WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja gry karcianej God of War – The Card Game

Ostatni God of War był niewątpliwie jednym z lepszych sprzedażowo tytułów na PS4. Nic więc dziwnego, że Kratos trafił w końcu również na nasze stoły w formie tabletopowej. Spodziewałem się raczej gry figurkowej niż karcianki, ale nie do mnie należała decyzja. Przed Państwem God of War – The Card Game.

Mój stosunek do serii

Generalnie jestem zatwardziałym #pcmasterrace, jednak zawsze starałem się poznawać co bardziej kultowe tytuły z konsol. Z God of Warem było podobnie, nie grałem jedynie w God of War: Ascension. Kratosa pokochałem niemal od pierwszych minut rozgrywki. Takiej brutalnej rozgrywki w grach po prostu brakuje, a seria God of War dostarczała jej aż nadto.

Co do ostatniej odsłony… w przeciwieństwie do większości graczy zachwycony nie jestem. To nadal kawał dobrej rozgrywki, ale nie przekonał mnie ani spokojniejszy Kratos, ani modyfikacja systemu walki. To już nie jest seria dla mnie, aczkolwiek doceniam to, co udało się stworzyć.

Wykonanie

Jak przedstawia się więc karciany God of War? Bardzo nierówno. Ale od początku. Pudełko jest średnich rozmiarów, kwadratowe, więc nie zawsze ma się na takie miejsce. W środku, co jest dużym plusem, znajdziemy naprawdę funkcjonalną wypraskę, sporo kart, planszetki graczy, standees oraz znaczniki.

Zacznijmy od lepszej strony – standees są naprawdę przyzwoite, planszetki graczy również, chociaż mogłyby być grubsze. Wszystkie są okraszone grafikami bazującymi na ostatniej części God of War. Żetony  są jak najbardziej ok, nic specjalnego, nic złego. Natomiast same karty, z których tworzymy poszczególne plansze wyglądają OBŁĘDNIE. Naprawdę, składanie poszczególnych etapów to raj dla oczu.

Z drugiej strony nie wiem co miała w głowie osoba tworząca karty, których używają postacie. Jak wyglądają WSZYSTKIE karty zdobywane podczas gry? Czarna karta z napisem „+3” albo symbolem i napisem. Koniec, kurtyna. Kiedy inne deck-buildingi cieszą oko grafikami CMON robi, nie bójmy się tego słowa, fuszerkę przygotowując coś takiego. Dlaczego? Nie wiem, ale coś czuję, że to zaboli dość mocno po kieszeni.

Zasady gry (skrót)

God of War – The Card Game jest kooperacyjnym deck-buildingiem. Naszym celem jest przebicie się przez 2 lokacje (tzw. Sceny), aby w trzeciej ostatecznie pokonać bossa. W swojej turze gracz może wykonać kilka akcji w dowolnej kolejności – przemieścić się, zaatakować, użyć swojej umiejętności Gniewu lub podjąć interakcję z planszą. Przy ataku rzucamy jeszcze kością obrony potwora, dzięki czemu ten ma szansę pochłonąć część obrażeń.

Po każdym ruchu gracza następuje faza „aktywacji” planszy. Polega to na dociągnięciu karty ze stosu, porównaniu runy na niej z runami sceny i ewentualnie rozpatrzenie efektu. Kiedy wszyscy gracze wykonają swoje ruchy następuje dodatkowa akcja aktywacji. Następnie każdy z graczy może dobrać jedną z kart użytych do aktywacji lub pozbyć się jakiejś ze swojego decku. To z grubsza tyle.

Co mnie grzeje – prostota zasad

Karciany God of War jest naprawdę prosty do ogarnięcia. Rulebook zajmuje jedynie 14 stron, z czego spora część to obrazki/przykłady. Zrozumienie zasad trwa dosłownie chwilkę, 1-2 pierwsze ruchy. Niestety pojawia się tu lekki problem z instrukcją – na planszy czasem pojawiają się akcje specjalne, których zrozumienie zajmuje chwilkę. A tych instrukcja niestety nie tłumaczy.

Co mnie grzeje – Sceny

Poszczególne etapy to jeden z największych plusów karcianego God of War. Jeśli ktoś grał w cyfrówkę to z pewnością pozna te zmagania. Walki sprawiają wrażenie interaktywnych – po wyciągnięciu odpowiedniej karty ze stosu lub spełnieniu przez gracza warunku przewracamy Sceny na drugą stronę… co potrafi często solidnie zaskoczyć. Przynajmniej przy pierwszym podejściu. Ma się wręcz wrażenie faktycznej walki ze sztuczną inteligencją.

