WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Naziści, krew i masa kontrowersji czyli recenzja serialu Hunters – sezon 1

Od dawna nie było tak wielu kontrowersji wokół jakiejś produkcji, jak teraz wokół Hunters od Amazona. Naziści, Holocaust, Auschwitz i zbrodnie III Rzeszy to tematy, które nadal budzą wiele emocji, a łączenie ich z żartami i stylistyką grindhouse wydaje się niezbyt dobrym pomysłem. Ale czy na pewno? Zapraszam do lektury recenzji serialu Hunters.

Akcja serialu rozgrywa się w 1977 roku w Nowym Jorku. Głównym bohaterem jest inteligentny żydowski chłopak Jonah Heidelbaum (Logan Lerman), który odłożył pójście na studia i zajął się handlem marihuaną by wesprzeć ukochaną babcię Ruth (Jeannie Berlin). Razem z przyjaciółmi debatuje nad diabolizmem Dartha Vadera, pracuje w sklepie z komiksami i jest normalnym nastolatkiem. Do czasu, gdy jest świadkiem jak jego babcię zabija zamaskowany intruz, którego ona wydaje się znać. Na pogrzebie Jonah poznaje Meyera Offermana (Al. Pacino), ocalałego z obozu koncentracyjnego przyjaciela Ruth. Niepozorny staruszek okazuje się szefem pstrokatej grupy tropicieli nazistów, którzy wymierzają sprawiedliwość w imieniu milionów ofiar Holocaustu. Jednocześnie obserwujemy śledztwo w sprawie zamordowanej naukowiec z NASA, które prowadzi czarnoskóra agentka FBI Millie Malone (Jerrika Hinton). Kobieta na swojej drodze musi pokonać wiele problemów wynikających głównie z tego, że pracuje z białymi mężczyznami w Ameryce lat 70.

O tym, z jakim serialem mamy do czynienia pokazuje nam się już na samym początku pierwszego odcinka. Na przedmieściach Maryland odbywa się impreza w ogrodzie organizowana przez podsekretarza stanu USA. Przychodzi na nią jego pracownik wraz z żoną. Kobieta bardzo szybko  rozpoznaje w gospodarzu nazistę, który wymordował w obozie koncentracyjnym całą jej rodzinę. Dramatyczna scena szybko przeradza się w wybuch stylizowanej i mocno przesadzonej przemocy pokazując, że nazista pozostaje nazistą na zawsze. I to będzie nam towarzyszyło przez wszystkie odcinki.

Hunter, Amazon Prime, serial Hunters, Hunters sezon 1, Hunters recenzja, Hunters opinia, Logan Lerman, Al. Pacino, David Weil, Jordan Peele, Hunters Amazon

Scenariusz Hunters mocno inspirowany jest filmami Quentina Tarantino, choć posuwa się o wiele dalej. Bękarty Wojny nie zaszły aż tak daleko. Producent, Jordan Peele i twórca serialu, David Weil, nie cofają się przed ukazywaniem wymyślonych zbrodni w obozach koncentracyjnych, takich jak ludzkie szachy. Niedawno Muzeum w Auschwitz zwróciło uwagę, że taki proceder jest szkodliwy i przyczynia się do negowania Holocaustu. Jednak sam Weil wytłumaczył swoje artystyczne decyzje chęcią pokazania dramatu tamtych czasów bez posiłkowania się prawdziwymi, wywołującymi traumę wydarzeniami. W kontekście całego serialu doskonale rozumiem takie posunięcie. Naziści pokazani w Hunters to najgorszy obraz „ludzi”, jakich można byłoby sobie wyobrazić. Są świadomi popełnionych zbrodni i cieszą się nimi. Ukrywając się w USA dążą do stworzenia IV Rzeszy, a jedynymi osobami, które mogą temu zapobiec są członkowie żydowskiej Drużyny A. Należą do niej mistrz kamuflażu i aktor Lonny Flash (Josh Radner), była agentka MI6 Siostra Harriet (Kate Mulvaney), bardzo urocze, specjalizujące się w broni, małżeństwo Mindy i Murray Markowitz (Carol Kane i Saul Rubinek), fałszerka i włamywaczka Roxy Jones (Tiffany Boone) i weteran wojny w Wietnami Joe Mizushima (Louis Ozawa). Dowodzi nimi Meyer Offerman, a nowym, dość problematycznym członkiem staje się Jonah, którego umysł i zawziętość potrafi zaskoczyć wielu. Sam sobór obsady wywołuje wiele emocji. Naziści samym wyglądem sprawiają, że czujemy do nich niechęć lub odczuwamy dyskomfort patrząc na nich. Greg Austin ma spojrzenie, które przyprawia o ciarki na plecach, podobnie jak Dylan Baker ze swoim obłudnym uśmieszkiem. Za to dobra strona wzbudza sympatię, patrząc na nich od razu chcemy im kibicować.

