WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja serialu Przeklęta – legenda arturiańska inaczej

Przeklęta to nowy serial fantasy od Netflixa, który ma zachwycić nas nie tylko fabułą, ale i przedstawieniem świata. Wariacja na temat mitu arturiańskiego na poziomie zwiastunów wydaje się ciekawa, jednak jak wypada cały pierwszy sezon? Zapraszam do lektury recenzji.

Główną bohaterką Przeklętej jest Nimue, w którą wciela się Katherine Langford. Dziewczyna jest przedstawicielką rasy Feyów, magicznego ludu mieszkającego w lasach i w górach. Jedni z nich wyglądają jak ludzie, inni mają rogi albo skrzydła. Gdy poznajemy Nimue w tle rozgrywa się polowanie na Feyów, które urządza Kościół i jego Czerwoni Paladyni. Owładnięci boską misją niszczą wioski, a ich mieszkańców mordują lub palą na krzyżach. Jest jeszcze bardzo dziwnie wykreowany król Uther i, oczywiście, Merlin. Na szczęście ten ostatni, grany przez cudownego Gustafa Skarsgårda wypada świetnie. Nie chcę wdawać się w niuanse fabularne by nie spoilerować Wam serialu, dlatego ograniczam się tylko do takiego prowizorycznego zarysowania fabuły. Najważniejsze jest, że Nimue jako tytułowa Przeklęta nie jest zbyt lubiana w swojej wiosce, kiedyś zdarzył się jej „mały” wypadek i od tamtej pory uważa się, że została naznaczona przez mroczne bóstwa. Właściwa akcja rozpoczyna się w momencie, gdy dziewczyna dostaje w swoje ręce magiczny miecz, który musi odnieść Merlinowi. Wkrótce na swojej drodze spotyka młodego Arthura, który jednak bardzo odbiega od znanej nam wizji sprawiedliwego, dzielnego i najlepszego króla w dziejach świata.

Przeklęta fabuła, Przeklęta Katherine Langford, Przeklęta obsada, Przeklęta premiera, Przeklęta serial premiera, Przeklęta zwiastun

Przeklęta jako serial fantasy jest bardzo generycznym i przewidywalnym tworem. Wiele tu elementów, które w tym czy w innym tego typu dziele się przewijały. Chociażby w Wiedźminie, bo doświadczamy tutaj dyskryminacji na tle rasowym. Jest czarodziej, jest wybraniec, złe siły i ten mroczny pomagier głównego złoczyńcy, który tępiąc za inność tę inność zaczyna odkrywać w samym sobie. No właśnie, Płaczący Mnich, bo to o nim tutaj mowa, w swojej konstrukcji bardzo przypomina mi Birkarta von Grellenorta z Trylogii Husyckiej Andrzeja Sapkowskiego. Niestety o ile przez większość czasu Mnich prowadzony jest całkiem zgrabnie i zmierza do satysfakcjonującego końca, to niestety poprowadzony jest on tak szybko, że ciężko bardziej wczuć się w to, co się z nim dzieje. Drugim bohaterem, który skutecznie przykuwa nasz wzrok jest Merlin. Gustaf Skarsgård nie gra znanego wszystkim rozważnego i mądrego Merlina, tylko człowieka z wieloma problemami. Trochę pijaka, trochę awanturnika, ale zdecydowanie nie kogoś, kogo moglibyśmy wyobrazić sobie w spiczastej tiarze i z siwą brodą. Nie, to nie taki Merlin. On jest skonfliktowany, żyje na granicy dwóch światów i zdecydowanie nie do końca wie, po której stronie ostatecznie się znaleźć. Niestety, po seansie pierwszego sezonu Przeklętej śmiało mogę powiedzieć, że Merlin i Płaczący Mnich to najciekawsi bohaterowie, jakich w tym serialu dostaniemy. Sama Nimue jest bardzo mdła i wtórna. Historii o nieakceptowanej przez otoczenie i wyobcowanej dziewczynie mamy wiele, podobnie jak wiele jest takich, w których taka dziewczyna ma moce czy magiczny artefakt. Katherine Langford wypada całkiem dobrze, ale nie jest bardzo przekonująca, choć wydaje mi się, że wynika to raczej ze sposobu napisania postaci. Ciężko ją polubić, ale równocześnie ciężko jej nie lubić. To po prostu bardzo obojętna widzowi główna bohaterka. Fabuła zmusza ją do podejmowania wielu decyzji, które w jakiś sposób powinny na nią wpłynąć, ale słabo to nam twórcy przedstawiają. Sam Arthur, gdy pojawia się w serialu, jest dość interesujący i skonfliktowany ze sobą. Jak już wcześniej wspomniałam, ciężko w nim znaleźć cechy wspólne z bohaterem legend arturiańskich i mi osobiście bardzo przypadło to do gustu. Jest w tej postaci ogromny potencjał i możliwość zmian, jednak obawiam się, że twórcom nie uda się tej przemiany przedstawić w sposób należyty i Arthur nagle będzie kryształowo dobry. I choć im dalej w las tym widać w nim wiele niekonsekwencji na poziomie budowanie postaci, to i tak całkiem mi się podoba.

Przeklęta fabuła, Przeklęta serial premiera, Przeklęta Katherine Langford, Przeklęta premiera, Przeklęta obsada,

Największym plusem Przeklętej jest ta próba zamieszania w micie arturiańskim, która w ogólnym rozrachunku wychodzi im bardzo zgrabnie. Niestety serial ma tak wiele mniejszych i większych problemów, że to zdecydowanie nie wystarcza. Sama fabuła pozostawia wiele do życzenia, głównie pod względem bardzo nierównego tempa i wielu momentów nudnych. Dostajemy na przestrzeni pierwszego sezonu wiele walk, które również nie są aż tak porywające, jak można byłoby tego wymagać. A to sprawia, że choć temat jest interesujący i wart rozwijania, to kierunek, w jakim to wszystko zmierza mnie nie satysfakcjonuje. Czekałam na Przeklętą, która na etapie zwiastunów bardzo mi się podobała. Kolorystyka i ten ogrom zieleni pozostały i to jeden z tych niewielu plusów, jakie mogę odnotować na korzyść tego serialu. Wydaje mi się, że gdyby twórcy trochę ograniczyli swoje zapędy, to pierwszy sezon wyszedłby dużo lepiej. Nagromadzili w nim sporo wątków i bohaterów, którzy nie mieli czasu ekranowego, by jakoś zapisać się w naszej pamięci. Gdyby zredukować ich liczbę, skupić się na tych najważniejszych, a resztę wprowadzać stopniowo historia wiele by na tym zyskała.

Przeklęta fabuła, Przeklęta serial premiera, Przeklęta Katherine Langford, