Para japońskich naukowców twierdzi, że w naszej galaktyce mogą istnieć miliony tzw. odizolowanych czarnych dziur. Pobierają one materię z ośrodka międzygwiezdnego – pyłu i innych rzeczy unoszących się między gwiazdami. Ale ten proces jest nieefektywny i duża część materii zostaje wyrzucona w przestrzeń kosmiczną z dużą prędkością. Gdy tak się dzieje, powinny powstawać fale radiowe, które mogłyby zostać wykryte przez radioteleskopy. Jeśli astronomowie odfiltrują te fale, uzyskają dowody na istnienie owych czarnych dziur. 

Odizolowane czarne dziury, które są małe w porównaniu do tych supermasywnych, nie emitują dużej ilości promieni rentgenowskich. Z tego względu ich obserwacja w taki sposób jest w zasadzie niemożliwa. Po prostu nie ma wystarczającej ilości materii na dyskach akrecyjnych, aby utworzyć odpowiednio silne sygnatury. Na szczęście materia płynąca przez ośrodek międzygwiezdny powinna wprawić elektrony w ruch wytwarzając fale radiowe.

Czytaj też: Największe czarne dziury powstały zadziwiająco szybko

Odizolowane czarne dziury mogą być brakującym ogniwem pomiędzy czarnymi dziurami o masie nawet 100 razy większej od Słońca oraz supermasywnymi, które są od niego większe setki tysięcy razy. Mimo że obiekt zainteresowania Japończyków jest większy od zwykłych czarnych dziur, to wciąż trudniej go wykryć. Badacze sądzą, że aby to zmienić będzie trzeba wykorzystać wieloczęściowy teleskop SKA. Ich zdaniem co najmniej 30 odizolowanych czarnych dziur emituje wystarczająco silne fale radiowe, aby dało się je wykryć z użyciem SKA.

[Źródło: livescience.com; grafika: JPL]

Czytaj też: Supermasywna czarna dziura stopniowo uśmierca galaktykę

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej