Z wykrzesaniem kolejnych lat świetności dla tak przestarzałej i zapomnianej konstrukcji problem będzie miał zapewne nawet silnik elektryczny, ale co innego mają do powiedzenia sami twórcy. Oldschoolowe motocykle Ural próbują powrócić w elektrycznym wydaniu… choć na początek dostaliśmy jedynie prototyp.

Ural Motorcycles ostatnie 70 lat prawdopodobnie przespało, choć ich powrót na rynek był naprawdę spektakularny. Złożyli hołd dla uniwersum Star Wars, a nawet stworzyli limitowany motocykl Ural Air z wbudowanym dronem DJI, więc idąc z duchem czasu nie mogli pominąć tak gorącej w dzisiejszych czasach kwestii, jakim jest elektryczny silnik. Stąd też prezentacja prototypu stworzonego we współpracy z kalifornijskim IGC i Zero, który nie jest jednak wielkim wejściem firmy na rynek elektrycznych motocykli. Jeśli jednak spodoba się na tyle, że jego produkcja będzie opłacalna, to Ural z pewnością nie omieszka wystartować z fabrykami.

Sam prototyp nie ma nawet nazwy i jest swoistym „składakiem”. Bazuje więc na platformie S/DS firmy Zero w połączeniu z silnikiem o mocy 60 koni mechanicznych, zapewniającym jednocześnie 110 niutonometrów momentu obrotowego. Za pokłady energii odpowiada z kolei główna bateria ZF13.0 i poboczna – ZF6.5, przekładające się na 19,5 kWh. Nie mogło również zabraknąć charakterystycznego wózka bocznego, który kompletnie psuje całą aerodynamikę i sprawia, że model jest znacznie cięższy. 373 kilogramów z taką jednostką przekłada się na jedynie 140 km/h maksymalnej prędkości i zasięg na jednym ładowaniu wynoszący około 165 kilometrów.

motocykle Ural próbują powrócić w elektrycznym wydaniu

Rewolucji więc nie ma… ale jest wózek boczny!

Czytaj też: Husqvarna zaprezentowała swój pierwszy elektryczny motocykl EE 

Źródło: New Atlas

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!