Film Ciemno, prawie noc Borysa Lankosza powstał na podstawie nagradzanej książki Joanny Bator o tym samym tytule. Produkcja bardzo problematyczna, wywołująca spore zamieszanie, dla jednych nudna i bezsensowna. Byłam na seansie, zobaczyłam i co mogę o nim powiedzieć? Zapraszam do lektury recenzji. Będzie bardzo subiektywnie.

Krótko o fabule

Nie będę rozwlekać się na temat samej fabuły Ciemno, prawie noc. Film opowiada o Alicji Tabor (Magdalena Cielecka), reporterce, która przyjeżdża do rodzinnego Wałbrzycha by napisać reportaż o zaginionych dzieciach. Konfrontuje się nie tylko z samą historią zaginięć, ale przede wszystkim z mroczną przeszłością zarówno swoją, jak i innych mieszkańców miasta. Przeplatają się tu opowieści z czasów wojny i te, z niedalekiej przeszłości. Wszystkie są brutalne, bardzo obrazowe i dotyczą, głównie, przemocy wobec dzieci.

Ciemno, prawie noc to obraz przeplatających się traum i patologii, które, mimo upływu lat, nadal ciążą nad bohaterami i samym miastem. To, co zdarzyło się podczas wojny lub krótko po niej zbiera swoje żniwo dziesiątki lat później. Kontrowersyjne tematy, sceny gwałtów na dzieciach, obsesje i zrujnowane życia. Bo, spójrzmy prawdzie w oczy, pewnych rzeczy po prostu nie da się zapomnieć. Nie chcę zagłębiać się w fabułę, bo zdradzałabym nie tylko treść filmu, ale również, a może przede wszystkim, genialnej książki.

Czytaj też: Recenzja filmu To my

Recenzja filmu Ciemno, prawie noc

Był czarny, czarny las…

Poszłam na Ciemno, prawie noc niedługo po lekturze książkowego pierwowzoru. I wiecie co? Ja jestem tym filmem zachwycona. Jednocześnie dostrzegam i rozumiem to, co zarzucają mu inni. Skupię się jednak najpierw na tym dlaczego i co mi się podobało. Film Lankosza potraktowałam jako audiowizualne dopełnienie książki, choć myślę, że sam w sobie również by mnie zachwycił. Klimat jak z mrocznych, brutalnych baśni. Ten wszechobecny surrealizm, nieoczywistość i poczucie, że zapada się coraz głębiej w bagno. Dawno nie widziałam polskiego filmu, który byłby tak pięknie nakręcony. Sporo kadrów z Ciemno, prawie noc chciałabym mieć w formie plakatów na ścianach. Marcin Koszałka zrobił tu świetną robotę. Do tego muzyka Marcina Stańczyka – ach!

Wiem, że wiele osób zarzuca tej produkcji mało czytelną treść, czy też niezbyt czytelną wielowątkowość. Podeszłam do tego filmu jak do swego rodzaju baśni z wieloma historiami w sobie. Oczywiście baśni wyjątkowo okrutnej i patologicznej, ale w jakiś dziwny, mroczny sposób pięknej. Dawno nie widziałam w żadnym filmie takiej konsekwencji w utrzymywaniu klimatu. Od początku czujemy swego rodzaju grozę, przytłaczającą beznadzieję pokazywanych miejsc i wszechogarniającą biedę. Ciemno, prawie noc nie jest filmem strasznym, to nie horror, ale przeraża w nim świadomość, że pokazane tam rzeczy naprawdę się dzieją. Fakt, że nagromadzono ich tutaj tak dużo nie sprawia, że stają się one mniej rzeczywiste.