Mówiąc szczerze – świetny bajer. Ma się wrażenie, że walka jest naprawdę dynamiczna i sytuacja na stole wciąż się zmienia. Jednak nie mamy przy tym aż tak dużego wrażenia losowości jak przy prostym dociąganiu kolejnych przeciwników. Warto również zaznaczyć, że każda Scena jest zupełnie inna, kieruje się też własnymi, specjalnymi zasadami. Za mechanikę Scen daję God of War dużego plusa.

Co mnie grzeje – różnice w prowadzeniu bohaterów

God of War – The Card Game oddaje do naszej dyspozycji 5 (albo 6, zależy jak liczyć jeden duet) bohaterów. Każdy z nich ma nieco inne umiejętności i przeznaczenie w walce. Kratos jest kapitalnym tankiem z dobrymi obrażeniami w walce wręcz, Atreus (czy jak kto woli BOOOY) bazuje głównie na atakach dystansowych, a np. Freya jest kapitalnym healerem. Różnice pomiędzy postaciami są bardzo widoczne i sprawne wykorzystanie zespołu to klucz do zwycięstwa.

Ni to ziębi, ni to grzeje – poziom trudności

Poziom trudności karcianego God of Wara jest… dziwny. Pierwszy etap zwykle jest dość dużym wyzwaniem. Z prostego powodu – mamy niewiele kart, bazujemy głównie na podstawowym zestawie. Natomiast drugi etap zwykle przechodzimy jak burza, dzięki wzmocnieniom z poprzedniego etapu. Cieszą natomiast walki z bossami, te stoją na naprawdę fajnym poziomie.

Mam wątpliwości – regrywalność

Początkowo miałem wrzucić ją do minusów, ale teraz nie jestem taki pewien. Pierwsze dwa etapy losujemy spośród 6 dostępnych. Trzecim, czyli walką z bossem, jest jedna z 4 kart. Łącznie mamy więc 10 różnych Scen. Z jednej strony nie jest to jakoś przeraźliwie dużo, z drugiej – przejście wszystkich lokacji choć raz zajmie przynajmniej 4 podejścia. Patrząc na czas rozgrywki – to około 12h. Mogło być więcej, ale nie jest to tak mało, jak mi się wydawało po otwarciu pudełka.

Co mnie ziębi – różnorodność kart

Aspekt deckbuildingowy to chyba najsłabsza strona God of War. Tak naprawdę postacie mają po ledwie kilka ciekawszych zagrań, a większość partii sprowadza się do tłuczenia przeciwników z łuku. Albo z siekierki. Lwia część kart, które dobieramy dają nam zwykłe, suche „+X”. Zupełnie bez polotu. Nie mamy tu jak u konkurencji Płonącego Rozpierniczatora +5, który zadaje +2 obrażeń jeśli cel nie jest w wodzie i jeśli wyrzucisz 6 na kostce to zmienia się w smoka. Oczywiście przesadzam, ale wiecie o co mi chodzi. Na kartach właściwie nie ma NIC ciekawego. Po jakimś czasie człowieka szlag jasny trafia.

Co mnie ziębi – czas trwania rozgrywki

Jak już wspomniałem, aby wygrać całą sesję musimy przebić się przez 3 etapy. Pudełko mówi nam o 90 minutach na rozgrywkę… ale chyba nie jest to sprecyzowane. Tyle czasu zwykle wbija się pierwszy etap, który ciągnie się niemiłosiernie. Przykład? Pierwsza rozgrywka, w której walczyłem z dwoma…hmm… gigantami (?). Oba miały po 30 punktów życia + pancerz. Często zdarzało się, że zadawałem im 1-2 punkty obrażeń. Jak sami się domyślacie – trochę to trwało zanim ich ukatrupiłem. A pamiętajcie, że to jedynie 1/3 rozgrywki. Spokojnie można powiedzieć, że jedno podejście do God of Wara zajmie nam około 3h. Długo, nie powiem.

Podsumowanie

Czy God of War – The Card Game to dobra gra? Nie. Owszem, mechanika Scen jest świetna, ale podstawa – czyli deck-building – na tle konkurencji wydaje się po prostu nieciekawy. Dodajmy do tego niezbyt wysokich lotów grafiki i możemy wyciągnąć prosty wniosek. Gra większego sukcesu raczej nie osiągnie.

Czy God of War – The Card Game to słaba gra? Również nie. Karciany Kratos to po prostu średniak, który poza licencją nie wyróżnia się zbyt mocno na tle konkurencji. Właściwie gdyby nie Sceny to zmieszałbym God of Wara z błotem.

Podsumowując, jestem God of Warem mocno rozczarowany. Tym bardziej, że zmiana grafik + umiejętności na kartach to rzeczy, które łatwo jest naprawić, a wywindowałaby ocenę tego tytułu o przynajmniej kilka pozycji. A tak dostaliśmy jedynie przeciętny tytuł z jednym fajnym pomysłem. Szkoda, Kratos zasługuje na więcej.