Gra o gwałceniu, Rape Day wywołała już teraz spore kontrowersje. Czy tytuł przejdzie certyfikację Steama?

Rape Day to produkcja studia Desk Plant, która jest tytułem z gatunku visual novel. Gracz wciela się w seryjnego mordercę-gwałciciela, który przeraża ludzkość podczas apokalipsy zombie. Deweloper zapowiada, że w produkcji znaleźć się ma ponad 500 grafik, 7 tysięcy słów oraz bardzo złe wybory moralne. Za mocno? Czy to legalne? Te same pytania zadają sobie w ostatnim czasie wszyscy.

Czytaj też: Black Desert na Xboksa One to gra pełna braków – skąd taka decyzja deweloperów?

W tej chwili Rape Day czeka na certyfikację Valve. Produkcja będzie dostępna na platformie sprzedażowej Steam jeśli sklep uzna, że można ten tytuł sprzedawać. Dlaczego w ogóle ktoś wierzy w premierę tego tytułu w sklepie? Wszystko przez ostatnią historię Steama. Producent jakiś czas temu uznał, że nie będzie dopuszczał gier z treściami erotycznymi, nawet jeśli jest w nich stosowana silna cenzura.

Taka decyzja Valve wywołała oburzenie wśród dojrzałych graczy, którzy utracili możliwość zagrania w tytułu o zabarwieniu erotycznym. Często są to gry, które zwinnie omijają wszelkie ograniczenia. Fabularnie w wielu z tych gier, dziewczynki wyglądające na „-naście” lat są opisywane jako… 1000 letnie boginie, które po prostu tak wyglądają w tym uniwersum. Valve szybko wycofał się ze swojej decyzji, obiecując, że gry nieprzekraczające zupełnie granicy zostaną dopuszczone do sprzedaży.

Takiej gry jak Rape Day jeszcze jednak nie było. To coś nowego, więc istnieje szansa, że produkcja rzeczywiście zadebiutuje. Sam producent broni się tym, że dziś takie gry jak Grand Theft Auto nie robią już na nikim wrażenia, a kiedyś musiały mierzyć się z medialną nagonką. Rape Day też ma być takim GTA? Oj, nie wydaje mi się. Steam może poza tym bardzo łatwo zablokować wydanie gry. W jaki sposób? Firma prawdopodobnie skorzysta ze swojego prawa do usuwania produkcji, które trollują. Co to dokładnie oznacza?

Oceniając, czy daną grę można nazwać „troll game”, zaczynamy od głębokiej analizy samego dewelopera. Sprawdzamy kim jest ten deweloper, czym zajmował się wcześniej, jak zachowywał się na Steamie, będąc zarówno deweloperem jak i klientem, jego powiązania z innymi deweloperami, informacje dotyczące płatności oraz wiele innych. Potrzebujemy tych wszystkich informacji aby odpowiedzieć na pytanie „kto jest naszym partnerem i dlaczego chce sprzedawać tę grę?” Aby dokonać tej oceny chcemy posiadać jak najwięcej kontekstu dotyczącego gry i procesu jej tworzenia. Trendem jest całkowite banowanie takich deweloperów ze Steam, a nie dopuszczanie tylko ich pojedynczych produktów. Jak powiedział ktoś w biurze „wydaje się, że złe gry są tworzone przez złych ludzi”.

Nie oznacza to jednak, że nie znajdziesz na Steamie gier słabszej jakości, a jedynie, że wierzymy w to, że ich twórcy nie mają innego celu jak tylko sprzedaż gry, która się komuś spodoba.

Jak Waszym zdaniem zakończy się ta sprawa? Rape Day trafi do sprzedaży, czy też nie? Moim zdaniem nie ma na to żadnych szans, ale producent znajdzie inną drogę, aby dotrzeć do klientów.

Czytaj też: Ciekawostki o Resident Evil 2 Remake – dlaczego gra jest straszniejsza i trudniejsza od pierwowzoru?

Źródło: kotaku.com

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!