EmDrive to, w skrócie, napęd wytwarzający ciąg bez emisji cząstek elementarnych. Ma on rozpędzać pojazd nic z siebie nie „wyrzucając”. Dzięki temu napędzany nim statek kosmiczny mógłby być o wiele lżejszy albo przy tej samej masie osiągać większą prędkość lub ładowność. Koncepcja wymyślona została na początku tego stulecia przez brytyjskiego naukowca Rogera Shawyera, jednak wciąż nie udało się rozwiązać pewnego poważnego, związanego z nią problemu.

Choć silnik taki pozwoliłby nam na podróż na Marsa w ciągu 70 dni, a na Księżyc nawet w 4 godziny, to mają jedną, podstawową wadę. Według większości fizyków w ogóle nie powinny działać, ponieważ byłoby to sprzeczne z zasadą zachowania pędu. Ale ludziom można mówić, że coś jest niemożliwe. Oni wiedzą lepiej.

Dzięki takiej postawie kilka zespołów na świecie zaczęło pracować nad EmDrive. Ku zgrozie i zażenowaniu środowiska naukowego eksperymentatorzy zaczęli twierdzić, że udało im się zbudować działające prototypy. Jeszcze w poprzedniej dekadzie sukces ogłosił sam Shawyer, jednak inni podeszli do tego z dużą dozą sceptycyzmu, twierdząc, że badania były niedokładne a wyniki niejednoznaczne. Z podobną reakcją spotkał się zespól badaczy z Chinese Northwestern Polytechnical University.

Prawdziwa burza rozpętała się, dopiero kiedy wyszło na jaw, że działający napęd EmDrive udało się skonstruować w należącym do NASA centrum badawczym Advanced Propulsion Physics Laboratory. Sama agencja długo zwlekała z ogłoszeniem wyników badań, chcąc najpierw dopracować metodykę i wyeliminować ewentualne błędy pomiaru. Kiedy nowe badania potwierdziły, że EmDrive działa, NASA postanowiła powołać jeszcze jeden niezależny zespół badaczy, który ma zupełnie osobno spróbować powtórzyć eksperyment.

W międzyczasie EmDrive skonstruował i badał rofesor Martin Tajmar z Technische Universität Dresden, jednak wbrew temu, co donosiły internetowe media, jego eksperymenty nie dały jednoznacznego rezultatu. Tak przynajmniej twierdzi sam Tajmar. 

Ostateczną odpowiedź na pytanie, czy napęd z radiową komorą rezonansową działa, zamierza dać Guido Fetta – wynalazca wariacji napędu nazwanej Cannae drive. W jaki sposób Fetta zamierza tego dokonać? Poprzez wysłanie na orbitę satelity napędzanego tym właśnie silnikiem!

Satelita, wielkości 6 jednostek CubeSat (tj. około 10x20x30cm), ma zostać wyniesiony na wysokość 241 kilometrów, na której ma pozostać około pół roku. Tradycyjnym satelitom tej wielkości paliwo na korygowanie wysokości orbity kończy się już po ok. sześciu tygodniach. Aby skonstruować urządzenie, zarządzana przez Fettę, Cannae Inc. zawiązała spółkę z LAI International oraz SpaceQuest Ltd, mającymi doświadczenie jako dostawca części dla lotnictwa (i nie tylko) oraz producent mikrosatelitów.

Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to Theseus, bo tak się to nowe przedsięwzięcie nazywa, może wystrzelić pierwszego mikrosatelitę z napędem EmDrive jeszcze w 2017 roku. Gdyby przypadkiem okazało się, że to dziwactwo rzeczywiście będzie działać, to czekają nas poważne zmiany na rynku satelitów i podróży kosmicznych.

Źródło: popularmechanics.com

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!