WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

LEGO Super Mario. Klocki na podstawie gry wideo. To działa!

LEGO obdarowało nas nowym zestawem klocków. Zestaw Super Mario rodził moje obawy o to, czy taka zabawa ma sens? Jak się okazuje – ma!

Nie słyszeliście jeszcze o Lego Super Mario? To krótkie wyjaśnienie. Jest to nowy zestaw klocków od duńskiej firmy, która tym razem weszła w kooperację z Japończykami. Wesoły Mario został przeniesiony ze świata wirtualnego do wersji fizycznej. Nie jest to jednak tak, że Lego Super Mario to zwykłe zestawy do klasycznej zabawy figurkami czy budowania danych rzeczy. Mario to jedna z najpopularniejszych marek growych na świecie i postanowiono, że dostępne w sprzedaży zestawy będą przenosiły również do “naszego świata” zasady gry wideo.

Czytaj też: Konsola z napędem czy bez – pieniądze mnie przekonują

Zapewne zadajecie sobie teraz to samo pytanie, które ja zadawałem sobie od czasu zapowiedzi zestawu klocków. Ale, że jak? Jak można przenieść zasady gry wideo do fizycznej zabawki? Przecież gracz może oszukiwać! Zamiast bawić się w dotarcie do celu z jednoczesnym wykorzystywaniem wszystkich dostępnych w zestawie startowym elementów, może po prostu skoczyć na koniec planszy. I co wtedy? Nikt go nie przypilnuje? Musimy sie umówić na jakieś zasady, których się trzymamy? No właśnie okazuje się, że jest to tak sprytnie rozwiązane, iż klocki-gra dopuszczają takie “oszustwa”, ale mechanika zabawy sprawia, że nikt nie będzie tego robił.

Zanim jednak przejdziemy do tłumaczenia zasad – co znajdziemy w zestawie, który kupicie jako pierwszy? W kartonie odnajdziemy figurkę Mario, która częściowo składa się z elementów elektronicznych, a częściowo z klocków. Do tego oczywiście kilka worków z elementami do złożenia oraz instrukcję. Ciekawostką jest to, że mówimy tutaj o instrukcji tłumaczącej założenia zestawu. Na próżno szukać tutaj pokazu tego jak się składa wszystko razem. Prawdziwa instrukcja znajduje się w aplikacji, którą musimy pobrać. Dla osób, które jednak wolą klasyczną formę, a nie animacje wyświetlane na smart-urządzeniu, zawsze pozostaje opcja pobrania pliku .pdf ze strony internetowej LEGO.

Pamiętajcie jednak, że każdy zestaw nie jest… całością. Tutaj nie budujemy wielkiej konstrukcji na stałe. Lego oddaje w nasze ręce masę mniejszych rzeczy jak np. zwykła płytka z “lawą”, wieża, drzewa, bloki do rozbicia itd. Tylko od nas zależy co z nimi zrobimy. Czy będzie to krótki tor czy też może jakaś skomplikowana przeprawa. Aplikacja sugeruje kilka ułożeń elementów, ale najlepiej jest eksperymentować samemu i ułożyć co się chce.

Całość funkcjonuje jako gra dzięki specjalnym płytkom, które działają jak kody QR. Nasz Mario ma pod spodem czytnik takich kodów, dzięki czemu zawsze wie na czym aktualnie stoi i czy dana rzecz daje mu punkty. Do tego figurka rozpoznaje kolory co sprawia, że wie, iż w danej chwili wpadła do niebieskiej wody czy stoi na zielonej łące. Mario przy okazji wydaje sporo dźwięków odpowiadających tym z gier. Co ciekawe, jest też kilka innych reakcji naszego bohatera, które nie są związane z grą. Jeśli położymy go na dłuższy czas (bo np. będziemy właśnie przebudowywać tor) to Mario zacznie chrapać! Takie elementy dodają całości uroku. Mario za pomocą muzyki sugeruje nam ile czasu pozostało do przejścia toru – mały ekran we współpracy z dźwiękami sprawdza się idealnie.

Możecie wykazać się kreatywnością w tworzeniu torów

Czytaj też: Brakuje nam gier pokroju A Way Out

Całość nie może funkcjonować jednak bez smart-urządzenia. Mówiąc smart-urządzenie Lego ma tutaj na myśli smartfon lub tablet. Chociaż… czy tak dokładnie jest? Po skonfigurowaniu aplikacji otrzymujemy dostęp do podglądu kupionych przez nas zestawów, a co najważniejsze – gdy zaczniemy zabawę to zobaczymy na ekranie gry podsumowanie naszych osiągnięć. Aplikacja powie nam dokładnie na jakie elementy stanęliśmy oraz ile punktów za to wszystko otrzymaliśmy. Tak naprawdę nie potrzebujemy jej jednak do zabawy. Mario na swoim ekranie pokaże nam liczbę zebranych punktów, więc aplikacja daje tylko informacje na czym stanęliśmy.

Wróćmy jednak do przyznawania punktów i początku tekstu, w którym wspominałem o samych mechanikach zabawy, w których można oszukiwać, ale nie jest to opłacalne. Tutaj nie chodzi bowiem o to żeby dotrzeć do celu jakim jest słynna flaga, po których to w grach Mario zjeżdża. Najważniejszym elementem zabawy jest zbieranie punktów. Za wskoczenie na głowę Goomby (to te brązowe stworzenia – podpowiedź dla tych, którzy ostatni raz mieli do czynienia z Mario na Pegasusie) otrzymujemy punkty. Za przewrócenie Bowsera Juniora i wskoczenie mu kilka razy na plecy – punkty. Lot na chmurce – punkty, a co najlepsze im dłuższy lot, tym ich więcej. Tylko gracz musi właśnie zdecydować czy będzie dłużej leciał i zbierał je, czy może bardziej opłaca się ruszyć dalej, bo zaraz wyciągnie z niej wszystko co się dało, a czas 60 sekund, który otrzymujemy na start dalej leci. Niektórzy mogą się zdecydować też na rozbijanie słynnego żółtego bloku z “?”. Tylko tutaj znów – nie jest tak, że ktoś sobie wskoczy kilka razy i biegnie dalej – po zbiciu bloku trzeba Mariem przez chwilę trząść. Możemy się też zdecydować na balansowanie na platformie. Dużo punktów tam zdobędziemy, ale obracanie klockami tak, aby Marian nie spadł wcale nie jest takie łatwe, a do tego musi on stać idealnie na środku zabawki. A jak spadnie to kręci mu się w głowie i nic nie można zrobić, a czas leci! To co mnie jednak najbardziej zachwyciło pomysłem to to, że twórcy znaleźli sposób, aby zapobiec skakania bohaterem od przeszkody do przeszkody pomijając puste drogi, które zbudowaliśmy. Opłaca się nam symulować ruch postaci przez całą planszę poprzez machaniem nią na boki – za to też są punkty!

Mario zawsze wie na czym stoi

Tymi prostymi sposobami Lego Super Mario sprawia, że nagle, mimo tego, że początkowo śpieszymy do końca to szybko załapujemy, że to nie ma sensu. Takie zasady wymuszane przez Mario z ekranem w brzuchu działają nawet na najmłodszych – sprawdzone na pięciolatku. Okazuje się, że coś co początkowo wygląda jak prosta zabawa, pełna luk w zasadach, jest dokładnie przemyślana. Zabawa z dziewczyną i dwójką siostrzeńców polegająca na biciu swoich rekordów i zapisywaniu wyników w aplikacji dała nam masę radości!

Do tego często łapałem się na tym, że gdy zestaw stał sobie rozłożony to włączałem Mario, aby na szybko spróbować pobić swój poprzedni wynik. Bo rozgrywka trwa krótko, ale jest intensywna, a czynnik w postaci chęci bicia własnych rekordów jest uzależniający. A potem przebudowujecie tor i staracie się uzyskać na nim lepsze wyniki. Nie sądziłem, że będzie to tak… fajne. Po prostu. To świetne klocki oraz świetna gra.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News