WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

PlayStation! Przestań, kurde, wyć!

Wiecie od czego zacznę ten tekst? Od uśpienia konsoli, bo nawet zapauzowana gra uniemożliwia zebranie myśli.

Jeśli mówimy o głównym sprzęcie do grania, to nie zamierzam czekać na jakiekolwiek drobne poprawki, które producent po kryjomu wprowadza po wydaniu urządzenia. Do dziś stoi zatem u mnie w pokoju PlayStation 4 FAT, które przez ostatnie kilka lat sprawiło mi masę zabawy.

Gdy tylko pojawi się zapowiedź zamówień przedpremierowych na PlayStation 5 to notuję tę datę wraz z godziną w telefonie i czekam przed komputerem, przygotowany na szybkie kliknięcia myszką zanim mi ktoś podbierze ostatnią sztukę. Już przy PlayStation 4, na które nie złożyłem pre-ordera, wystarczająco się najeździłem, żeby znaleźć dostępny egzemplarz. Teraz poproszę o dostawę do paczkomatu, które nawet na mojej “podmiejskiej wsi” wyrosły jak grzyby po deszczu i jest ich już cztery.

Mam tylko jedną drobną obawę. Dostępność dobrych gier? Nie, w jakość exclusive’ów Sony nie wątpię. Słaba karta sieciowa, która ledwo łapie sygnał jak w moim premierowym PS4? Nie, użyję kabla i tak. To może martwię się o mój telewizor 1080p, który o HDR czy 4K to nawet nie słyszał? Też nie. Wiecie o co się martwię? Że znowu panie i panowie inżynierowie z Sony zapomną, iż jednak KONSOLA MOGŁABY TAK NIE WYĆ.

Jeśli czasem trafiacie w Internecie na narzekania ludzi, którzy mają dość swoich PlayStation 4 FAT i PlayStation 4 Pro, a sami posiadacie PlayStation 4 Slim, które czasem Was zdenerwuje głośnością pracy wentylatorów, to życia nie znacie. Słynne “silniki odrzutowe” nie są żadną przenośnią. Szczególnie, gdy jeszcze trafi się gorąco lato, a Wy ogrywacie jakiś wymagający moloch jak np. Assassin’s Creed Odyssey. Przysięgam, bez słuchawek nie da się grać.

Czy podjąłem jakieś próby uciszenia konsoli? Ileż razy! Próbowałem już chyba wszystkiego. No, może oprócz ciekłego metalu, bo zapaleńcy, którzy chłodzą swoje komputery rzeczami, które nawet nie wiedziałbym jak podłączyć, odradzają bawienie się takimi rzeczami na procesorze PlayStation 4. Wiedzieliście, że takie coś w ogóle istnieje?

Najpierw było odkurzanie “bezpieczne”. Odkurzaczem regularnie starałem się wybierać wszystkie kawałki kurzu, które zapychały otwory odprowadzające ciepło. Zdejmowałem pokrywę, którą Sony pozwala usuwać bez utraty gwarancji, aby wymienić dysk i tam również wybierałem wszelkie drobiny.

Gwarancja się skończyła, a konsola była coraz głośniejsza, więc przyszedł etap dobrania się do miejsc, które wymagały zdjęcia plomb. Moja nieaktualna gwarancja zatem została ostatecznie i definitywnie zakończona, a ja mogłem powoli zaczynać przygodę z odkrywaniem tego co kryje wnętrze sprzętu. Udało mi się uwolnić elektronikę od plastiku, który to wypłukałem. Kurzu w “bebechach” było co niemiara i byłem przekonany, że tym razem problem udało się rozwiązać.

Dźwięk startującego MIGa dał mi znać, że jednak nie. W poprzednim rozkręcaniu towarzyszyła mi moja dziewczyna, która ma znacznie większą cierpliwość do wszelkich śrubek, zaślepek i małych kabelków, które trzeba delikatnie odpiąć. Sam bym pewnie rozłożył konsolę tak bardzo, że nie byłoby co składać. Ponownie zatem przystąpiliśmy do rozbiórki PlayStation 4.

Tym razem naszym celem stało się kompletne rozebranie konsoli i nałożenie nowej pasty termoprzewodzącej oraz termopadów. Opowieści YouTuberów wskazywały na to, że Sony nieźle przyoszczędziło na tym drugim elemencie, a pierwszy już mógł stracić swoje właściwości. Obserwując nagrania z Internetu odtwarzaliśmy ruchy, czasem musząc się domyślać niektórych rzeczy, ponieważ wszyscy mieli trochę nowsze konsole i pojawiały się minimalne różnice w budowie.

W końcu dobraliśmy się do środka. Serce mojego sprzętu wydawało mi się na tyle ładne, że uwieczniłem je i kilka innych rzeczy na zdjęciach.

Termopady rzeczywiście zdawały się za małe i nierówno przyklejone. Wycięliśmy idealne rozmiary (które jednak nie powinny być zbyt duże) i zastąpiliśmy nimi to, co widzicie poniżej.

Na procesor wleciała pasta termoprzewodząca, którą wybierałem tak samo długo, jak zazwyczaj cokolwiek wybieram. YouTube jeszcze przez długi czas polecał mi nagrania recenzujące najnowsze osiągnięcia z dziedziny chłodzenia silników odrzutowych podzespołów.

Teraz to musiało się zrobić cicho! Złożyliśmy całą konsolę i uznaliśmy, że nie będziemy się przejmowali jedną śrubką, która nam pozostała. Kompletnie nie wiem skąd się wzięła, bo poradniki prześledziliśmy z pięć razy i wszystkie elementy były na swoich miejscach. Operacja zakończona.

Pierwsze wrażenia? Noo, coś jest lepiej. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, czy mi się wydaje czy rzeczywiście jest jakby ciszej. Wieczór następnego dnia uświadomił mi jednak, że niestety – różnica jest minimalna. Uznałem, że nie da się już nic zrobić i trzeba porzucić temat, a jak dorwę kiedyś Marka Cernego (projektant konsoli) to sobie poważnie porozmawiamy.

Nie wiem, czy też tak macie, ale często budzę się w nocy. Zazwyczaj co kilka godzin wstaję, biorę telefon i idę do toalety. Akurat na jakiejś grupie graczy na Facebooku toczyła się dyskusja na temat problemu z głośnością PlayStation 4. Odpowiedziałem na pytania kilku osób, które zabierały się powoli do rozkręcania konsoli, poleciłem poradniki i gdy miałem już zablokować smartfona, przeczytałem jeszcze jeden wpis. Komentarz ten zawierał link do nagrania, w którym YouTuber rozkręcał PlayStation 4 FAT. “A co mi tam” pomyślałem, w końcu mogę obejrzeć, a i tak pewnie niczego nowego się już nie dowiem. I wtedy mnie zmroziło, a ja rozbudziłem się tak, że potem musiałem długo leżeć w łóżku i kląć w myślach.

Okazało się bowiem, że dało się odkręcić jeszcze jeden element od konsoli. Element ten osłaniał radiator, który w nagraniu wideo, po dwóch latach użytkowania, był delikatnie ubrudzony. Wystarczyło wiedzieć, że da się tak zrobić i możliwe, że moja konsola byłaby cichutka jak Xbox One.

Oczywiście następnego dnia powróciliśmy do rozkręcania sprzętu. (Śrubką dalej się nie przejmujemy). Dotarliśmy do tego samego miejsca i… poszliśmy o ten krok dalej. A tam… Zobaczcie sami.

Ja naprawdę sprzątam. Wręcz dostaję małej nerwicy, gdy przedmioty są czasem nieodłożone na miejsce, a na czymś pojawiło się kilka kawałków kurzu (nawet myślałem żeby kupić oczyszczacz powietrza, ale nie po to, aby minimalizować smog, ale żeby wciągał mi kurz). Mimo tego – radiator był w połowie zapchany kurzem. Po sesji fotograficznej dokładnie go wyczyściliśmy i złożyliśmy sprzęt do kupy.

Efekt kilku godzin czyszczenia sprzętu? Nawet mnie nie denerwujcie. PlayStation 4 FAT jest teraz cichsze, ale to dalej nie jest poziom akceptowalny… Wszystko tak naprawdę na nic. No, przynajmniej wiem, że raczej do przegrzania nie dojdzie tak szybko. Chłodzenie PS4 jest po prostu fatalne. Nic się z tym nie da zdobyć. Kładzenie na boku, w pionie, przy wiatraku, w miejscu nieograniczającym dostępu powietrza – NIC. Dlatego właśnie się martwię o głośność PlayStation 5. Ja naprawdę nie chce spędzić kolejnej generacji w słuchawkach nie dlatego, że chcę, a po prostu muszę.