Amerykanie otworzyli szkoły. Efekt? Ponad 74 000 dzieci zakażonych SARS-CoV-2

koronawirus u dzieci

Od 6 do 20 sierpnia na terenie Stanów Zjednoczonych odnotowano 74 160 zakażeń koronawirusem wśród dzieci. Stanowi to 21-procentowy wzrost całkowitej liczby infekcji u najmłodszych udokumentowanych w tym kraju od marca. Problem w tym, że do osiągnięcia tego rezultatu wystarczyły zaledwie 2 tygodnie.

Łącznie odnotowano 442 785 zakażeń wśród dzieci, co stanowi tylko 9,3% wszystkich dotychczasowych przypadków w Stanach Zjednoczonych. Wydaje się to potwierdzać fakt, że młodsze osoby są znacznie mniej narażone na infekcje. Kolejnym optymistycznym aspektem jest ten, iż ta grupa wiekowa jest najmniej zagrożona ciężkimi powikłaniami COVID-19.

Raport z 20 sierpnia sugeruje bowiem, że na COVID-19 zmarło 154 279 Amerykanów, z czego zaledwie 92 zgony dotyczyły dzieci, co stanowi 0,06% całkowitej liczby ofiar śmiertelnych. Oczywiście nadal jest to przykra statystyka, jednak z perspektywy medycyny – dość pocieszająca. Był to jeden z argumentów za tym, aby otworzyć szkoły, ponieważ edukacja zdalna na dłuższą metę nie może być realizowana.

Reklama

Czytaj też: Chiny ostrzegają przed nowym wirusem. Jest groźniejszy od SARS-CoV-2

W Stanach Zjednoczonych zdecydowano się na taki krok w sierpniu. Wzrost zakażeń wśród dzieci sugeruje, że przyczyn tego zjawiska można się doszukiwać właśnie w otwarciu szkół. Co więcej, w międzyczasie rozpoczął się powrót studentów na uniwersytety, który również doprowadził do powstania ognisk, choć sytuacja nadal wydaje się pod kontrolą. Najpierw fala zakażeń dotknęła studentów i pracowników University of Notre Dame, a teraz podobny problem wystąpił w przypadku University of Alabama.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News