Reklama

Test Genesis Nitro 550. Skóra i materiał na straży wygody

Test Genesis Nitro 550, Genesis Nitro 550,Nitro 550, test Nitro 550,

Test jakiegokolwiek fotela jest o tyle trudny do zrealizowania, że utrzymanie wysokiej rzetelności wymaga po prostu spędzenia z danym modelem przynajmniej kilku tygodni. Taki czas pozwala na sprawdzenie, jak ten stricte utylitarny przedmiot radzi sobie z trudami codziennej eksploatacji, ale będę z Wami szczery – na Nitro 550 spędziłem dopiero miesiąc. Czy to dużo? To zależy, bo jeśli weźmiecie pod uwagę to, że codziennie był eksploatowany przez 12-16 godzin z kilkudziesięciominutowymi przerwami, te 4 tygodnie przełożą się na kilka miesięcy „normalnego” użytkowania po kilka godzin dziennie. 

Pudełko, wyposażenie i montaż

Przygoda z Nitro 550 nie należy do jakkolwiek odmiennych względem rozpakowywania i składania innych modeli stricte gamingowych. Fotel trafia do nas w wielkim pudełku, w którym wszystkie elementy są odpowiednio zabezpieczone czy to folią, czy pianką, dzięki czemu nawet poszczególne obicia zniosą największe trudy podróży. 

Czytaj też: Test Thor 660. Poręczna, świetnie wyglądająca a do tego bezprzewodowa

Tych elementów jest z kolei sporo, bo oprócz standardowych części składowych, Nitro 550 obejmuje dwie poduszki (jedna pod kark, a druga pod szyję) i szereg plastikowych zaślepek. Cały proces montażu jest, że się tak brzydko wyrażę „idiotoodporny”, bo z jednej strony instrukcja w sposób tekstowy i graficzny prowadzi nas za rączkę, a jakiekolwiek problemy z dopasowywaniem śrubek rozwiązuje prosty segregator z tektury o odpowiednich oznaczeniach.

Chociaż ze składaniem zdecydowanie możemy sobie poradzić sami, dbając o wykorzystywanie osłon z pudła do ochrony np. paneli, to we dwójkę kilka etapów można sobie znacząco ułatwić. Nastawcie się na nie więcej niż godzinę pracy, zanim po raz pierwszy zasiądziecie na swoim nowym fotelu, który… no właśnie – czy można określić go mianem wysokiej jakości?

Materiały, jakość wykonania i design

Genesis Nitro 550 zdecydowanie nie jest typowym fotelem gamingowym, a próbą zaoferowania czegoś więcej w możliwie najniższej cenie. Widać to po całkowicie metalowej pięcioramiennej podstawie, którą wieńczą dosyć tradycyjne i niepowalające wykonaniem i wyglądem, ale przynajmniej obite warstwą ochronnej gumy podwójne kółka o średnicy 60 mm. Radzą sobie z każdym rodzajem posadzki i czkawkę łapią tylko na dywanach o gęstym włosiu, co nie jest żadnym zaskoczeniem.

Czytaj też: Test Cooler Master CK351. Szukacie ciekawej klawiatury optycznej?

Do podstawy montujemy dołączony w zestawie podnośnik gazowy o maksymalnym obciążeniu wynoszącym 150 kilogramów, czyli ponadprzeciętnym, co przydaje się w momentach, kiedy siadamy na nim z impetem. Siadamy z kolei na sporym siedzisku o 51-cm szerokości i 49-cm głębokości na wysokości regulowanej w zakresie od 48 do 55 cm, co sugeruje przeznaczenie fotela dla osób o wzroście od 160 do 195 cm i posturze nawet „plus size”. Nie liczcie jednak, że Nitro 550 wpadnie w gust osobom o imponującej budowie, bo przeszkadza w tym jego kubełkowy kształt. Tyczy się to zarówno siedziska z charakterystycznymi podbitymi bokami, jak i wyprofilowanego oparcia o wysokości 81 cm i szerokości 56 cm. 

Względem innych foteli gamingowych Nitro 550 wyróżnia się zwłaszcza mieszanką materiałów, bo formowaną na zimno piankę, która otacza metalowy szkielet wykończono zarówno sztuczną skórą, jak i oddychającą tkaniną. Producent postarał się, aby skóra znajdowała się dokładnie tam, gdzie mamy najmniej kontaktu z fotelem, a materiał tam, gdzie jest go najwięcej. Stąd przyjemny w dotyku materiał w formie mikrosiatki na całym siedzisku (pomijając boki) i w centrum oparcia.

