Nie rosyjscy uczeni, nie amerykańscy naukowcy – tym razem to nasi rodacy są autorami rewolucyjnego algorytmu, który z niezwykle wysoką skutecznością potrafi określić, czy zeskanowany obraz oka należy do żywej bądź martwej osoby.

W filmach akcji bardzo często używa się motywu złamania zabezpieczeń poprzez przystawienie do czujnika palca lub oka ogłuszonej albo nieżyjącej postaci. Nie wiem, jak często praktykuje się podobne rzeczy w prawdziwym życiu, ale na tych, którzy faktycznie to robili może niedługo paść blady strach. Wszystko za sprawą zespołu badaczy kierowanego przez Mateusza Trokielewicza z Politechniki Warszawskiej.

Projekt rozpoczęto od zebrania zdjęć oczu. W bazie znalazły się fotografie siatkówek, które, podobnie jak odciski palców, są unikalne dla każdej osoby. Następnie badacze nauczyli algorytm, w jaki sposób znajdować różnice pomiędzy poszczególnymi obrazami, aby podzielił on fotki na dwie grupy: zrobione oczom żyjących i nieżyjących ludzi. Po pewnym czasie program osiągnął aż 99-procentową skuteczność w określaniu różnic. Jest jednak pewien haczyk – tak wysoka efektywność odnosiła się w stosunku do tęczówek, które były martwe od co najmniej 16 godzin. Te sfotografowane tuż po śmierci są znacznie trudniejsze do odróżnienia.

Bohater Raportu mniejszości mógłby więc bez problemu ponownie wyciąć sobie gałki oczne, aby złamać zabezpieczenia, dlatego na tę chwilę hollywoodzka zagrywka wciąż pozostaje realna. Oczywiście do czasu, aż Trokielewicz i jego zespół nie znajdą jeszcze skuteczniejszego sposobu na usprawenienie swojego algorytmu.

[Źródło i grafika: engadget.com, thenextweb.com, MIT]

 

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!