To nie jest wierna adaptacja

Książka Joanny Bator, choć wydaje się samograjem jeśli chodzi o ekranizację, dużo lepiej sprawdziłaby się w formie serialu. Jeśli chodzi o film, wiadomo, jest on ograniczony ramami czasowymi. Całość musiała zostać okrojona. Osobiście uważam, że nie wyszło to źle. Twór Lankosza oddaje surrealizm za pomocą obrazu, Bator umieszcza go w słowach. Każdy, kto czytał książkę wie, jak ogromną rolę gra tam ten przedziwny, czasem ledwo zrozumiały język. W materiale źródłowym są bohaterowie, których na ekranie nie ma, pewne wątki spłycono i okrojono. Ale tak już musi być. Dlatego właśnie serial byłby lepszym rozwiązaniem. Jak już wspomniałam wcześniej, dla mnie Ciemno, prawie noc jest idealnym dopełnieniem książki. Obie formy stanowią spójną i uzupełniającą się nawzajem całość.

Rozumiem pominięcie wątków proroków, figury Matki Boskiej, sprzedawców kości i wszystkiego, co się z nimi wiązało. Niestety, dobrze w tak krótkim czasie nie udałoby się tego przedstawić. Ale smutno mi z powodu braku Cecylii.

Plejada polskich aktorów

Tak, w końcu muszę przejść do tej kwestii. Aktorzy. Magdalena Cielecka, Marcin Dorociński, Agata Buzek, Piotr Fronczewski, Roma Gąsiorowska, Dorota Kolak, Jerzy Trela… Prócz Cieleckiej większość z nich pojawia się na parę chwil. Jedni wracają, inni nie. Ale każdy daje z siebie wszystko. Uwielbiam Cielecką i, w moim odczuciu, idealnie nadaje się na Alicję. Wycofaną Alicję Pancernika o włosach w wielbłądzim kolorze. Pozostałe kreacje zapadły mi w pamięć, są poruszające, mocne i przede wszystkim, bardzo wiarygodne. Rola Piotra Fronczewskiego jest jedną z jego najlepszych w ostatnich latach. Ja tym bohaterom uwierzyłam, uwierzyłam w opowiedziane przez nich historie i w to, jaki miały na nich wpływ.

Pozornie wydaje się, że te role są spłycone, a relacje pomiędzy bohaterami strasznie kruche. Ja widzę w tym sens. Większość z postaci ma za sobą jakieś traumy, ma życie w biedzie, wśród przemocy i ogarniającej beznadziei. Czy w takich warunkach, żyjąc takim, a nie innym życiem można zbudować zdrową relację z innym człowiekiem?

Druga strona medalu

Wspomniałam wcześniej, że rozumiem zdanie osób, którym film Ciemno, prawie noc się nie podobał. To wyjątkowo specyficzna produkcja, która musi trafić na entuzjastę. Może nudzić, może być niezrozumiała, podobnie zresztą jak książka. Choć zabrzmi to dziwnie, ale jeśli po 30 minutach Ciemno, prawie noc do was nie przemówi, to lepiej wyjść z sali i nie męczyć się przez resztę seansu. Naprawdę, uważam, że życie jest zbyt krótkie, by oglądać coś, co nam się nie podoba. Niektórych odrzuca ta baśniowa forma, innych wielowątkowość, a jeszcze innych sama treść. Cóż, takie życie.

Podsumowując

Ja nie chcę przekonać was, że powinniście na niego iść, bo to zachwycający film. Chcę tylko pokazać, że dla mnie taki jest. Przemówił do mnie poetycki i mroczny, baśniowy klimat. Wrócę do niego nie raz, podobnie jak do książki. Obie te rzeczy są dla mnie czymś, co daje możliwość wielu interpretacji i pozwala za każdym razem na znalezienie czegoś więcej. Poruszają tematy ciężkie, przygnębiające i naprawdę kontrowersyjne. Lubię tego typu filmy, po prostu.

Ciemno, prawie noc jest dla mnie produkcją zachwycającą prawie pod każdym względem. Mój zachwyt nie jest ślepy, gdyż dostrzegam jego błędy. W ogólnym rozrachunku jednak dla mnie nie wpłynęły one na odbiór całości. Nie polecam i nie odradzam. Myślę, że to typ filmu, który trzeba zobaczyć (chociaż te pół godziny), by przekonać się, czy nas porwie. Jeśli nie, lepiej wyjść z kina. Jeśli tak – życzę miłego seansu.

Czytaj też: Recenzja filmu Przemytnik

Materiały wideo i plakat: Kino Świat i KinoŚwiatPL

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!