WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Czy to największy symulator średniowiecza? Opinia o Mount & Blade II: Bannerlord

O Mount & Blade II: Bannerlord jest w ostatnim czasie bardzo głośno. Jednak co to jest za gra? I, co najważniejsze, czy warto wydać na nią pieniądze? Zapraszam do lektury mojej recenzji.

Firma TaleWorlds już z pierwszym Mount&Blade zaczynała od wczesnego dostępu. Pamiętam, że grałem w tę grę w 2007 roku i podczas setek godzin spędzonych w niej widziałem, że cały czas wypuszczano ulepszenia. Twórcy oprawiali błędy, także bardziej ją optymalizowali i balansowali, tak by gracz widział tętniący życiem świat i czuł, że dzięki niemu wykreowane uniwersum się zmienia. W 2010 roku wyszedł Mount& Blade: Warband, który choć nazywany dodatkiem, to wydawał mi się bardziej pełną wersją oryginalnej gry. Świat był może i inny, ale państwa razem ze swoimi cechami a także jednostkami nie zmieniły się. Pisząc w skrócie Warband był po prostu lepszą wersją Mount&Blade z 2007 roku. Następnie pojawiły się trzy głośne dodatki: Warband – Napoleonic Wars, Warband – Viking Conquest Reforged Edition i celujący w naszą patriotyczność Mount & Blade: With Fire & Sword (ogniem i mieczem). Po 10 latach od Warbanda wyszła długo oczekiwana druga część czyli  Bannerlord, znowu we wczesnym dostępie. Po doświadczeniach z poprzedniczką wykupiłem ją mając duże zaufanie do tej firmy 😀

Czytaj też: Recenzja serialu Okręt – drugi sezon znów zachwyca rozmachem

30 kwietnia gracze rzucili się na nią a w szczytowym momencie grało 185 000 graczy! Ale czy jest w co?

Fabuła

Zaczynamy grę 200 lat przed wydarzeniami z Warbanda, w Calradii. Świat jest podzielony na osiem potęg, z których trzy niczym się od siebie nie różnią i szybko ze sobą toczą wojnę (północne, południowe i zachodnie imperium). Na świecie panuje bezkrólewie, ponieważ poprzedni wielki władca nie zostawił po sobie potomka i tu znajdujemy się my. Możemy przyłączyć się do jednej z frakcji i wyprowadzić ją na piedestał lub spróbować swoich sił w tworzeniu nowego państwa. Fabuła jest krótka, ale mniej więcej chodzi w niej o to żebyśmy pomogli imperium lub ich wrogom. Co istotne, wykreowany świat posiada wirtualnie 230 km kwadratowych. Podróżowanie, pomimo widoku izometrycznego na figurkę przedstawiającą naszą armię, trwa bardzo długo, a zmieniający się krajobraz wzmaga realistyczność gry. Podobnie zresztą jak cała mapa, przy której twórcy nieźle się napracowali.

Mechanika – tego jest całkiem sporo

Gra jest podzielona na 3 aspekty.

 1. Strategiczny. Zarządzamy i dowodzimy w nim naszym wojskiem, a także armiami członków naszej rodziny. Rozgrywanie bitew pod względem zręcznościowym (z pierwszej osoby) jest, moim zdaniem, o wiele trudniejsze niż wcześniej. Dodatkowo walka z pierwszej osoby może się podobać fanom klimatu z MORDHAU. W porównaniu do poprzednich odsłon bardzo mocno rozwinięto wydawanie rozkazów i formacje wojsk. Jest to bardzo pomocne podczas walki, ale jeśli chcemy całkiem dobrze i sensownie dowodzić z pierwszej osoby to niestety zabraknie nam czasu na osobiste ścieranie się z przeciwnikiem. Mam nadzieję, że albo twórcy albo moderzy zrobią jeszcze trzecią opcję rozgrywania bitew. Podobną do tych z serii Total War, w których dowodzimy wojskiem z trzeciej osoby. Piszę o tym, ponieważ w momencie rozgrywania bitew automatycznych wydaje mi się, że wojska po prostu dostają rozkaz szarży na wroga. Jak wcześniej pisałem, gdy rozgrywamy bitwy ręcznie z pierwszej osoby nie mamy czasu samemu powalczyć z wrogiem tylko non stop ustawiamy wojska w różne szyki. Oblężenia są tutaj świetnie rozbudowane. Nie dość, że nasza umiejętność konstruowania jest bardziej przydatna w porównaniu do poprzedniczek, to bitwy w których biorą udział machiny oblężnicze są ciekawsze i efektowniejsze. Również ataki na wioski są ciekawiej skonstruowane, ponieważ każda wioska, zależnie od ilości mieszkańców, generuje swój garnizon, np. 4 żołnierzy/dzień. Ostatnią kwestią do poruszenia są jednostki, których jest masa! Każdy kraj ma tak jak w poprzedniej części swoje specjalne jednostki, jednak ich rozwój jest jeszcze bardziej rozbudowany. Wioski również posiadają swoje specjalne jednostki garnizonowe i najemne rody, choć ani band ani tych rodów jeszcze nie udało mi się rozgryźć. Rodzajów jednostek jest tak dużo, że kolekcjonowanie ich sprawiało mi wielką frajdę. Trochę jak zbieranie pokemonów, bo chciałem mieć każdą.

