W ubiegłym roku Kilauea, wulkan, który pomógł stworzyć wyspy hawajskie, rozpoczął erupcje. Naukowcy nazwali spowodowaną w ten sposób dewastację „bezprecedensową”. A ponieważ erupcja trwała od maja do września, stała się najgorszą z jaką Stany Zjednoczone mierzyły się od czasów wybuchu Mount St. Helens w 1980 roku. Z raportów wynika, że Kilauea powiększyła Hawaje o około 350 hektarów. 

Wulkany różnią się od większości klęsk żywiołowych. Chociaż mogą być równie niszczycielskie jak huragan czy trzęsienie ziemi, gorąca, stopiona lawa w końcu ochładza się tworząc coś niezwykle użytecznego: wulkaniczną glebę. To nie znaczy, że erupcja Kilauea została przyjęta przez mieszkańców z radością. Wulkan zniszczył bowiem ponad 700 domów, powodując zniszczenia o wartości milionów dolarów.

Czytaj też: Ta wulkaniczna wyspa pomoże naukowcom w badaniach nad Marsem

Badania nad lawą rozpoczęły się niemal natychmiast po erupcji. Naukowcy wykorzystali głównie bezzałogowe drony oraz helikoptery. Momentami jednak warunki okazały się zbyt wymagające. Czasem dron był zbyt mocno oddalony od kontrolera, innym razem helikoptery nie mogły przebić się przez kłęby toksycznego dymu. Powstaje on, gdy gorąca lawa spotyka się z wodą morską, powodując wydzielanie kwasu chlorowodorowego. W przyszłym roku USGS ma nadzieję zaprezentować pełną mapę przedstawiającą położenie lawy powstałej podczas erupcji.

[Źródło: popularmechcanics.com]

Czytaj też: Zdjęcia „przed i po” ukazują rozpad wulkanu, który wywołał tsunami w Indonezji

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!