Wayve jest brytyjskim startupem, który pragnie podzielić przyszłość Tesli na rynku autonomicznych samochodów i choć nie szło mu do tej pory najlepiej, to teraz jego założyciele poczynili spore postępy. Wyłącznie przy użyciu kilku kamer, nawigacji satelitarnej, a przede wszystkim wyłącznie 20-godzinnego „tłuczenia” do głowy systemowi tego, jak ma jeździć.

Ten system jest tak naprawdę najciekawszym rozwiązaniem, na jaki postawiło Wayve. Ten działa bowiem tak, jak np. wychowywanie psa, czyli opiera się na systemie kar i pochwał… tyle że nieco bardziej abstrakcyjnych. W tym wypadku karą był moment, w którym kierowca za „autonomicznym kółkiem” musiał poprawić kurs samochodu – wtedy system analizował dane z czujników przed tą ingerencją, aby ”dowiedzieć” się, jak poprawić się następnym razem. Nagrodą jest dla niego z kolei każda minuta, w której nie zmusza kierowcy do interwencji, co utrwala dobre zachowania i eliminuje te złe.

Owoc tej maszynowej nauki widać powyżej i choć nie jest to zbyt obiecujące (jadący samochód jest nie tylko wolny, ale też niespecjalnie pewny w swoim działaniu), to najważniejsze jest to, że cała nauka systemu trwała zaledwie 20 godzin. Wayve jest przy tym przekonane, że zdąży wprowadzić swoje autonomiczne pojazdy w 100 krajach, ale umówmy się – przed nimi jeszcze naprawdę długa droga.

Oczywiście pozyskiwanie bazy danych do takich projektów jest banalnie proste, ale co w sytuacjach, które na drodze są rzadkością? Wtedy system może zwyczajnie spanikować i nie zareagować, kiedy np. po raz pierwszy na autostradzie nagle zahamuje przed nim samochód? No cóż, trzymamy kciuki, bo przyszłość maluje się właśnie nie tylko w barwach wszechobecnych „elektryków”, ale też towarzyszącym nim trybom autonomicznym.

Czytaj też: Innogy uruchamia największy w Polsce car sharing

Źródło: New Atlas

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej