WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ

Brakuje nam gier pokroju A Way Out

Brakuje nam gier pokroju A Way Out

Od premiery A Way Out minęło już ponad dwa lata, a ciągle nie doczekaliśmy się produkcji w jej stylu. Szkoda, bo takich gier obecnie po prostu brakuje. 

A Way Out, jest produkcją Hazelight Studios, którym zarządza dosyć kontrowersyjny deweloper Josef Fares, mający już na koncie grę Brothers: A Tale of Two Sons i pracujący obecnie nad It Takes Two. Ta trafi na rynek już za rok i szczerze mówiąc, czekam na nią, bo będzie pielęgnować kooperacyjne podejście, którego tak trudno obecnie znaleźć w solidnych tytułach. Czekam też dlatego, że w A Way Out bawiłem się lepiej, niż w jakiejkolwiek wcześniejszej grze nastawionej głównie na fabule.

A Way Out, to kooperacyjny majstersztyk

Obecnie chociaż nie gram tak często, jak kiedyś, to i tak przez “lata doświadczenia, nadal określiłbym się mianem hardcorowego gracza i zwolennika PC Master Race. Czas spędzony w grach RPG, strzelankach i strategiach na najwyższych poziomach trudności można u mnie liczyć w tysiącach, więc nic dziwnego, że kiedyś najbardziej ceniłem sobie wyzwanie i gameplay. 

Za następne stwierdzenie możecie mnie zabić, ale moim zdaniem są to zwykle wyróżniki gier „niekonsolowych” – stąd moja awersja do nich. Po prostu większość moich doświadczeń z grami ekskluzywnymi na konsole sprowadzała się do sporego zawodu, który z czasem zaowocował u mnie w głowie określeniem „gry konsolowej”. Taka gra jest dla mnie produkcją, w którą może zanurzyć się każdy, nawet niespecjalnie utalentowany, czy doświadczony gracz, a i tak będzie mu szło dobrze. Nawet kiedy jest kompletnie styrany po 12-godzinnej pracy. 

Dlatego między innymi nie zdecydowałem się na zabawę w A Way Out, kiedy to zadebiutowało marca 2018 roku. Nie była to dla mnie po prostu atrakcyjna gra pod kątem wyzwania, choć doceniłem od razu to, że nawet do zabawy „po sieci” wystarczała jedna kopia gry. Właśnie, prawie zapomniałbym wspomnieć o tym, że najważniejszym elementem A Way Out jest wymóg zabawy z drugą osobą. To gra stworzona stricte pod kooperację, która w lokalnym wydaniu wypada oczywiście najlepiej.

Ostatnio z kolei wręcz bryluje w produkcjach, które posiadają kooperacyjny tryb, aby wciągnąć moją drugą połówkę w dotychczas nieznany jej świat gier. Znalezienie tego typu gier w myśl grania na jednym komputerze nie jest łatwe, bo tak naprawdę nie ma w czym za bardzo przebierać, ale aplikacje pokroju Universal Split Screen, czy Nucleus Coop robią swoje, wymagając jedynie dwóch klawiatur i myszek albo kontrolerów. 

Wróćmy jednak do samego A Way Out, bo ta od razu zachwyciła mnie dopieszczeniem kooperacyjnego zaplecza technologicznego. Zero kombinowania z ustawieniami, czy obchodzenia głupich zabezpieczeń – rozpoczęcie zabawy z drugą osobą jest na PC tak proste, jak w konsolowych produkcjach, gdzie lokalny split-screen, to istne błogosławieństwo. 

Muszę przyznać, że początkowo nie miałem pozytywnych odczuć z A Way Out, gdzie każde zadanie, przed jakim stawałem, było prozaiczne i niewymagające. Momentami do tego stopnia, że uśmiech aż sam cisnął się na usta, jak w momencie, kiedy za wodospadem rzeczywiście znajdujemy jakąś skrytkę w rozbudowanym RPGu. Absurd poszczególnych scen jednak pominę, bo byłaby to już z mojej strony przesadna uszczypliwość. 

A Way Out_20180321190536

Banalny gameplay zszedł bowiem na drugi plan, kiedy z produkcji wyłoniła pieczołowitość, z jaką zaprojektowano doświadczenie dla dwóch graczy i historia, którą udało się przedstawić twórcom. W skrócie – w więzieniu spotykają się przypadkowo dwaj mężczyźni, których łączy wspólny wróg, a ich celem staje się ucieczka od karnych konsekwencji. Czy na samej ucieczce historia się skończy? To już musicie odkryć sami.

Gameplayowe cudo

Kiedy ma się na koncie zaliczonych kilkaset gier, to siłą rzeczy zna się każdą kolejną produkcję prawie na wylot i trudno deweloperom zaskoczyć tak doświadczonego odbiorcę. A Way Out wzięło jednak to podejście na bakier i wraz z rozwojem fabuły, udowadnia nam, że jeszcze wielu połączeń nie widzieliśmy.

Po prostu twórcy zabawili się konwencją wymaganej między graczami współpracy i stworzyli coś, o czym tak naprawdę trudno zapomnieć nawet kilka dni po przejściu gry. Już samo dynamiczne operowanie podzielonym ekranem sprawia świetne wrażenie, co tylko podkreśla elastyczność wielu kadrów. 

Szczerze? Tak naprawdę do tej pory ciągle mam przed oczami wiele niekonwencjonalnych rozwiązań, na które wpadłem w tej produkcji, a one zdecydowanie ubogaciły mój bagaż growych doświadczeń. Może i nie emocjonowałem się w ciągu całej gry, jak moja znacznie mniej obeznana towarzyszka, która po raz pierwszy spotkała się z presją skradankowych zadań, ale i tak robienie czegoś wspólnie w takim wydaniu, przysporzyło mi masę frajdy.

Jest tutaj klasyka, jak odwracanie czyjejś uwagi, aby dać drugiemu więcej czasu, czy też okazjonalny wymóg idealnego zgrania w myśl zrobienia czegoś w tym samym momencie. Ciekawym dodatkiem okazały się też rozmieszczone po niektórych lokacjach aktywności dodatkowe, jak np. rozgrywka na automacie, pojedynek w rzutkach, czy w wyciskaniu na klatę.

W tej produkcji zdecydowanie jest też ważny sam poziom trudności, z którym tak naprawdę poradzi sobie każdy, kto choć trochę ogarnia kontroler albo klawiaturę i myszkę, a jeśli nie, to uwierzcie mi, że z łatwością mu w tym pomożecie. Dlatego też zdecydowanie polecam wypróbować ten tytuł, kiedy akurat szukacie czegoś do kooperacji dla dwóch graczy.

Zwłaszcza że przedstawiona w A Way Out historia zapewni Wam iście filmowe wrażenia i na koniec pewnie wbije w fotel. Czas gry? Na więcej niż 8 godzin nie liczcie, bo to bardzo, bardzo płynna zabawa, w której poszczególne sekwencje przechodzi się często „od strzału”.