Każdy zapewne wie, jak wygląda „tradycyjny” eBike i powiedzieć, że łatwo dostrzec w nim różnicę w porównaniu do zwyczajnego roweru, to tak, jakby nic nie powiedzieć. Ostatnio wykształtował się jednak ciekawy trend na rynku, w ramach którego producenci zdają się porzucać pierwotne założenia i próbują zamaskować „elektryczność w rowerze”, tak bardzo, jak to tylko możliwe. Jednym z takich przykładów jest model Nua Electrica od firmy Nua Bikes z Brazylii.

Nua Electrica jest wyjątkowy na kilka sposobów, choć tę całą wyjątkowość powinno się raczej zastąpić nowatorskością w kwestii rozwiązań i użytecznych dodatków. Zacznijmy może od podstawy, czyli tego, że firma Nua Bikes postawiła na w pełni tytanową ramę, co bezpośrednio odbiło się na wadzę, wynoszącą jedynie 13 kilogramów. Rzecz jasna „jedynie” w porównaniu do pozostałych rowerów elektrycznych na rynku. Ten ebike nie posiada też zwyczajnego osprzętu, a więc przerzutek, a nawet łańcucha, którego zastąpiono jednorzędowym mechanizmem opartym na pasku węglowym Gates. Ten z kolei zapewnia pożądaną ciszę i możliwość porzucenia w niepamięć procedury dbania o napęd.

W kwestii napędu elektrycznego postawiono na zespół piast Zehus Bike+ o wadze 3 kilogramów, które skrywają w sobie silnik o mocy 250 W, akumulator o pojemności 160 Wh, kilka czujników, system komunikacji Bluetooth i całą elektronikę niezbędną do uruchomienia e-roweru. Innymi słowy, to co często projektanci rozplanowywali na całym rowerze, Zehus Bike+ sprowadza do sporej, ale i tak nieprzesadnie wielkiej piaście, która oferuje oczywiście możliwość podładowania akumulatora z sieci elektrycznej:

Minimalizm pełną parą i to całkiem solidny, bo taki zestaw umożliwia przejechanie do 30 kilometrów w trybie pełnego wspomagania. Samych trybów jazdy jest z kolei sześć do dyspozycji (są wybierane za pośrednictwem aplikacji), a jednym z nich jest tryb samo-ładowania, który czerpie energię m.in. z hamowania i z momentów jazdy, w których pomoc jest niepotrzebna. Silnik nie pozostawia jednak rowerzysty samego sobie, bo na stromych podjazdach automatycznie się aktywuje. I słusznie, bo wspomniany wyżej pasek bez wspomagania nie wytrzymałby zapewne zbyt długo, przez obciążenia, jakie serwujemy mu, po prostu pedałując.

Nua Electrica tani jednak nie jest…

Nic dziwnego, że producent za tytanową ramę, zaawansowany system Zehus Bike+ i niecodzienne podejście do elektrycznych rowerów, każe sobie płacić 4000 euro, czyli zapewne około 20 tysięcy złotych po przeliczeniu „na nasze” i po dodaniu podatku. Sporo.

Czytaj też: Elbi Cycles poszło na łatwiznę i umieściło baterię elektrycznego roweru Elbi w koszyku

Źródło: New Atlas, Nua Electica

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej