Reklama

Miasteczko Salem, czyli powrót do klasyki horroru | Sensbook #7

Miasteczko Salem, Stephen King, recenzja Miasteczka Salem, Salem,

45 lat po premierze Miasteczka Salem mogłoby się wydawać, że w tej lekturze nie ma czego szukać. Wręcz przeciwnie.

Kiedy po lekturze powiedziałem swojej drugiej połówce, że Miasteczko Salem powinno się jej spodobać, to nie wiedziałem za bardzo, jak to uzasadnić. Jednak biorąc się za tę “polecakcję” w ramach serii Sensbook, przejrzałem raz jeszcze kilka zaznaczonych fragmentów i już doskonale wiem jak.

Biorąc pod uwagę naukowe podejście do różnic płci, w znakomitej większości kobiety bardziej interesują się ludźmi, a mężczyźni rzeczami (w skrócie). Dlatego muszę przyznać, że gdzieś do połowy Miasteczka Salem nie bawiłem się najlepiej. Akcja rozwijała się bowiem wolno, większość tego, co nas czeka, musieliśmy sobie dopowiadać i to często z marnym skutkiem, aby wreszcie Stephan King zrzucił nam bombkę z zagrożeniem, jakie zawitało do tytułowej lokacji.

Miasteczko Salem, Stephen King, recenzja Miasteczka Salem, Salem,

Nie będę wspominał jakie dokładnie i proszę Was o to, żebyście nawet nie szukali tej informacji – po prostu psuje to przyjemność z czytania. Zwłaszcza że poszlaki są porozrzucane naprawdę nielicznie, a sam (sami?) antagonista(ści?) bliżej nieokreślony przez znaczną część lektury.

Zanim jednak do tego doszło, autor zaprosił nas, niczym wścibski sąsiad, znający wszystko i wszystkich wokół do Salem. Poznajemy więc przeszłość, życie i problemy każdego, kto ma jakąś konkretną i ważną rolę w miasteczku.

Łączymy sobie wątki i najważniejsze relacje pomiędzy mieszkańcami, zaglądając każdemu w cztery ściany, do szklanki i nawet do łóżka. Mamy dzięki temu wrażenie, jakby Salem naprawdę istniało, a my poniekąd tam żyli. Dlatego właśnie tak chętnie polecam Miasteczko Salem wszystkim tym, którzy czy to są wścibsko-ciekawscy, czy po prostu lubią sobie poplotkować.

Jeśli jednak to nie Wasza para kaloszy, to najbardziej powinien Was zainteresować wątek powracającego do miasteczka pisarza, niejakiego Bena, Susan oraz małoletniego Marka. Jak to na powieść grozy przystało, znajdzie się tutaj i coś miłosnego, a na dodatek bardzo dobrze podanego.

Miasteczko Salem, Stephen King, recenzja Miasteczka Salem, Salem,

Osobiście najbardziej spodobało mi się wspomniane zagrożenie, które – nie powiem – zaskoczyło mnie, omijając typowe popkulturowe podejście. Jasne, niekiedy aż trudno uwierzyć w to, co bohaterowie wyczyniają i zrozumieć powód tego, w jaki sposób King miesza wątki, ale jak to na powieść grozy przystało, zdarzają się momenty, w których po prostu albo czujemy niepokój, albo boimy się o fikcyjne postaci.

Pozycja trzyma nas też w napięciu, a to przecież najważniejsze, choć od czasu do czasu rozległe i nieuzasadnione opisy odciągają nas od głównego wątku. Może to jednak tylko moje odczucie, bo Miasteczko Salem w wydaniu kieszonkowym zwykłem czytać tylko wtedy, kiedy akurat musiałem poczekać w kolejce, czy nudziłem się w miejscu publicznym.

Tak czy inaczej polecam, bo pomimo upływu lat w tym tytule można znaleźć coś dla siebie… a jeśli już będziecie po lekturze, to zdecydowanie powinniście wrócić na sam początek i raz jeszcze przeczytać prolog, który wtedy nabiera znacznie większego sensu.