 2. Ekonomiczny. To fajna odmiana w porównaniu z poprzednią odsłoną ponieważ dochodzą nam karawany, choć niestety na razie ich nie kontrolujemy. Puszczamy je na mapę, a one sobie człapią i po jakimś czasie zarabiają. Ekonomia i handel są w tej grze, moim zdaniem, bardziej dopracowane, ceny za surowce są zmienne co czyni ją bardziej realistyczną i daje graczom ze smykałka do handlu duże pole do popisu. Utrzymanie jednostek, zamków i karawan często balansuje między dużymi zyskami a stratami, im więcej w to inwestujemy tym więcej możemy zyskać lub stracić. Wydaje mi się, że w tę kwestię przydałoby się jeszcze dopracować, ale i tak ekonomiczny aspekt Bannerlorda jest bardzo przyjemny.

 3. Rozwój postaci i swojego rodu. Drzewko rozwoju jest bardzo ciekawe i zupełnie inne od poprzednich odsłon. Mamy sześć cech i do każdej z nich przypisane po trzy umiejętności (18 łącznie), które rozwijamy co czwarty, a umiejętności co poziom choć nie jest to takie proste. Umiejętności tak naprawdę rozwijamy używając ich, tak jak w Skyrimie (to chyba najłatwiejszy przykład) z tym, że co poziom możemy zwiększyć przyspieszenie ich nabijania. Ale po co? I tu pojawia się kolejna komplikacja, czyli nabijanie poziomu postaci, który również działa podobnie jak w Skyrimie. Poziom postaci zwiększa się w momencie zwiększania poziomu umiejętności (wiem, pokomplikowane). To daje nam szybsze nabijanie lvl postaci, gdyż np. w momencie częstego używania broni dwuręcznej i jednocześnie zwiększaniu prędkości jej nabijania szybciej pniemy się w górę. Co 25 punktów umiejętności odblokowujemy jedną, a czasem dwie pasywne zdolności. Są one przeróżne i nie do końca pasują do umiejętności np. przy 100 poziomie broni dwuręcznych miałem do wyboru zdolności, które albo powiększały liczebność garnizonu albo zmniejszały żołd dla żołnierzy będących w garnizonie.

Rozwój rodu, z tego co czytałem i widziałem (jeszcze nie rozegrałem tej części), polega poślubieniu szlachcianki lub szlachcica. Potem możemy płodzić z małżonkiem potomstwo, które ma mieć bonusy od cech i umiejętności postaci, którą gramy. W momencie, kiedy zginiemy możemy grać naszym potomkiem. Gra daje możliwość ustawienia śmiertelności głównej postaci więc nie musicie się bać o jej stratę. Rody umożliwiają też rekrutację kompanów, którzy, tak jak poprzedniej odsłonie, są unikalnymi jednostkami. Możemy ich ubierać w lepszy ekwipunek a także stawiać na czele armii i puszczać na mapę by walczyli w naszym imieniu. Mogą też prowadzić nasze karawany lub zarządzać naszymi zamkami wraz z podległymi im wioskami. Zauważalna jest tutaj niewielka różnica w porównaniu do poprzedniej odsłony, a mianowicie brak zarządzania oddzielnie wioskami. Gra jest bardzo podobna do poprzedniczek, choć uważam, że praktycznie każdy aspekt jest bardziej rozbudowany.

W Bannerlord twórcy dodali crafting, jest to coś ciekawego i nowego. Polega on na tym, że w każdym mieście mamy kuźnie gdzie z pozyskanych ze zdobyczy bitewnych surowców wytwarzamy broń. Wszystko jest kontrolowane przez naszą umiejętność “kuźnia”. Możliwości jest bardzo wiele, możemy sobie stworzyć, miecz, topór, oszczep naszych marzeń statystycznych, który idealnie pomoże nam w potyczkach pierwszoosobowych. Niestety kuźnie pozwalają tylko wytworzyć bronie, nie ma jeszcze opcji wykuwania zbroi. Może w przyszłości.

