Piëch Automotive… czy ktokolwiek z Was kojarzy tę motoryzacyjną firmę? Jeśli nie, to nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ to dopiero raczkujący podmiot na rynku, który jednak już zdołał zrobić wokół siebie niemałe zamieszanie. I to w sumie zapowiedzią jednego konceptu, jakim jest w pełni elektryczny Mark Zero, wręcz zachwycający bateriami. 

Debiut przed szeroką publiką zaliczy wkrótce na targach w Genewie, eksponując swoją elegancję i szwajcarskie zacięcie w sportowy wydaniu GT. Na jego pokładzie znajdą się trzy silniki o łącznej mocy 600 koni mechanicznych, z czego dwa z nich nadzorują tylne koła, a jeden przednią oś. Wszystko to przy zachowaniu masy 1800 kilogramów… co w teorii jest całkiem sporym wynikiem. Mark Zero został zaprojektowany jako samochód modułowy i dzięki temu Piëch umożliwił mu proste ulepszenia elementów w przyszłości. Jego największą zaletą ma być jednak system baterii…

Z zapowiedzi wynika, że ten jest jednak równie rewolucyjny, co enigmatyczny, choć testy WLTP wykazały, że nadaje się do przejechania do 500 kilometrów. Trudno powołać się tutaj na szczegóły techniczne, ale jeśli uwierzymy zapewnieniom Piëch Automotive, to w grę wchodzą ogniwa o gęstości powyżej 1600 watów na kilogram, które są nie tylko wytrzymałe na rozładowania i ponowne ładowania, ale też nie grzeją się specjalnie, co uzasadnia brak wymogu stosowania zaawansowanych systemów chłodzenia. Imponuje też prędkość ładowania, bo podobno 4 minuty i 40 sekund wystarczy, żeby naładować baterie od zera do 80%.

Same dane sugerują, że Mark Zero wyposażono w około 100 kWh baterię, więc doładowanie ~80 kWh w mniej niż minutę wymaga wręcz niewyobrażalnie mocnej ładowarki. Jak jednak jest w rzeczywistości? Na to pytanie uzyskamy odpowiedź dopiero w przyszłości.

Czytaj też: El-Born pierwszym elektrycznym samochodem od Seata

     Źródło: New Atlas

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!