WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja serialu Love Life – gdyby nie zapewnienia twórców byłoby o wiele lepiej

Recenzja serialu Love Life – gdyby nie zapewnienia twórców byłoby o wiele lepiej

Love Life to jedna z nowości, która trafiła na platformę HBO Max wraz z jej startem. W Polsce serial z Anną Kendrick mamy możliwość oglądać na HBO GO. Tylko czy warto? Produkcja zapowiadana była jako świeże podejście do tematu miłości i pokazanie drogi od pierwszej do ostatniej miłości. Czy w tym temacie można jeszcze mówić o świeżości? Zapraszam do lektury recenzji.

Ciężko powiedzieć cokolwiek nowego w temacie miłości, czego w ten czy inny sposób nie poruszały już filmy, seriale czy książki. Sam Boyd, twórca Love Life obiecuje nam jednak, że jego serial coś takiego nam da. Produkcja ma być analizą związków jednej osoby ( w pierwszym sezonie jest nią Darby grana przez Annę Kendrick) i próbą pokazania pewnych schematów, z których bardzo ciężko nam się uwolnić. Mieliśmy dostać historię pełną wzlotów i upadków, konsekwencje wyborów i ich wpływ na całe życie. Wiecie, tak jak w realnym świecie. I gdyby nie te obietnice Boyda całość wyszłaby na tym o wiele lepiej.

Czytaj też: Recenzja serialu Stargirl – sezon 1, odcinek 5

Love life serial HBO Max, Love life zwiastun, Love life HBO Max, HBO Max premiery, Love life premiera

Śledzimy losy Darby, dziewczyny która swoje życie podporządkowała poszukiwaniu prawdziwego związku opartego na miłość. Jej rodzice się rozwiedli, a ona wciąż przemieszczała się pomiędzy nowymi rodzinami każdego z nich wszędzie będąc nie na miejscu. Dla siebie chce czegoś zupełnie innego, przez co poszukiwanie tego jedynego jest dla niej ważniejsze niż reszta. Towarzyszymy jej tak naprawdę od przeprowadzki do Nowego Jorku, gdzie mieszka z dwójką współlokatorów, którzy są jej przyjaciółmi. Po studiach ma kiepską, niezbyt satysfakcjonującą ją pracę i zawiera relacje z różnymi mężczyznami. Pozornie każdy z nich jest różny i spełnia jakieś jej wymagania, ale po jakimś czasie Darby odkrywa, że to nie mężczyzna dla niej. Jeden wyjeżdża, inny potrzebuje kogoś doroślejszego, a jeszcze inny jest po prostu wiecznym chłopcem, którego dorosłość przerasta i woli żyć marzeniami żerując na głównej bohaterce. Jedni potem powracają, inny całkowicie odchodzą z jej życia. Największym minusem jest fakt, że choć Sam Boyd usilnie stara się pokazać ich różnice to właściwie każdy z tych mężczyzn jest taki sam przez co poszczególne związki te wyglądają bardzo podobnie. Być może, gdyby oglądało się każdy z odcinków w odstępie tygodnia odczucia byłyby nieco inne, ale ciągiem widzimy takie rzeczy bardzo wyraźnie.

Love life serial HBO Max, Love life zwiastun, Love life HBO Max, HBO Max premiery, Love life premiera

Pierwszy sezon Love Life liczy sobie dziesięć półgodzinnych odcinków. Praktycznie każdy z nich opowiada nam o innym związku Darby, a epizod nazwany jest imieniem feralnego chłopaka. To takie rozdziały w życiu bohaterki, w których centrum są obecne związki, reszta stanowi tło. A szkoda, bo to tło jest tutaj właśnie najciekawsze. Z jednej strony rozumiem taki nierówny podział, w  końcu tak samo Darby dzieli swoje życie, ale schematyczność tych wszystkich relacji pod koniec potrafi zmęczyć. A rozwój kariery, stosunki z przyjaciółmi i normalne życie są równie ważne i interesujące co miłość. Ostatecznie pod koniec sezonu Darby dochodzi w końcu do tej magicznej prawdy, do której dojść musi każda bohaterka komedii romantycznych – żeby znaleźć prawdziwą miłość trzeba najpierw odnaleźć siebie. I to nie jest nic złego, wielu z nas też w swoim życiu musi to zrozumieć, a czasem nie jest to łatwe. Błądzimy po omacku szukając szczęścia w relacjach z innymi podczas gdy zaniedbujemy samych siebie.

