Pamiętacie waszą pierwszą grę na PC? Pewnie niewielka część z was (o ile ktokolwiek) zaczął swoją przygodę od bijatyki… a jeszcze mniej od bijatyki 3D tak jak ja. Ominąłem Street Fightera czy Mortal Kombat trafiając na genialne Virtua Fighter. Bijatyki 2D nadrabiałem dopiero później i nie robiły na mnie już tak wielkiego wrażenia, mimo że grało mi się w nie przyjemnie (Samurai Shodown nadal jest moją topową serią gier). Dlaczego o tym pisze?

Wstęp

Na wczesnym etapie mojej znajomości z planszówkami starałem się zapoznać z wysoko ocenianym tytułami z serwisu BGG. Mój wzrok przykuł okładka gry BattleCON: Devastation of Indies. Wysoka ocena, solidne wykonanie, przeniesienie bijatyk na planszę… wydawało się to ciekawym rozwiązaniem. Ceny niestety odstraszały, na dodatek gra nie była dostępna w jedynym sklepie jaki wtedy znałem :-) Mijały kolejne miesiące, aż któregoś dnia o „planszowych bijatykach” pisał mi znajomy. Wtedy przypomniałem sobie o BattleCONie. Po krótkim zapoznaniu się z tematem wyszukałem odpowiednią ofertę i zakupiłem tańszy pakiet Fate of Indies.

BattleCON zawartość

Zawartość

Średniej wielkości pudełko skrywa naprawdę obfitą zawartość: mamy instrukcję, guide book do postaci, plansze, 2 diale, całe mnóstwo kart, znaczników oraz solidnych kafli postaci na stojaczkach.

BattleCON linia

Instrukcja do BattleCONa jest dość długa, choć tak naprawdę mamy tutaj przedstawienie zasad w dwóch formach – jako tekst oraz jako komiks. Zdecydowanie lepiej nauczyć się zasad z tekstu, ale forma komiksu bywa przydatna w swoich przykładach. Guide book skupia się zaś na taktykach poszczególnych postaci.

BattleCON pudło

Karty są naprawdę dobrej jakości, chociaż (tak, znowu to powiem) mogłyby być minimalnie grubsze. Grafiki na nich wyglądają bardzo dobrze, nawiązują wyraźnie do klasyki gier 2D. Nie mogę również przyczepić się do poszczególnych tokenów czy diali – są one świetnej jakości. Nie podoba mi się za to rozwiązanie w postaci kafelków postaci na stojaczkach – łatwo można je w ten sposób zetrzeć, dlatego z nich nie korzystałem (kładłem kafelki na wyznaczonych miejscach na planszy).

Zasady

Pokrótce przedstawię jak wygląda rozgrywka, pomijając wszelkie „chyba że”. Po wybraniu swoich fighterów i wymianie kart pomocy do postaci przygotowujemy się do walki. Toczy się ona do momentu zbicia wszystkich punktów życia przeciwnikowi (20 punktów życia na gracza) lub (jak to w bijatykach bywa) do zakończenia czasu, co w naszym przypadku oznacza 15 rund zwanych beatami. Każdy beat składa się z 5 faz:

BattleCON skrót

  1. Szykowanie ataku z par kart – wybieramy dwie karty o różnych rewersach: niebieską Stylu odpowiednią dla naszej postaci oraz czerwoną Bazową, która jest wspólna dla wszystkich. Kładziemy je zakryte przed sobą.
  2. Faza Ante: Ante to unikalne zdolności postaci. Teraz decydujemy czy korzystamy z tego wzmocnienia. Z raz wybranego wzmocnienia nie możemy się wycofać.
  3. Odkrywamy nasze karty – osoba, która ma wyższy Priorytet ataku będzie przeprowadzać atak. W przypadku remisu gracze zagrywają swoją zakrytą kartę Bazową z ręki i ponownie rozstrzygamy kto przeprowadzi atak.
  4. Przeprowadzamy atak. W tej fazie musimy rozpatrzyć wszelkie efekty (przed aktywacją, w razie uderzenia, w razie zadania obrażeń itp.). Co do zasady – w razie trafienia z obrażeniami przeciwnik zostanie… ogłuszony (wybaczcie, lepszego słowa na STUN chyba nie znajdę) i jego atak nie zostanie przeprowadzony (dlatego wysoki Priorytet jest tak istotny).
  5. Faza recyklingu :-) Nasze karty trafiają (ODKRYTE!) na jedno z dwóch miejsc stosu kart odrzuconych. Nie możemy skorzystać z tych kart przez następne dwie tury.

Wrażenia i podsumowanie

Przyswojenie sobie zasad, a zwłaszcza umiejętne wykorzystanie wiedzy, zajęło mi naprawdę sporo czasu. BattleCON nie jest prosty. Wszystkie efekty, statusy i przede wszystkim – poruszanie się, wcale nie były łatwe do ogarnięcia w praktyce. Dopiero w okolicach czwartego pojedynku mogłem spokojnie powiedzieć, że wiem o co chodzi. Jednak jeśli w końcu uda nam się wszystko ogarnąć, to zauważymy, że zasady zgrabnie układają się w całość i absolutnie nie ma się do czego przyczepić, jeśli chodzi o mechanikę.

