Reklama

Recenzja Odrodzenie. Czy tak wygląda idealne sci-fi?

Recenzja Odrodzenie, Odrodzenie

Ludzkość jest paskudna. Sama wpędza się w kozi róg, niszcząc swoją planetę i na domiar złego zamiast budować wspólnymi siłami woli niszczyć to, co sąsiada. Co więc mogą widzieć w nas przybysze z innych planet, którzy nie chcą nas zniszczyć, a jedynie pomóc nam przetrwać? Historię o tym opowiada komiks Odrodzenie, który oryginalnie został wydany w języku francuskim, ale razem z tłumaczeniem zawitał niedawno na polski rynek za sprawą wydawnictwa Egmont. Jest to jednocześnie pierwsza część, która gromadzi trzy oryginalne tomy: Misja, Strefa pośrednia oraz Wieczna zmarzlina. Na kolejną część trochę przyjdzie nam poczekać, bo obecnie w sprzedaży jest dopiero 4. tom w języku francuskim.

Odrodzenie, czyli unikalna historia w cudownej oprawie graficznej

Pandemia, samozagłada, wojny i brak dbałości o odpowiednio wczesne ograniczenie sztucznej inteligencji. W wizji francuskiego scenarzysty Freda Duvala to właśnie problemy, które mogą wprowadzić ludzkość w niepewne czasy już pod koniec XXI wieku. Sztampa? Poniekąd tak, co na dodatek podkreśla jeszcze dodatek katastrofy klimatycznej w myśl podwyższającego się poziomu wód i topnienia lodowców. Innymi słowy, jak na nowoczesny kataklizm przystało, ludzkość zaczęło dręczyć wszystko, co tylko mogło. No… poza obcymi. Przynajmniej do czasu.

Nie powoduje to jednak zgrzytów w opowieści, która jest nadwyraz spójna, choć jednocześnie nie jest zupełnie pozbawiona bolączek – wręcz przeciwnie, ale wskazanie ich byłoby zbyt wielkim spoilerem. Dlatego sugeruję tylko, żebyście zwrócili szczególną uwagę na decyzję jednej z bohaterek pod koniec komiksu i na każdy przejaw naiwności w kontaktach międzygatunkowych. 

Czytaj też: “Coś” o największej opowieści grozy wszech czasów | Sensbook #6

Ten drugi „problem” trochę zgrzyta, ale jeśli dacie porwać się historii, szybko zginie w szeregu przejawów miłosierdzia przedstawicieli tytułowej misji Odrodzenie. Zresztą twórca nie miał przecież żadnego sposobu na „urzeczywistnienie” przedstawionych kontaktów z oczywistych względów, więc w jego wizji obcy są dobrzy i nierzadko zresztą znacznie lepsi od ludzi. 

Przy tym wszystkim udało mu się jednocześnie wpleść do pozornie przyjemnej i pozytywnej historii w stylu „obcy ratują ludzkość i Ziemię” nie tylko kilka dylematów, ale też myśli pobudzających wyobraźnię, a przede wszystkim nieoczekiwaną głębię, która czytelnika wręcz zaskakuje.

Zaskakuje do tego stopnia, że w mniej więcej połowie czytania komiksu Odrodzenie podzielonego na kilka historii różnych postaci, możecie wręcz nieoczekiwanie zderzyć się z przejściem ze spraw ziemskich na sprawy międzygatunkowe i to nawet z elementami dyplomacji, równowagi między gatunkami oraz samym finansowaniem misji. Nie jest to oczywiście aż tak rozbudowane, ale nadaje temu uniwersum i historii głębi, o którą tak trudno w przypadku (w moim odczuciu) tego typu komiksów. 

Wszystko to dopełnia szereg świetnych grafik, które przy prowadzeniu historii pozwalają czytelnikowi dopowiedzieć sobie wszystko, co dzieje się „poza dymkami” i wejść w ten barwny świat jeszcze bardziej. Nie raz zdarzało mi się zresztą przystawać na wielu grafikach i po prostu podziwiać wizję innych światów, ich florę i faunę, a nawet przedstawicieli innych inteligentnych gatunków, zachowujących (co ciekawe) zawsze humanoidalne kształty. 

Czy warto sięgnąć po komiks Odrodzenie? 

Na to pytanie nie można odpowiedzieć inaczej niż „trzy razy tak”, bo „tak” ze względu na fabułę, „tak” ze względu na unikalne podejście i „tak” przez przykuwające oko barwne grafiki. Zresztą sam pomysł na tego typu historie, które uwzględniają pomoc międzygalaktycznych ras tym mniej zaawansowanym, to istna kopalnia ciekawych komiksów (i nie tylko), które mogłyby ciągnąć się w nieskończoność, przedstawiając zarówno szczątkowe informacje co do struktury organizacji oraz unikalne inne planety oraz problemy ich mieszkańców. Mam więc nadzieję, że sam autor też dojrzy potencjał w takich historiach i pociągnie go dalej.