Love life serial HBO Max, Love life zwiastun, Love life HBO Max, HBO Max premiery, Love life premiera

Niestety największym minusem Love Life jest niezbyt realna poprzeczka, jaką zawiesił Sam Boyd opowiadając o swoim serialu. Tu nie ma niczego świeżego ani odkrywczego, jest masa schematów i klisz, które widzieliśmy setki razy w różnych produkcjach. Wystarczyło tylko nie obiecywać zbyt wiele, a odbiór całości byłby zupełnie inny. Życie Darby niezbyt różni się od życia wielu z nas. Myślę, że każdy z widzów znajdzie w nim wspólny mianownik, odkrywając, że coś co przeżył nie było tylko odosobnionym przypadkiem jak się nam czasem zdarza myśleć. Miłość od pierwszego wejrzenia zdarza się bardzo rzadko, a jeszcze rzadziej jest w stanie przetrwać aż do przysłowiowej grobowej deski. Najczęściej trochę nam zajmuje zanim znajdziemy sobie tę jedyną osobę, która idealnie do nas pasuje. A wtedy nie będzie to grom z jasnego nieba, nie poczujemy się jakoś inaczej, bo tak się dzieje tylko w cukierkowych romansach. W realnym świecie do takiej świadomości trzeba po prostu dojrzeć. I moim zdaniem ta sztampowa realność jest największą zaletą Love Life. Tak, wiem, że tutaj możecie poczuć pewien dysonans, bo przecież najpierw piszę negatywnym braku świeżości, a teraz że to jednak plus. Brak nowego spojrzenia razi, bo twórcę to właśnie nam obiecywał, gdy jednak zignorujemy te jego przechwałki serial robi się naprawdę przyjemny w odbiorze.

Love life serial HBO Max, Love life zwiastun, Love life HBO Max, HBO Max premiery, Love life premiera

Love Life nie jest żadnym arcydziełem, ale jest serialem trzymającym się na dobrym poziomie od początku do końca. Anna Kendrick w roli Darby jest urocza i idealnie pasuje do tej historii. Potrafi oddać zagubienie, radość i zażenowanie. Sama postać nie jest napisana jakoś wybitnie, ale da się ją lubić i jej kibicować, a to ważne. Cieszę się, że mimo wszystko nie zawsze stawiano związki na pierwszym miejscu, dzięki czemu mogliśmy bliżej przyjrzeć się relacjom głównej bohaterki z matką, czy jej równie pogubionymi w życiu przyjaciółmi. I owszem, można było tutaj wiele rzeczy zrobić zupełnie inaczej, ale to co dostajemy nie jest złe. Ja bawiłam się przy Love Life naprawdę dobrze. Odcinki są krótkie, co jest plusem i niestety minusem, bo pewne wątki potrzebowałyby większego rozwinięcia a tak potraktowane są raczej po macoszemu. Jednak na wieczorny seans po pracy serial jest jak znalazł. Nie wymaga wielkiego zaangażowania emocjonalnego, to nie jest wielka miłosna epopeja, tylko raczej nieco nudne życie pełne mało spektakularnych wzlotów i upadków. I jeśli szukacie właśnie takiej lekkiej produkcji, która da Wam odsapnąć i się odprężyć, to moim zdaniem Love Life będzie dobrym wyborem.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News