Niezaburzona niczym precyzja, płynność działania i stuprocentowa niezawodność. Przyjęło się, że tymi cechami mogą pochwalić się wyłącznie przewodowe myszki, co od kilku lat mija się z prawdą. Udowodni to z pewnością model Rival 650, którego zaprezentował właśnie SteelSeries.

Skąd w ogóle do głowy wpadł mi taki tytuł? Szczerze mówiąc, „ideał w bezprzewodowej odsłonie” nie wziął się znikąd, ponieważ w przeszłości miałem już okazję testować model Rival 600. Zapewne wiecie już do czego zmierzam – Rival 650 jest niczym innym, jak odrobinę zmodernizowanym poprzednikiem, który moim zdaniem jest jedną z najciekawszych myszek na rynku. Różnica jest jednak spora, bo jej tryb bezprzewodowy jest zwyczajnie luksusem. Luksusem upakowanym w nową technologię Quantum Wireless, która ma zapewniać stabilne połączenie i błyskawiczną reakcje na ruchy użytkownika.

Z kolei bateria ma zapewniać do 24 godzin nieprzerwanego działania. Jednak już 15 minut w trybie przewodowym (w którym również możemy korzystać z myszki) wydłuża ten czas o kolejne 10 godzin… o ile poziom baterii przed ładowaniem był niewielki. Po stronie pozostałych elementów mamy tutaj to, co cenimy do tej pory w Rival 600. Mowa o sensorze TrueMove3+, procesorze ARM, zaawansowanym systemie podświetlenia i jednym ze zdecydowanie najlepszych systemów dodatkowej wagi. Całość dopełniają oczywiście materiały wysokiej jakości i te silikonowe wstawki… których do tej pory mi brakuje.

A ile w ogóle musimy zapłacić za „ideał w bezprzewodowej odsłonie od SteelSeries”? Jak mogliśmy się spodziewać, Rival 650 do najtańszych nie należy, a producent wycenił go na 120$, czyli grubo ponad 400 złotych.

Test myszy SteelSeries Rival 600

Źródło: Digitimes
Zdjęcia: SteelSeries

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!