Minęło zaledwie kilka dni od oficjalnego ogłoszenia dotyczącego końca epidemii gorączki krwotocznej Ebola na terenie Demokratycznej Republiki Konga. Może się jednak okazać, że jest zbyt wcześnie na tego typu wnioski.

Nawiązujemy w tym momencie do wydarzeń, które miały miejsce w Liberii. To właśnie tam, po rocznej, choć niezdiagnozowanej u pewnej kobiety infekcji, doszło do zarażenia jej syna. Trafił on do szpitala, gdzie lekarzom udało się rozpoznać przyczyny choroby. Okazało się, że źródłem problemów jest wirus Ebola, pustoszący Afrykę Zachodnią przez około 2 lata. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że rząd Liberii dwa miesiące wcześniej ogłosił, iż kraj jest wolny od tej choroby.

Z upływem czasu okazało się, że również reszta rodziny chorującej od roku kobiety jest zarażona wirusem. Problem polegał na tym, że efekty choroby były na tyle mało poważne, by Ebola mogła się bardzo łatwo rozprzestrzenić. Na podstawie śledzenia epidemiologicznego oraz szeregu innych badań, naukowcom udało się ustalić datę nabycia wirusa przez kobietę. Nastąpiło to najprawdopodobniej w lipcu 2014 roku. Z kolei jej syn trafił do szpitala ponad rok później, w listopadzie.

Świadczy to o długim okresie inkubacji wirusa, który przez dłuższy czas potrafił pozostać niemal niezauważonym. Istnieje więc możliwość powrotu epidemii, odpowiadającej za śmierć ponad 11 tysięcy osób. Na szczęście przypadki zarażeń są obecnie niemal nieobecne, dlatego mieszkańcy Afryki oraz innych regionów nie muszą widzieć przyszłości w szarych barwach.

[Źródło: arstechnica.com]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!