WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Nauka

Australia chce chronić konsumentów przed internetem rzeczy. To już kolejny kraj

Idea internetu rzeczy zakłada zrewolucjonizowanie naszych domów poprzez połączenie telewizorów, zabawek, lodówek, piekarników, kamer bezpieczeństwa, zamków do drzwi czy świateł w jedną sieć. Otwiera to jednak również drogę do działania hakerom, dlatego australijskie władze postanowiły zadbać o bezpieczeństwo obywateli.

Australijczycy opracowali kodeks dla producentów, który zawiera m.in. wskazówki dotyczące bezpiecznych haseł, konieczności wprowadzania poprawek zabezpieczających, ochrony i usuwania danych osobowych konsumentów oraz zgłaszania słabych punktów w systemach. Problem polega na tym, że cały kodeks jest dobrowolny.

W 2017 r. przedstawiciele Australian Communications Consumer Action Network zlecili naukowcom z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii przetestowanie bezpieczeństwa 20 urządzeń gospodarstwa domowego, które mogą być podłączone i sterowane za pośrednictwem sieci Wi-Fi. Okazało się, że niektóre rzeczy zostały uznane za stosunkowo bezpieczne, ale wszystkie posiadały co najmniej jedną wadę w kwestii bezpieczeństwa.

Czytaj też: Maszyny będą w stanie widzieć przez mgłę i chmury. Jak to możliwe?

Warto podkreślić, że Wielka Brytania już wcześniej wprowadziła podobne rozporządzenia, które również miały dobrowolny charakter. Teraz tamtejsze władze zmieniają je na obowiązkowe, nakładając na producentów obowiązek zapewnienia odpowiednich zabezpieczeń w każdym urządzeniu, które może się połączyć z Internetem.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News