WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Nauka

Bambusowe szczoteczki do zębów – ekologia na papierze?

Z każdym rokiem świadomość społeczna dot. dbania o naszą planetę rośnie. Niewątpliwie jest to bardzo pozytywny trend, choć nierzadko producenci i sprzedawcy pozornie ekologicznych produktów starają się zbić kapitał na nieświadomych, acz mających dobre intencje klientach.

Szacunkowe dane sugerują, że rocznie wyrzucanych jest od 3,5 mld do 4 mld szczoteczek do zębów. Z tego nawet dwa miliardy każdego roku trafiają do rzek, jezior i oceanów. Kiedy więc na rynku pojawiły się „biodegradowalne”, wykonane z bambusa szczoteczki, konsumenci przyjęli je z otwartymi rękami.

Podstawą takich przedmiotów jest – jak nietrudno się domyślić – drewno bambusa, z którego wytwarza się rączki. Niewątpliwą zaletą wywodzącej się z Azji rośliny jest łatwość jej uprawy oraz szybkość, z jaką rośnie. Bambus może bowiem osiągnąć nawet 20 metrów wysokości i nosi przy tym miano najszybciej rosnącej rośliny na świecie. Wystarczy sobie wyobrazić, że pojedynczy pęd może wydłużyć się o nawet 30 centymetrów w ciągu zaledwie jednej doby. Co więcej, producenci szacują, iż z jednej rośliny są w stanie wyprodukować aż tysiąc szczoteczek.

I choć wszystko to bardzo ładnie brzmi, rzeczywistość nie zawsze jest tak kolorowa. Przykład? Firma WooBamboo!, która oferuje swoje produkty również na naszym rynku, początkowo sprzedawała je w opakowaniach z… plastiku. W tym przypadku klienci byli czujni – przynajmniej tak się wydaje, ponieważ obecnie zarówno szczoteczki, jak i biodegradowalne nici dentystyczne od WooBamboo! są umieszczane w wykonanych z odzysku i możliwych do ponownego przetworzenia nakładkach.

Bambusowe szczoteczki wykonane z bioplastiku

Jeszcze ciekawiej robi się, gdy weźmiemy pod uwagę tzw. bioplastiki. W przeciwieństwie do znaczącej większość tworzyw sztucznych, te biologiczne mają roślinne pochodzenie. Oznacza to, że rozkładają się szybciej niż powszechnie spotykane PET, choć jest w tym pewien haczyk. Kluczowe są bowiem warunki, w których takie materiały zaczynają się rozpadać. Te oksydegradowalne wymagają obecności odpowiednio wysokiej temperatury bądź światła. Jeśli więc trafią np. do oceanu, nadal będą stanowiły zagrożenie dla tamtejszych organizmów. W wodzie bioplastiki rozkładają się ok. miesiąca – nieporównywalnie krócej niż zwykłe plastiki, ale jednocześnie wystarczająco krótko, by trafić tam, gdzie nie powinny.

Czytaj też: Z tym enzymem recykling plastikowych butelek wejdzie na zupełnie nowy poziom

Wspominam o bioplastikach dlatego, że to właśnie one są często używane do wytwarzania główek w szczoteczkach do zębów. Alternatywę stanowi m.in. nylonowe włosie pozbawione tzw. bisfenolu A. Ten ostatni jest powszechnie stosowany do produkcji tworzyw sztucznych i udowodniono jego negatywny wpływ na ludzkie zdrowie, m.in. poprzez zaburzanie pracy układu nerwowego i hormonalnego. Producenci używają też świńskiego włosia, co spotyka się ze sprzeciwem wegan i wegetarian. Bo choć naturalne i łatwo rozkładające się, to może być źródłem cierpienia zwierząt.

Najbardziej oburzająca jest postawa gigantów rynku, którzy pod płaszczykiem troski o ekologię zbijają dodatkowy kapitał. Firma Colgate, która z jednej strony oferuje dziesiątki rodzajów plastikowych szczoteczek, zapakowanych w równie plastikowe opakowania, by z drugiej chwalić się swoim ekologicznym podejściem za sprawą… jednego produktu. Colgate Bamboo Charcoal trafiła do polskich sklepów w grudniu ubiegłego roku. Bambusowa szczoteczka – okej; papierowe opakowanie – okej; główka wypełniona tworzywami sztucznymi – nie okej; dziesiątki szczoteczek od tej samej firmy, wykonanych z plastikowych elementów – BARDZO nie okej.

Greenwashing w wykonaniu producentów bambusowych szczoteczek

Oczywiście można twierdzić, że Colgate bada rynek i chce oswoić klientów z ekologicznymi alternatywami. Moim zdaniem jest to jednak klasyczny przykład greenwashingu, w ramach którego firma stwarza pozory walki z zanieczyszczeniem środowiska, jednocześnie robiąc w tym kierunku tyle co nic.

Czy istnieje rozwiązanie przedstawionego problemu? Być może trzeba wprowadzić pewne niezbyt wolnorynkowe, ale konieczne regulacje w kwestii odpowiedzialności za recykling produktów. Wyprodukowanie szczoteczek z plastiku, zawierających bisfenol A i rozkładających się setki lat jest tańsze niż stworzenie biodegradowalnej (choćby częściowo) alternatywy. Świat dosłownie zaczyna tonąć w plastiku, dlatego nadszedł czas na obarczenie producentów odpowiedzialnością  za to, co wytwarzają i co potem trafia do środowiska naturalnego.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News