Wyobraźcie sobie świetne wakacje – wyjechaliście do ciepłych krajów, gdzie można pojechać na niecodzienne safari. Krążąc po licznych wyspach archipelagu będziecie mogli zrobić piękne zdjęcia dzikich zwierząt! Takich widoków nie widuje się, na co dzień!

Jak wygląda przyroda?

W pudełku z grą znajduje się spora plansza, sześć tekturowych pionków przedstawiających aparaty fotograficzne i pięćdziesiąt kafelków ze zwierzętami (po sześć sztuk z gatunków lądowych i po trzy wodne poza wielorybem). Na początku rozgrywki rozkłada się planszę i umieszcza losowo na każdej z wysp odpowiednią dla ilości graczy (od dwóch do sześciu) liczbę zakrytych zwierząt. W tym momencie najmłodszy uczestnik zaczyna zabawę.

W swojej turze gracz może podnieść i obejrzeć dowolny kafelek z planszy i odłożyć go na swoje miejsce, nie ujawniając go oponentom. Następnie przesuwa swój pionek na wyspę bezpośrednio sąsiadującą z tą, na której się obecnie przebywa (szlakiem wodnym wzdłuż linii, nie wolno jednak odwiedzić tej, na której podglądało się chwilę wcześniej zwierzaka) i zabiera dowolny z kafelków z wyspy, na którą się właśnie przybyło. Jeśli był to zwierzak lądowy (zielone tło), zatrzymuje się go. Chyba, że to już trzeci przedstawiciel danego gatunku, jaki się u nas pojawił. Wtedy pokazuje się go reszcie uczestników i odkłada na dowolne miejsce na planszy. Jeśli jest to zwierzę morskie (niebieskie tło), wykonuje się związaną z nim akcję (zamienia kafelki miejscami, zabiera dowolny kafelek z dowolnej wyspy czy przenosi się na dowolną wyspę i zabiera z niej kafelek).

Jeśli dwóch graczy spotka się na wyspie, aktywny gracz może wymusić wymianę, jeśli przeciwnik posiada dwie kopie tego samego zwierzęcia. Po co się je jednak zbiera? Gracz, który pierwszy uzbiera sześć różnych zdjęć, czyli po przynajmniej jednej sztuce ze wszystkich gatunków lądowych, wgrywa grę.

Jak zostać skutecznym paparazzi?

Prostota zasad i dominacja elementu pamięciowego daje wyraźnie do zrozumienia, że Przygoda na Safari skierowana jest do młodszego odbiorcy. Bez wątpienia Andrea Angiolino za cel obrał sobie stworzenie gry, której reguły będzie w stanie zrozumieć każdy. Dynamicznie następujące po sobie tury nie pozwalają na znużenie. Natomiast stosunkowo szybko zbliżające się zakończenie sprawia, że nie ma problemu z utrzymaniem uwagi dziecka aż do finału. Co prawda, te same cechy sprawiają, że brak tu niemal jakiegokolwiek elementu planowania. Nawet konieczność zapamiętania miejsca występowania konkretnych zwierząt nie jest dosyć istotna, ponieważ znikają one w zastraszającym tempie. Wprowadza to sporo elementu losowego, który nie przeszkadza milusińskim, jednak może zniechęcić doświadczonych graczy.

Przy rozgrywce na większą ilość osób stosunkowo rośnie waga wymiany z innymi graczami. Przy trzech uczestnikach ten element prawie nie istnieje. Natomiast przy sześciu, kiedy zwierzęta jeszcze szybciej znikają z planszy, istotniejszym staje się pogoń za konkurentem, który posiada pary interesujących nas gatunków.

Duża plansza z wyspami może oprócz gry służyć również, jako podstawa do innych zabaw, tak samo jak całe naręcze znaczników zwierząt. Oba te elementy są wykonane z grubej tektury, co może zabezpieczyć je przed szybkim zużyciem. Powątpiewam jedynie w zasadność tekturowych, składanych pionków, które mogą nie przetrwać zbyt długiego i intensywnego przebywania z dziećmi.

Za stworzenie oprawy graficznej odpowiadał Tomek Larek. Zadbał o to, żeby wszystkie ilustracje miały bardzo pozytywny charakter i wesołe zwierzątka wywoływały uśmiech na twarzach dzieci. Na jego rysunki patrzy się z przyjemnością i można śmiało powiedzieć, że polska edycja gry wygląda bardzo dobrze.

Czy warto pstrykać fotki?

Wady? Jedyne, co mnie odstrasza, to stosunkowo wysoka cena. 140 złotych za planszę i dwie wypraski ze znacznikami to niemało, szczególnie jak na grę dla dzieci. Duże pudełko mimo ładnej okładki wygląda na stosunkowo puste, nawet kiedy znajdują się w niej wszystkie elementy.

Przygoda na Safari jest nieskomplikowaną grą przeznaczoną do zabawy dla całych rodzin. Dzieci mogą się przy niej dobrze bawić, natomiast rodzice również nie powinni przy niej się nudzić. Szybkość rozgrywki i symulacja tego, że gracz może postępować strategicznie, przyda się rodzicom do tego, żeby bez problemu zainteresować dziecko grą.

Autor: Paweł Olejniczak

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Kart Trefl-Kraków za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!