Po bokach każdego elementu znalazło się połączenie czarnej i lazurowej (w tej wersji kolorystycznej) dobrej jakości skóry z widocznymi przeszyciami. Tyczy się to również lędźwiowej poduszki na gumach i klamrach, ale (co dziwne) nie tej przeznaczonej dla naszego karku, ale ten problem łatwo rozwiązać – wystarczy obrócić ją do góry nogami na stronę z materiałem, co zresztą polecam. Poza tym cały tył fotelu pokrywa wytrzymały materiał z tworzywa sztucznego wykończony karbonowym wzorem, którego uzupełnia logo producenta.

Na sam koniec zostawiłem zdecydowanie największe bolączki Nitro 550, a tak naprawdę tylko jedną – podłokietniki. Gdyby nie one, to o tym fotelu trudno byłoby powiedzieć cokolwiek złego, ale przez to, że Genesis poszedł w ich przypadku po najniższej linii oporu, zapewniając tylko możliwość ich regulacji góra-dół, co w moim przypadku uczyniło je poniekąd bezużytecznymi w codziennym użytkowaniu. Zwłaszcza że brak możliwości ich wycofania kolidował z moim ustawieniem biurek o specyficznym wsporniku, a naturalne ustawienie łokcia ręki dedykowanej myszce zmuszało mnie do opierania go na samej krawędzi.

Pod kątem wykonania również sprawiają wrażenie, jak najgorszy element całego fotelu i to nawet uwzględniając źle wydrążoną dziurkę na zaślepkę, z której ta po kilku sekundach wypada. 

Wrażenia z użytkowania Nitro 550

Nitro 550 przetrzymałem przed napisaniem testu dłużej, niż miałem zamiar, dzięki ostrzeżeniu od znajomego co do tego, że po miesiącu doczekam się skrzypiącego mechanizmu. Nie dowierzałem, ale czekałem i w rzeczywistości pierwsze skrzypienie usłyszałem już ledwie po dwóch tygodniach zarówno przy siadaniu, opieraniu się i wstawaniu. Nie jest to zdecydowanie delikatne skrzypienie, a to z rodzaju głośniejszych, które będzie zapewne tylko się pogłębiać. Nie liczcie więc na to, że ten fotel będzie całkowicie bezgłośny, choć w porównaniu z moim wysłużonym fotelem z 3 latami na karku, jest wręcz bezgłośny. 

Tak jak regulacje spisują się wzorowo, tak mam wątpliwości co do tego, czy aby na pewno Genesis odpowiednio zadbał o zabezpieczenie funkcji bujania regulowanej prostą śrubą obecnej w tym modelu. Ta sprowadza się bowiem wyłącznie do prostej metalowej blokady w formie pręta wciskanego między siedzisko, a mechanizm, co dla mnie (osoby niekorzystającej z funkcji bujania) irytuje przez odgłos uderzenia metalu o metal przy każdym poprawieniu swojej pozycji. 

Czytaj też: Test Tracer Premium Pro. Sprawdzamy tani mikrofon na USB ze statywem i popfiltrem

Początkowy zachwyt możliwością odsunięcia oparcia do pozycji leżącej i stabilnego spędzenia tak pewnego czasu w formie odpoczynku również minął mi szybko, pozostawiając kolejną ważną cechę Genesis 550 bezużyteczną. Przynajmniej dla mnie, ale zdaję sobie sprawę, że jest to funkcja przez wielu pożądana. W tej pozycji, jeśli się postaracie, to z pewnością zaliczycie spektakularne spotkanie z podłogą, ale poza tym naprawdę trudno wywrócić ten fotel, dzięki 21 kg wagi oraz nisko położonym punkcie ciężkości. 

Test Nitro 550 – podsumowanie

Świat dzieli się na tych, którzy gamingowych foteli nienawidzą, jak i na tych, którzy nie mają nic przeciwko nim i osobiście do nich właśnie się zaliczam. Mimo spędzania przed ekranem zdecydowanie zbyt wiele czasu, nie wymagam od siedzenia nie wiadomo czego – jeśli jest wygodne i na dłuższą metę mnie nie irytuje swoimi wadami, to więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Wspominam o tym dlatego, żeby Ci z Was, którzy podchodzą do tematu podobnie, jak ja (~180-centymetrowy, 85-kg jegomość), byli pewni, że Nitro 550 będzie dla Was dobrym wyborem.

Ten fotel nie jest idealny przez swoje spartaczone podłokietniki, które są ogromną pomyłką, ale poza nimi trudno tak naprawdę przyczepić się do innych kwestii. Zwłaszcza że w tej cenie nawet szybko występujące „od nowości” skrzypienie nie jest niczym nietypowym (w moim sposobie korzystania z foteli), dlatego też Genesis Nitro 550 zasłużył w moich oczach na polecenie: