WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja Blair Witch – dłużej nie zwlekajcie

Blair Witch na premierę sprawiło graczom niemały problem. Czy dziś warto kupić ten tytuł?

Cierpliwym bądź

Jakiś czas temu na łamach WhatNext popełniłem artykuł, w którym starałem się wytłumaczyć zyskujący na popularności trend Patient Gamingu. Zainteresowanych tematem grania kilka miesięcy po premierze gry serdecznie zapraszam do zapoznania się z wpisem, który znajdziecie pod tym linkiem. Wymieniając zalety bycia Patient Gamerem zwróciłem wtedy uwagę na to, iż czasem warto poczekać jakiś czas po premierze danego tytułu, ponieważ otrzymamy wtedy produkt bardziej dopracowany. Deweloperzy czasem sami nie odkrywają bolączek, na które cierpi ich gra i dopiero po czasie udaje im się wyeliminować wszelkie błędy czy problemy optymalizacyjne.

W takim razie, czy osoba, która postanowiła nie kupować Blair Witch na premierę, ma teraz czego szukać w wersji na PlayStation 4? Zanim do tego przejdziemy – przyjrzymy się, co stało się po premierze gry. Blair Witch zaskoczyło wszystkich swoim istnieniem podczas ostatnich targów E3. Deweloperzy z Bloober Team będąc znakomicie przygotowanymi do wywiadu zarówno od strony merytorycznej jak i wizerunkowej (podobno nauczyli się występować przed ogromną publicznością na miesiąc przed targami) ujawnili swoje nowe dziecko.

Ten las…

Oczekiwana poza skalą

Fani oryginalnego filmu czy też kontynuacji z 2016 nie wierzyli, że w końcu będą mogli wejść do lasu na swoich komputerach i konsolach. Hype na grę urósł błyskawicznie (szczerze, nie zdziwię się, jeśli okaże się, że Bloober zupełnie się tego nie spodziewał) i oczekiwania zostały wywindowane pod sam sufit. Wiadomo jednak było, że gra nie będzie sprzedawana w pełnej cenie, więc na pewno na jakość AAA liczyć nie mogliśmy. Recenzje jednak uspokoiły. Pojawiło się nawet kilka ósemek oraz dziewiątek. Gdy jednak nadszedł czas premiery wersji PC i Xbox One, gracze… nie byli do końca zadowoleni. Zostawiam już to, że niektórzy „spodziewali się czegoś innego”, bo dogodzić wszystkim nie zdołamy. Jednak według opinii graczy – optymalizacja gry czy jej grafika były po prostu wykonane bardzo przeciętnie, żeby nie powiedzieć słabo. Przeróżne błędy tym bardziej nie pomagały tejże produkcji.

Jeśli w tamtym momencie postanowiliście się wstrzymać z zakupem lub porzucić grę, jeśli macie ją za darmo z Xbox Game Pass, to do dziś przechodzi Wam czasem przez myśl pytanie – ciekawe, czy stan gry się poprawił? Cóż, jesteśmy kilka miesięcy po premierzy, na rynku pojawiła się wersja przeznaczona na PlayStation 4, a niedawno Bloober Team wypuścił kolejną aktualizację gry. Czy warto teraz zagrać w ten tytuł?

Bloober Team to dla mnie studio…

Przyznam się Wam, że o studiu Bloober Team miałem bardzo mieszane opinie. Layers of Fear dało im rozpoznawalność w branży (zapomnijmy o przeszłości studia, która jest pełna upadków i… głównie upadków), ale gdy sam zagrałem w tenże tytuł, to kompletnie nie mogłem pojąć, co takiego się wielu osobom spodobało. Tytuł ani mnie nie straszył, ani nie zainteresował fabułą. To, co przyszło nam wykonywać w grze wręcz sprawiało czasem, że nie wierzyłem, jak łatwa jest to produkcja. Aż zbyt łatwa. To było moje negatywne odczucie.

Ale w pamięci miałem jeszcze późniejszy tytuł polskich artystów strachu. Observer. Tytuł, po którym nie spodziewałem się niczego wybitnego, okazał się być prawdziwym diamencikiem. Klimat, fabuła, zwiedzanie krakowskiej kamienicy w cyberpunkowym wydaniu. Miód wylewał się z ekranu z każdą minutą zabawy. Więc, jak zapewne się domyślacie – do Blair Witch podszedłem niepewnie. Albo zanudzę się jak w Layers of Fear, albo rozpłynę jak przy Observerze.

Drobna konfiguracja naszej psiny sprawia, że łatwo się z nim związać

Jadę do lasu

O grze pewnie czytaliście już dużo, więc krótko kilka zdań ode mnie i przejdziemy do kwestii błędów i optymalizacji. To nie była usypiająca przygoda. Blair Witch wciągnęło mnie dokładnie tak jak Observer. Nie jestem w stanie wytłumaczyć, co takiego ta produkcja ma w sobie, ale chyba kombinacja takich rzeczy jak niesamowity klimat lasu, po którym wędrujemy, uczucie stałego zagrożenia, które łagodzi nasz wierny kompan pies czy tajemnicza przeszłość naszej postaci sprawiają, że od razu mamy poczucie obcowania z produktem, w którym od razu zadajemy sobie masę pytań i nie spoczniemy, dopóki nie otrzymamy odpowiedzi.

Od pierwszej retrospekcji chcemy poznać przeszłość bohatera

Tak to powinno wyglądać!

Patrząc od strony technicznej… Nie udało się naprawić wszystkich rzeczy, ale tytułu na pewno nie można nazwać źle zoptymalizowanym. Las na zwykłej konsoli PlayStation 4 co prawda sprawia, że sprzęt odlatuje, ale jego wygląd to prawdziwa uczta dla oczu. Ostatni raz czułem, że jestem w lesie chyba w Kingdom Come: Deliverance (czyli notabene grze, która na konsolach jest tragicznie zoptymalizowana), a jeszcze wcześniej dopiero w Wiedźminie 3: Dziki Gon. Gra sprawnie, bez żadnych przycięć podmienia tekstury na wyraźniejsze, dzięki czemu zupełnie nie wybija to z zabawy. Nawet nasz wierny czteronożny kompan ma swoją sierść i nawet, jeśli nie wygląda tak imponująco jak na PC, to konsolowe wykonanie również robi wrażenie. Bardzo się zdziwiłem jak okazało się, że psina się odpowiednio moczy, a sierść szybko wysycha na naszych oczach.

Bullet nie raz będzie łagodził nasze nerwy

Gra też się nie zacina. A to był spory problem Observera w niektórych lokacjach. Pecetowcy pewnie się załamią słysząc, że tytuł czasem naprawdę ciął się (bo działaniem tego nazwać nie można) w „na oko” 15 klatkach na sekundę. Tutaj takich problemów nie mamy i gra zadowoli tych, którzy oczekują przynajmniej konsolowych trzydziestu klatek. A co z błędami? Cóż, czasem zdarzyło mi się, że Bullet (nasza psina) zwariował wykonując przedziwne animacje, a raz sprawił nawet, że zablokował mnie w krzakach, z których musiałem wydostawać się poprzez kucanie i obracanie postaci. Były to jednak rzeczy rzadkie, które nie sprawiają, że „nie da się grać, 2/10”.

Proszę o więcej

A więc, czy warto było poczekać? Zdecydowanie. Cierpliwi gracze mają teraz okazję ograć tytuł, który jest w zdecydowanie lepszym stanie technicznym. Szczerze polecam sprawdzić polskie Blair Witch, bo gra po prostu na to zasługuje. To bardzo dobry horror-symulator chodzenia.

Na koniec chciałbym tylko wtrącić drobną sprawę, która nie daje mi spokoju. Bloober Team wydał niedawno port Layers of Fear wykonany przez Incuvo. Horror przeniesiono do wirtualnej rzeczywistości i od 10 grudnia możecie zakupić go na Steamie. Grając w Blair Witch miałem wrażenie, że nasza postać wykonuje tak dużo animacji ruchu i jest zmuszona do ręcznego klikania „wszystkiego po kolei”, że nie zdziwię się, jeśli za kilka lat Blair Witch wystraszy nas ponownie, lecz teraz w wersji VR.