Różnorodność członków grupy ma na celu pokazać, że zbrodnie dokonane przez III Rzesze nie dotyczą tylko Żydów, a zemsty może dokonać każdy. Ale do krwawej zemsty trzeba mieć jednak predyspozycje. Weil pokazuje nam dwie strony konfliktu, bezwzględnych nazistów, którzy ani trochę nie żałują za to, czego dokonali i tytułowych Łowców, ludzi, którzy tylko wymierzają sprawiedliwość. Na własnych zasadach, krwawą, ale w ich mniemaniu sprawiedliwą. I nie ma się czemu dziwić, skoro zbrodniarze wojenni żyją sobie w USA jak pączki w maśle, a ich ofiary muszą zmagać się z traumą. Pokazanie obozowych retrospekcji utwierdza nas w przekonaniu, która strona postępuje słusznie. Jednocześnie cały czas stawiane jest przed bohaterami pytanie, czy to konieczne, czy nie lepiej oddać ich w ręce władz. Z czasem zdajemy sobie sprawę, że ten festiwal krwawej zemsty nie jest potrzebny ofiarom Holocaustu, to nie wymierzanie sprawiedliwości w imię poległych, tylko żywych. Żeby już nikt nie został zabity w domu jak Ruth, ani na imprezie w ogrodzie jak bohaterka grana przez Izę Miko. A przede wszystkim po to, by nie udało się nazistom stworzenie IV Rzeszy. Tematy poruszane w serialu Hunters są bardzo kontrowersyjne i ciężkie. Pierwszy odcinek trwa półtorej godziny, a reszta około godziny. W tym czasie dostajemy sceny z obozów koncentracyjnych i współczesne dla bohaterów zbrodnie. Krwi jest bardzo dużo, tak samo jak traumatycznych wydarzeń. Dlatego tak dobrze odnajduje się w tym pulpowa, nieco przesadzona stylistyka serialu. Stanowi odskocznię od dramatu i równoważy ciężar oferowanej nam treści. Czarny humor odnajduje się tutaj doskonale, pozwala na chwilę odsapnąć od targających nami emocji. A w drugiej połowie sezonu jest ich dużo, zwłaszcza w przypadku wątku Murraya i Mindy.

Hunter, Amazon Prime, serial Hunters, Hunters sezon 1, Hunters recenzja, Hunters opinia, Logan Lerman, Al. Pacino, David Weil, Jordan Peele, Hunters Amazon

Oglądając Hunters często miałam wrażenie, że twórcy balansują na granicy i jeszcze chwila, a przesadzą tak bardzo, że nawet fani czarnego humoru poczują się zniesmaczeni. O dziwo nic takiego się nie stało. Nie mówię, że nowa produkcja Amazona jest idealna, ani że nie trafimy w niej na gorsze momenty. W ogólnym rozrachunku jednak bardzo mi się podobała. Zarówno pod względem aktorskim, jak i fabularnym, a na oprawie wizualnej kończąc. Całość z odcinka na odcinek staje się coraz bardziej brutalna i absurdalna, przez co z każdą minutą podobała mi się bardziej. Hunters kazało mi się zastanowić nad kilkoma sprawami, dało kilka wzruszających momentów i kilka takich, w których nie mogłam usiedzieć na miejscu. I choć końcówka rozczarowuje, to będę czekać na kontynuację, w końcu wszyscy naziście nie zostali jeszcze upolowani.