Firma Hispano-Suiza przypomniała o sobie na targach w Genewie, powstając niczym feniks z popiołów po kilkudziesięciu latach. Bilet do rozgłosu zapewnił jej zaprezentowany elektryczny hipersamochód Carmen, choć twórcy określają go, jako przedstawiciela nowego segmentu „hyperlux”. 

Co jednak najważniejsze, do 2020 roku to cacko ma trafić na drogi publiczne, czyli po prostu do klientów Hispano-Suiza. Sam Carmen prezentuje sobą solidne podejście do wydajności, które opiewa na w pełni elektrycznym układzie napędowym z dwoma silnikami o łącznej mocy 1019 koni mechanicznych napędzającymi tylne koła. Tytuł hipersamochodu jest więc uzasadniony, bo taka specyfikacja zapewnia samochodowi przyśpieszenie do setki w mniej, niż trzy sekundy. Prędkość maksymalna jest z kolei elektronicznie ograniczona do 250 km/h.

Napęd uzupełniają też oczywiście banki baterii, które w Carmen są chłodzone cieczą, a ich rozmieszczenie przypomina kształt litery T. Przy niej Hispano-Suiza poszedł nie w pojemność, a objętość, aby sprawić wyważyć samochód, co tłumaczy „jedynie” 80 kWh, choć plany do 2020 roku obejmują ulepszenie do 105 kWh, co przełoży się na zasięg ponad 400 km.

Jako że samochód wywodzi się z firmy, która zaprzestała swojej działalności na początku XIX wieku, Carmen swoim nadwoziem nawiązuje właśnie do tamtejszych czasów. Oczywiście w kwestii wyglądu, a nie samych materiałów – tutaj postawiono na praktycznie wszechobecne włókno węglowe, momentami nawet stylizowane na aluminium. Stąd też całkiem niewielka waga samochodu – 1690 kilogramów. Całość dopełnia luksusowe wnętrze dla kierowcy i pasażera z nowinkami technologicznymi, choć wyczuwalnym sznytem retro.

Czytaj też: La Voiture Noire od Bugatti z tytułem najdroższego na świecie nowego samochodu

Źródło: New Atlas

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!