Mody

Musze też napisać o scenie moderskiej. Od samego początku wyjścia Bannerlorda do wczesnego dostępu gracze dostali narzędzia, którymi posługiwali się twórcy. Więc teoretycznie można z nią zrobić to co chcemy. Dlaczego o tym piszę? Tak samo jak za sprawą modów Skyrim jest wiecznie żywy tak i Warband wciąż trzyma się dobrze. Ciekawostką jest, że dodatek Mount & Blade: Warband – Viking Conquest został stworzony dzięki jednemu z większych modów, Brytenwalda. Od wyjścia gry, 30.04 co jakiś czas widzę doniesienia o nowych modach, które kuszą by je poprać.

Czytaj też: Recenzja Final Fantasy VII Remake – jestem zachwycony

Minusy

Jednym z najistotniejszych minusów gry jest wczesny dostęp. Gdy piszę tę recenzję M&B2 wyszedł już z alfy i przeszedł na betę, to wciąż dostrzegam wiele błędów, nie tylko graficznych, ale i dotyczących zadań czy rozwoju postaci. Kolejnym co mnie doprowadza do szewskiej pasji jest brak balansu. Na początku alfy, zanim rozwinąłem postać do sensownego poziomu, jedno z państw prawie zdobyło dominacje nad całym światem co nie jest przyjemne, kiedy ma się takiego potwora przed sobą. Po kolejnych patchach zwiększali poziom trudności bitew pierwszoosobowych, które już i tak były trudne (na szczęście poprawili trochę ten pierwszy błąd). Następnie wzięli się za zmniejszenie przeżywalności naszych jednostek przy bitwach automatycznych. Ten błąd zoptymalizowania bitew zdenerwował mnie najbardziej, ponieważ była to jedyna opcja do szybszego levelowania naszych jednostek. Musicie widzieć, że aktualnie w bitwach pierwszoosobowych możliwość awansu naszych jednostek jest bardzo mała. Wydaje mi się, że brakuje jakiegoś zbiorowego doświadczenia rozbitego po równo na jednostki. Karawany, jest to fajna nowość, ale brakuje możliwości zarządzania jej obsadą, ponieważ wpadają one co jakiś czas w potyczki z rabusiami lub wrogo nastawionymi do nas królestwami. Po przegranej wpadają w ich łupy a my tracimy pieniądze na odbudowę karawany. Trochę wkurzające jest też potomstwo innych rodów, ponieważ w późniejszych etapach gry podczas wielkich wojen potrafi wokół naszej armii biegać nawet siedem takich małych oddziałów. Wynika to z rozmnażających się na potęgę rodów, które jakoś szczęśliwie omija naturalna selekcja. Miałem taki moment w grze, że latało ich wokół mnie ośmiu więc chytrze złapałem wszystkich w wielką bitwę Po wzięciu ich do niewoli ściąłem wszystkim głowy i przez to dostałem cechę chyba mordercy +3 co przekładało się na –3 w rozmowie z każdym lordem. Było to wyjątkowo głupie. Kolejnym minusem jest brak polskiej wersji, którą twórcy obiecali ze względu na duże zainteresowanie tytułem wśród rodzimych graczy. Ale i to można obejść, ponieważ nieoficjalne spolszczenie już krąży w necie.

Podsumowanie

Uważam, że gra nie zasługuje jeszcze na swoją cenę, zwłaszcza dla kogoś, kto chce z nią zacząć swoją przygodę po Calradii. Ja wydałem te pieniądze, ponieważ czekałem na doskonalszą podstawkę prawie 10 lat i szczerze nie żałuję. W pierwszym miesiącu nabiłem przeszło 200 godzin i świetnie się bawiłem. Uważam, że nawet gdyby twórcy spoczęli na laurach i opóźnili projekt to zapaleni moderzy sami naprawią i zoptymalizują tę grę. Najważniejsze jednak, że gra ma gigantyczny potencjał jeśli chodzi o rozbudowę, jak chociażby karawany. Od jednoznacznej oceny jeszcze się wstrzymam, gdyż nadal nie jest to pełna wersja Mount& Blade: Bannerlord. Być może później napiszę jeszcze jedną recenzję, w której podsumuję wszystko co twórcom udało się poprawić i jaki to przyniosło finalny efekt.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News