Pierwsza wojna światowa była pierwszym konfliktem, w którym pojazdy silnikowe wniosły znaczący wkład, choć zostały wynalezione zaledwie w latach 1900. Służyły jednak godnie w zastosowaniach pokroju przemieszczania ludzi oraz towarów, więc nic dziwnego, że wkrótce po niej Amerykanie chcieli pokazać, jak wielka jest ich użyteczność. Dlatego też w 1919 roku wojsko zorganizowało swoją ambitną wyprawę w ramach podróży z jednego końca Ameryki na drugi i to tylko ze swoimi ciężarówkami. 

Czytaj też: Satelita uchwyciła start chińskiej rakiety na morzu

W wyprawie wzięło udział prawie 100 ciężarówek, które wyjechały z Waszyngtonu do San Francisco z myślą o przejechaniu ponad 4000 kilometrów, bo w linii prostej te miasta dzieli aż 3913 kilometrów. Nie było to jednak aż tak wspaniałe, ponieważ tamtejsze pojazdy były dręczone masą niedociągnięć i wad w produkcji. Często się zapalały, pękały w drodze, a sama infrastruktura nie była przygotowana na taką wyprawę. Nic więc dziwnego, że z czasem drogi oraz mosty były coraz to bardziej uszkodzone, ciężarówek ubywało z tygodnia na tydzień, a żołnierze popadali w choroby.

Jak opisuje konwój The Washington Post „składał się on z lekkich ciężarówek do transportu żołnierzy, ciężkich ciężarówek, motocykli z przyczepą boczną, samochodów rozpoznawczych, kuchni polowych, kuźni i jednego czołgu lekkiego Renault”. Nad sytuacją panowało 24 oficerów ekspedycyjnych, 15 oficerów obserwacyjnych i 258 żołnierzy. W ciągu 61 dni konwój pokonał Amerykę, której tereny nie były wcale tak gościnne przy tak wielkiej wyprawie, ale całościowo przejechał przez 350 miast. Podczas podróży wziął udział w 230 wypadkach, uszkodził 88 mostów i zranił 21 osób. Zdumiewające jest jednak to, że tak wiele szkód spowodował przy prędkości poniżej 10 km/h.

Wspomnienia są cenne

Wyprawa nie była żadną tajemnicą, więc mamy na jej temat wiele informacji. Jeden z biorących w nich udział oficerów sztabowych opisał warunki drogowe jako „od średnich do nieistniejących”. Z wyprawy zapisano nawet materiał filmowy, który w swoich 25 minutach pokazuje odjazd z Waszyngtonu do przybycia do mostu Golden Gate.

Ba, zapisany został nawet dzienny dziennik konwoju (dostępny na stronie internetowej Archiwum Narodowego USA), który szczegółowo opisywał podróż w wielu etapach. Na przykład 11 lipca konwój opuścił Greensburg w Pensylwanii o 7 rano i przybył do Sewickley w tym samym stanie o 17:00. Pokonał więc zaledwie 78 kilometrów w ciągu 10 godzin, ale nie ma w tym nic dziwnego. Z każdym kilometrem stan konwoju stawał się gorszy, a wśród problemów dziennik wspomina awarie silników, gaźników, odpadające śruby, niszczące się opony, a nawet niską jakość lokalnej benzyny.

Jak mówi Archiwum Narodowe, „chociaż konwój miał być samowystarczalny, aby symulować warunki wojny, cel ten został podważony przez grille, festyny ​​melonowe i inne ofiary gościnności Amerykanów, którzy powitali konwój w swoich miastach”. Jednak żołnierzom dzień nie upływał na jedzeniu, piciu oraz kierowaniu pojazdami. 13 sierpnia koła jednej z ciężarówek zapadły się pod deskami, unikając o włos zaklinowania w niewielkim wąwozie. 28 sierpnia z kolei „dwie ciężarówki klasy B zjechały z drogi w kanionie, ale uniknęły szkód”.

Cenna lekcja

Konwój udowodnił Amerykanom, że podróże międzykontynentalne są opłacalne – ale tylko jeśli Ameryka zainwestuje w jej drogi. System autostrad zaczął poprawiać się na poziomie lokalnym przez lata, co potęgowało zapotrzebowanie na dobre drogi podczas II wojny światowej. Finalnie doszło do ustawy w 1956 roku, która finansowała wybudowanie międzypaństwowego systemu autostrad o długości 66000 kilometrów, co skróciło podróż z 61 dni do zaledwie 4.

Wtedy też armia USA przekonała się, że mechanizacja jest kluczem do wygrania przyszłych bitew. Zaledwie dwanaście lat później, czyli po wybuchu II wojny światowej miała w zanadrzu dziesiątki zmotoryzowanych rozwiązań, kiedy armia niemiecka nadal polegała w znacznym stopniu na koniach.

Czytaj też: Zdjęcie tajemniczego samolotu kosmicznego X-37B

Źródło: Popular Mechanics

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej