Test odkurzacza Jimmy H8 Pro

test Jimmy H8 Pro, recenzja Jimmy H8 Pro, opinia Jimmy H8 Pro

Jimmy H8 Pro to bezprzewodowy odkurzacz, który w teorii ma poradzić sobie z rożnymi rodzajami brudu, a także z mało dostępnymi miejscami czy dywanami z długim włosiem. Jednak jak to wygląda w praktyce?

Akcesoria i specyfikacja Jimmy H8 Pro

W zestawie znajduje się naprawdę sporo dodatków i akcesoriów. Mamy ładowarki do baterii – ścienną oraz oddzielną. Samą baterię można łatwo wyjąć więc tutaj nie będzie żadnych problemów ze znalezieniem miejsca do jej ładowania. Jest też kilka końcówek: głowica elektryczna, głowica do materacy, szczotka miękka, narzędzie do tapicerki 2w1, narzędzie szczelinowe 2w1, rura elastyczna, rura metalowa czy łącznik wielokątowy. Dzięki temu bez problemów wysprzątacie praktycznie każdą powierzchnię w mieszkaniu

Odkurzacz wygląda jak typowa tego typu konstrukcja. Jest on srebrny, ale ma też fioletowe akcenty (w tym rurę). Nie będzie on więc zbytnio wyróżniał się w mieszkaniu, ale też nie będzie go szpecił.

Jak zawsze tego typu konstrukcja składa się z kilku części. Główna to sam odkurzacz. Ma on wyświetlacz LED, który pokazuje naładowanie, tryb pracy, stan filtra czy kod błędu, oraz przyciski włączające i do zmiany trybu pracy. Jimmy H8 Pro może pracować w trybie Eco, Auto, Max i Turbo. Najczęściej będziecie zapewne wykorzystywać Auto, który samemu rozpoznaje powierzchnię i się do niej dopasowuje. Odkurzacz ma też miejsce na baterię oraz wejście do ładowania. Tak jak wspomniałem baterię można łatwo zdemontować i osobno podłączyć do ładowania.

Pojemnik na kurz ma pojemność 0,5 l, co powinno starczyć na sporą ilość czyszczeń. Bardzo łatwo się go opróżnia – wystarczy nacisnąć przycisk nad kubłem na śmieci. Także można całość łatwo rozłożyć i wyczyścić. Tutaj pod względem obsługi całość wypada znakomicie. Producent chwali się też specjalną konstrukcją uchwytu, dzięki czemu samo odkurzanie jest łatwiejsze i tak szybko nie męczy. Warto też wspomnieć o wadze głównego modułu, która wynosi 1,49 kg.

Jimmy H8 Pro pracuje z mocą 500 W. Moc ssąca wynosi 160 AW, ciśnienie 25000 Pa, a głośność 80 dBA. Silnik bezszczotkowy pracuje z prędkością 110000 RPM. Jimmy chwali się tutaj opatentowanym cyklonem poziomym, który redukuje krzywizny w przepływie powietrza pojemnika na kurz, co może powodować utratę ssania albo zapychanie się drobnymi rzeczami. Kolejna ważna rzecz to opatentowana technologia cyklonu podwójnego, która skutecznie oddziela kurz od powietrza. Bateria ma pojemność 7x 3000 mAh i ładuje się 4-5 godzin. Ma ona wystarczyć na 13-38 minut pracy z głowicą elektryczną lub 15-70 minut bez niej.

Do odkurzacza dołączacie jedną z rur. Dostępna jest metalowa albo elastyczna, co pozwala na łatwiejsze sprzątanie trudniej dostępnych miejsc. Przyda się tuta także łącznik pozwalający sięgać np. na wysoko położone półki.

Do rury (albo bezpośrednio do odkurzacza) dołączacie końcówkę. Jest ich naprawdę mnóstwo i w zależności od czyszczonej powierzchni znajdziecie idealną do niej końcówkę. Głównie jednak używać będziecie pewnie głowicy elektrycznej, czyli największej końcówki. Ma ona średnice 50 mm i miękkie włosie bezpieczne dla paneli. Bardzo dobrze powinna się ona sprawdzić właśnie na podłogach czy panelach. Plusem jest też jej specjalna konstrukcja, która zapobiega choćby wkręcaniu się włosów. Pozostałe końcówki przydadzą się do materacy, kanap czy ciężko dostępnych miejsc, np. półek z książkami.

Czytaj też: Test robota sprzątającego Roidmi Eve Plus

Jimmy H8 Pro w praktyce

Podczas sprzątania korzystałem głównie z trybu Auto. Całkiem nieźle wykrywa on powierzchnie, choć na samych panelach potrafi czasami zmieniać prędkość bez konkretnego powodu (a przynajmniej tak się wydaje – w końcu panele są raczej takie same wszędzie). Odkurzacz dobrze wykrywa dywan i zwiększa na nim tryb pracy. Mam bardzo gęsty dywan i tutaj jestem zadowolony z jakości jego odkurzenia – jest naprawdę świetna. Dotyczy to nawet głowicy elektrycznej, choć tutaj i tak polecam zmianę na głowicę do materacy – dywan jest wtedy idealnie odkurzony. W sumie nie mam pojęcia czemu producent tak nazwał tę mniejszą szczotkę elektryczną – ona naprawdę nadaje się do odkurzania wielu rzeczy, nie tylko materacy.

Wracając do odkurzania. Tutaj na podłogach głównie korzystałem z głowicy elektrycznej. Panele i podłogi wystarczyło raz nią przejechać i cały brud został wciągany. Dotyczy to nawet rogów, które potrafią sprawiać problemy. W przypadku Jimmy H8 Pro takowych nie zauważyłem i zostały one dokładnie odkurzone. Testowana konstrukcja nie miała też problemów z piaskiem, resztkami jedzenia w kuchni (np. ryżem) itp.. Generalnie z jakości odkurzania jestem bardzo zadowolony.

Dodatkowe końcówki przydają się w przypadku ciężej dostępnych miejsc. Mogą się ona też okazać niezastąpione jeśli chcecie odkurzyć np. samochód. Tutaj dzięki różnym opcjom i wygodnej rączce bez problemów dotrzecie nawet w najdalsze zakamarki. Muszę jeszcze wspomnieć o sporym plusie głowicy elektrycznej, czyli rzeczywiście nic się w nią nie wkręca. Nie trzeba więc co jakiś czas czyścić jej z włosów. Trochę inaczej jest z głowicą elektryczną do materacy – tutaj już włosy potrafią się wkręcać.

Sama obsługa urządzenia jest również banalna. Łatwo możecie zmienić tryb pracy czy końcówki. Czyszczenie pojemnika na kurz to bajka – wystarczy na kubłem na śmieci nacisnąć przycisk i gotowe. Od góry macie też dostęp do pozostałych części, które można wyjąć i np. przemyć pod bieżącą wodą (tutaj głównie mowa o filtrze HEPA). Z obsługą odkurzacza poradzi sobie każdy, nawet starsza osoba. Ważną kwestią jest też rzeczywiście brak bólu ręki nawet po długim odkurzaniu. W części odkurzaczy jest to spory problem, który może irytować. Tutaj specjalna konstrukcja rzeczywiście zdawała egzamin.

test Jimmy H8 Pro, recenzja Jimmy H8 Pro, opinia Jimmy H8 Pro

Na jednym ładowaniu spokojnie byłem w stanie odkurzyć 61 m^2 mieszkanie i pozostało jeszcze ok. 60% baterii. Jednakże maksymalny tryb rzeczywiście bardzo szybko obniża naładowanie, więc jeśli będziecie z niego korzystali to zbyt długo całość Wam nie podziała. Natomiast tryb Auto zdaje egzamin i spokojnie na jednym ładowaniu w tym trybie odkurzycie nawet większe domy.

Jimmy H8 Pro jest jednak głośny podczas działania, w szczególności w trybie Max. Na najsłabszym trybie z odległości 40 cm wynosi ona ok. 68,5 dBA, na najmocniejszym ok. 83 dBA. Tryb Eco jest więc jeszcze akceptowalny, ale im większy tym będzie głośniej. Tutaj jeśli nie chcecie nikomu przeszkadzać to tylko Eco zda egzamin, na pozostałych trybach musicie mieć na uwadze, że np. obudzicie śpiące dziecka.

Czytaj też: Test robota sprzątającego Lydsto R1

Podsumowanie testu Jimmy H8 Pro

Jimmy H8 Pro kupicie w sklepie Geekbuying w cenie 1219 zł. Jednakże z kodem CCUQ7YXZ otrzymacie 80 zł zniżki. Moim zdaniem w tej cenie jest to naprawdę niezła propozycja, która powinna przydać Wam się w mieszkaniu.

Odkurzacz bardzo dobrze sprząta i radzi sobie z różnego rodzaju brudem – kurzem, błotem czy nawet resztkami jedzenia. Nie ma on problemów z bokami i rogami pomieszczeń, a także znakomicie odkurzy nawet najbardziej włochaty dywan. Dzięki różnym końcówką sięgniecie do ciężko dostępnych miejsc. Możecie też bez problemów wziąć Jimmy H8 Pro do samochodu i go dokładnie odkurzyć. Całość jest też bardzo prosta w obsłudze. Bez problemów opróżnicie pojemnik na kurz czy wyczyścicie filtr. Samo ładowanie baterii trwa trochę długo, ale możecie ją wyjąć i podłączyć poza odkurzaczem do ładowania. Jest to spory plus, bowiem główna konstrukcja nie musi w takim wypadku stać na widoku, blisko kontaktu i może być schowana np. w szafie.

Małym minusem jest czas pracy na jednym ładowaniu. W szczególności w trybie Max jest on dosyć niski. Także wtedy odkurzacz chodzi naprawdę głośno i jeśli nie chcecie nikogo budzić to pozostaje Wam tryb Eco. Są to jednak wady większości odkurzaczy o takiej konstrukcji, więc nie ma tutaj zaskoczenia.

Moim zdaniem Jimmy H8 Pro świetnie sprawdzi się w mieszkaniach czy domach. W swojej cenie jest to więc jedna z ciekawszych konstrukcji, jakie miałem do testów i z czystym sumieniem mogę Wam rekomendować jej zakup.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Obserwuj nas w Google News