgrywka może się jeszcze rozwinąć. Czeka bowiem cały rynek, który trzeba przekonać do gier.

W ostatnim czasie pojawiło się sporo dyskusji na temat tego, czy gry wideo powinny być łatwiejsze. Sekiro: Shadows Die Twice było zapalnikiem i wywołało lawinę komentarzy. Gracze podzielili się na kilka obozów, a głos zabrały nawet jedne z bardziej rozpoznawalnych osób w branży. Teraz poznaliśmy zdanie Amy Hennig stojącą między innymi za pierwszymi częściami Uncharted.

Czytaj też: Twórcy The Sinking City ostrzegają, że ich gra będzie rasistowska

Zdanie weteranki branży współgra z niedawną wypowiedzią producenta God of War. Cory Barlog stwierdził bowiem, że wiele osób podchodzi do sprawy błędnie. Przystępność gier i ich poziom trudności to dwie różne rzeczy. Aby lepiej zrozumieć jego słowa weźmy niedawno wydaną grę dla dzieci – Psi patrol. Tytuł może być bardzo łatwy do ukończenia, ale jeśli nie byłby odpowiednio przystępny i nie wytłumaczył dzieciom do czego służy gałka pada lub nie wprowadzał powoli w każdy klawisz – młodociani by go nie ukończyli.

Odpowiednie przystosowanie sterowanie czy wytłumaczenie mechanik może zachęcić większą liczbę osób do wkręcenia sie w grę. Gdy opanują już oni jak się poruszać lub nauczą kilku schematów zachowań (nie dla każdego takie quick-time-eventy są czymś zrozumiałym) to może się okazać, że taki gracz skończy później tytuł nawet na wysokim poziomie trudności.

Amy Hennig uważa właśnie tak samo i twierdzi, że wciąż jest wiele osób, które nawet nie wiedzą, że są graczami. Wszystkie ich próby wejścia do świata gier kończyły się zatem fiaskiem. Trzeba znaleźć taki sposób, aby gry były na takim samym poziomie trudności, ale dokładnie wytłumaczyły wiele mechanik, które dla tych „nowych” mogą być jeszcze niejasne. Amy zauważy, że w branży gier jest również niezdrowe zachowanie, według którego tylko prawdziwi gracze potrafią się nauczyć grać, a inni niech lepiej nie podchodzą.

Zainteresowanie grami tych, którzy jeszcze nie złapali bakcyla może wpompować w branże miliony dolarów i pchnąć ją do przodu. I wcale nie oznacza to, że jednocześnie nie powinny powstawać takie gry jak wspominane Sekiro: Shadows Die Twice czy inne produkcje soulsborne.

Czytaj też: Analityk twierdzi, że Cyberpunk 2077 ma szansę zostać najbardziej dochodową grą w historii

Źródło: playstationlifestyle.net