BattleCON postacie

Postaci w Fate of Indies jest 10 (pomyśleć, że taka liczba była kiedyś standardem w bijatykach…), każda z nich jest unikalna, każdą się gra inaczej. Jedna z postaci będzie powolna, ale odporna na Stuna i zadająca spore obrażenia na bliski kontakt, inna będzie szybka, preferująca walkę z dystansu. Nie możemy więc narzekać na różnorodność fighterów. Dla ułatwienia są oni podzielenia na dwa stopnie zaawansowania: Basic i Advanced. W początkowych partiach BattleCONa autorzy polecają granie postaciami Basic. Odpowiednie wykorzystanie ruchów, wzmocnień przy jednoczesnym niwelowaniu swoich wad to podstawa sukcesu. Aby ułatwić nam rozgrywkę gracze na początku wymieniają się swoimi reference cards, na których mamy opisane wszystkie karty Style przeciwnika.

Wszystkie powyższe sprawy do przeanalizowania powodują coś, co strasznie mi przeszkadza – downtime. Przeanalizowanie wszystkich trzech dostępnych ruchów, jakie może zagrać przeciwnik (pozostałe leżą na stole odkryte), przemyślenie jaki nasz ruch może skontrować drugą stronę oraz wszystkie modyfikatory przed walką, w trakcie walki i po walce niesamowicie wydłużają czas podjęcia decyzji. Normalnie byłoby to jedynie nieco wkurzające, jednak w przypadku BattleCONa jest to dla mnie sytuacja niedopuszczalna. Dlaczego? To jest bijatyka do diabła! Tutaj kolejne ruchy powinny trwać ułamki sekund, a nie 3-5 minut.

To kolejna gra, którą recenzowałem zupełnie nie radząca sobie z przeniesieniem gier wideo na stół. Po prostu nie da się tego wykonać w satysfakcjonujący sposób. Właśnie ten downtime i do ciągłe, przedłużające się myślenie „co dalej” zabiło jakiekolwiek emocje w tym tytule. Zamiast czuć „ale dostanie”, myślałem „rusz się wreszcie”. To chyba pierwsza gra, przy której wkurzałem się, że sam za długo się zastanawiam nad ruchem. Nie tego oczekiwałem.

Czas trwania rozgrywki

Jedna walka trwa około 25-40 minut, w zależności jak dobrze nam idzie i w ile osób gramy (możliwy jest tzw. wariant TAG, gdzie dynamicznie zmieniamy swoje postacie, wtedy możemy grać w 4 osoby). Miłym urozmaiceniem są tryby: wspomniany wyżej TAG dla 4 osób, walki drużynowe (po 3 fighterów na stronę, żywcem wyjęte z King of Fighters) czy tryb turnieju.

BattleCON postaci

Podsumowanie

Na ocenę BattleCONa najbardziej wpływają moje odczucia z rozgrywki, gdyż szczerze mówiąc – mechanicznie nie mam się do czego przyczepić. W czym tkwi więc problem? Za dużo mamy tu zastanawiania się nad kolejnym ruchem, co właściwie wypiera z tytuł z jakichkolwiek emocji. Nie zrozumcie mnie źle, rozumiem, że w karciankach trzeba się namyślać nad kolejnym swoim ruchem, ale naprawdę wystarczą na to max 2 minuty. Tutaj trwa to zdecydowanie dłużej, na dodatek mnogość czynników powoduje, że twoja decyzja nie jest taka, jaka powinna być w bijatyce – intuicyjna. Jasne, po kilkuset partiach prawdopodobnie byłoby zdecydowanie lepiej, ale szczerze mówiąc BattleCON nie podoba mi się na tyle, by spędzić przy nim całe życie.

BattleCON żetony

„To jedyny twój zarzut? Dlatego taka niska ocena?”, niestety, nie mam nic na swoją obronę. Jest to jedna z tych gier, która po prostu nie leży. Myślę szybko i działam szybko. Co niekoniecznie oznacza dokonanie najlepszego wyboru, ale nie popełniam też kosmicznych błędów. Dlatego też męczyłem się okrutnie grając w BattleCONa (i często czekając na ruch przeciwnika). Dla takich graczy jak ja – nie polecam, natomiast ludzie lubujący się w takich taktycznych, przydługich pojedynkach prawdopodobnie będą zadowoleni. Należy pamiętać, że Fate of Indies to jedna z mniejszych paczek z postaciami uniwersum BattleCON, jeśli chcecie rozbudować grę, to wszystkie zestawy poszerzą tytuł zarówno o dodatkowe zasady jak i postacie (z moich wyliczeń wynika, że jest ich około 100).

Egzemplarz własny

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!