Chociaż sytuacje, w których będziecie zmuszeni wyskoczyć z jadącego pociągu, nadarzą się Wam zapewne tylko podczas jazdy na gapę, to scen tych nie trudno doszukać się w filmach. Jak więc wyskoczyć z poruszającego się pociągu, żeby zanadto się nie poturbować i co jeszcze lepsze, nie umrzeć?

Czytaj też: Jak wygląda sytuacja zanieczyszczenia środowiska w Chinach?

Na to pytanie odpowiedzieli ostatnio autorzy Popular Mechanics, pytając o to Rhetta Allaina, profesora fizyki na jednym z amerykańskich uniwersytetów. Ten z kolei udzielił im możliwie najbardziej „fizycznej” odpowiedzi, jakiej mogliśmy oczekiwać i już ostrzegam, że jeśli prawa fizyki i prędkości nie są Wam obce, to drugiej Ameryki tutaj nie odkryjecie.

Wszystko sprowadza się do dwóch prędkości – naszej, która równa się prędkości, z którą sunie po szynach pociąg oraz tej, którą osiągniemy przy spadaniu. Jeśli np. pociąg mierzy jeden metr wysokości, to grawitacja podczas skoku rozpędzi nas do około 4 m/s tuż przy kontakcie z podłożem. Dodając do tego samą prędkość pociągu, uderzamy w ziemię nie tylko z prędkością 4 m/s, ale też 10 m/s (36 km/h) w ujęciu wertykalnym i horyzontalnym.

Jako że to nie prędkość wywołuje największe obrażenia, a jej różnica lub przyśpieszenie przy zderzeniu, to możemy zminimalizować je w dosyć prosty sposób. Możemy bowiem po prostu wziąć rozbieg w przeciwnym kierunku, do tego, w którym porusza się pociąg i z 10 m/s zrobić nagle z 6 m/s. Czy obędzie się wtedy bez szwanku ciała? Raczej nie, ale przynajmniej szansę na coś poważnego minimalizujemy.

A i jest jeszcze pomysł z tradycyjną kaskaderską akcją. Po prostu szukamy miejsca, w którym znajduje się pochyłość i korzystając z niej, wytrącamy powoli, ale skutecznie prędkość, z jaką zeskoczyliśmy z pociągu. Dla hardcorów jest jeszcze opcja z przewrotem po skoku, ale na nią prób zapewne Wam nie wystarczy.

Czytaj też: Ludzkie zwłoki poruszają się nawet rok po śmierci!

Źródło: Popular Mechanics

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej