Nie otwieraj oczu, lub jak to woli Bird Box, bo tak brzmi oryginalny tytuł, to najnowsza produkcja od Netflixa. Thriller sci-fi w świecie post-apokaliptycznym, przyrównywany do Cichego miejsca. Miał być jedną z najmocniejszych premier Netflixa w tym roku. Czy rzeczywiście jest? Zaraz się przekonamy.

Apokalipsa to tylko tło

Motorem napędzającym fabułę Nie otwieraj oczu jest tajemnicza, śmiercionośna siła sprowadzająca na świat apokalipsę. Jednak nie taką zwykłą, to nie wojna, wybuchy, zombie czy inne monstra. To nieznana siła zmuszająca ludzi, którzy na nią spojrzą, do samobójstwa. Właśnie w takich okolicznościach poznajemy główną bohaterkę Malorie (Sandra Bullock). W rzeczywistości to nie o zagładę ludzkości tu chodzi. To opowieść o strachu, pierwotnych lękach i tłumieniu własnych uczuć.

Fabuła idzie dwoma torami. Z jednej strony widzimy początki apokalipsy, nagłe pojawienie się tajemniczych istot i fale samobójstw. Pośród tego, w pewnym domu, spotykają się nieznani sobie ludzie, by jakoś przetrwać. Jest wśród nich Malorie, Douglas (John Malkovich) i Tom (Trevante Rhodes) i kilka innych, w sumie nieznaczących osób. Zaznaczyć trzeba, że Malorie jest ciężarna, a wkrótce dołącza do nich Olympia (Danielle Mcdonald), która również niedługo będzie miała dziecko. Druga linia fabularna dzieje się pięć lat później. Malorie, wraz z dwójką dzieci, Chłopcem i Dziewczynką, stara się dostać do bezpiecznego miejsca, w którym będą mogli się schronić.  Nie jest to proste, gdy jest się pozbawionym najbardziej pozbawionego zmysłu – wzroku.

Recenzja filmu Nie otwieraj oczu

Pamiętaj, nie otwieraj oczu

Lęk przed ciemnością jest jednym z najbardziej pierwotnych strachów. W mroku kryje się nieznane. Zwykle są to nasze wyobrażenia, ale co jeśli wiemy, że coś tam jest, tylko nie możemy tego zobaczyć? Na tym mechanizmie opiera się film Nie otwieraj oczu. Wiemy, że jeśli tylko spojrzymy będzie po nas. Zobaczymy coś, co sprawi, że jedyne czego będziemy pragnęli to śmierć. Właśnie na tym bazuje klimat Nie otwieraj oczu. Na pierwotnym lęku przed tym, czego nie widzimy. A tajemnicze istoty kuszą, szepczą, nawołują i mamią.

Najnowsza produkcja Netflixa jest pełna ograniczeń i w tym właśnie przypomina Ciche miejsce. Tu nie możemy patrzeć, a tam nie mogliśmy wydać najmniejszego hałasu. W obu mamy specyficzny klimat, nagromadzenie uczuć i tajemnicze, śmiercionośne istoty. W obu przypadkach by przetrwać, bohaterowie musieli przystosować się do nowych, ekstremalnych okoliczności. Najgorsza w Nie otwieraj oczu jest niewiedza. Cóż, niestety nie tylko dla bohaterów. Również dla widzów.

Recenzja filmu Nie otwieraj oczu

 

Genialna Sandra Bullock

Całość napędza Sandra Bullock wcielająca się w Malorie, introwertyczkę, która mimo iż jest w ciąży nie czuje więzi ze swoim dzieckiem. Nie tylko przed urodzeniem. Również później wydaje się, że jest raczej zimna. Moim zdaniem jest to jedna z jej najlepszych ról do tej pory. Malorie mimo strachu musi być silna. Mimo strat jakie ponosi idzie dalej. To nie tylko droga do azylu, to droga przez jej prywatne lęki. W sumie to właśnie o tym jest film Nie otwieraj oczu. O matce, która musi zrozumieć, że w tak ekstremalnych warunkach nie liczy się tylko przetrwanie.

Musze przyznać, że podobały mi się dzieci Malorie. Zahartowane, nie wybuchające płaczem z byle powodu. Gotowe na wszystko, bo liczy się przeżycie. Doskonale to widać w jednej z bardziej poruszających scen na łódce. Jednocześnie te kreacje małych bohaterów są niezwykle szokujące, zwłaszcza w porównaniu z nadanymi im imionami – Dziewczynka i Chłopiec. Dzieci są nie tylko obdarte z tożsamości, ale również z właściwej ich wiekowi niewinności.

Recenzja filmu Nie otwieraj oczu

Dobra, ale co poszło nie tak?

Oczywiście, coś musiało być nie tak. Po pierwsze – postacie. Prócz Malorie, jej dzieci no i ewentualnie Toma, reszta jest bardzo płaska, jednowymiarowa i potraktowana instrumentalnie. Są po to, by w ten lub inny sposób popchnąć fabułę do przodu. Mimo iż uwielbiam Malkovicha, uważam, że nawet on nie był w stanie nadać swojej postaci realności. Rozumiem zamysł, ludzie pojawiają się i znikają, taka kolej rzeczy podczas apokalipsy. Ale da się uczynić nawet bohaterów epizodycznych bardziej wiarygodnymi.

Nie jestem pewna, czy powinnam pisać to w wadach. Dla jednych jest to największa zaleta filmu, dla innych prawdziwa zmora. Chodzi o tajemnicze potwory. Znów posłużę się przykładem Cichego miejsca. Wszystko było świetnie, póki potwór nie wyszedł z ukrycia. Twórcy Nie otwieraj oczu chyba nie chcieli popełnić tego błędu, więc nie pokazali ich w ogóle. Zważywszy na to, jak miały w zamyśle wyglądać – to dobra decyzja. Jednak jest to w pewien sposób irytujące. Wiemy tyle, co bohaterowie i nic poza tym. Z jednej strony to świetne zagranie, trzyma nas w napięciu do samego końca. Z drugiej – może sprawić, że poczujemy ogromny zawód. Sama nie liczyłam na jakieś spektakularne walki, ale chciałabym wiedzieć coś więcej. Męczy mnie to. Przez to, jak wiele jest tu luk i niedopowiedzeń można mieć wrażenie, że to dramat z oryginalnym tłem.

W końcu, niezwykle rozczarowujące, zakończenie. Jest trywialne, szczęśliwe (na ile może być w takich okolicznościach) i trąci melodramatem. Napięcie, które tak umiejętnie budowane jest przez cały film i poprzedzające końcówkę sceny pryska. Jest jak przekłuty balon, z którego ulatuje powietrze. Tak właśnie się czułam. Nie było BUM na koniec.

Recenzja filmu Nie otwieraj oczu

Podsumowując

Nie otwieraj oczu jest niezwykle klimatycznym, naładowanym stłumionymi emocjami filmem. Potrafi wciągnąć, zachwycić pięknymi zdjęciami i dopasowaną muzyką. Jednocześnie potrafi zniechęcić i zirytować, choć to zapewne zależy od oczekiwań. Trzeba pamiętać, że właściwie niewiele dowiemy się na temat zagrożenia, z jakim zmagają się bohaterowie. Jeśli jednak wczujemy się w sytuację głównej bohaterki to przestanie to tak przeszkadzać. Wiedząc tyle co ona, można mieć wrażenie, że przechodzi się przez to wszystko razem z nią.

Nie uważam, by był to film wybitny czy nawet bardzo dobry. Jednak przed dwie godziny nie nudziłam się, akcja była interesująca, a wszelkie błędy gdzieś tam się chowały po drodze. Szkoda, że zakończenie się nie schowało, ale nie można mieć wszystkiego. Mimo lekkiego narzekania – gorąco polecam. Napięcie, emocje i dobrze spędzony czas.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej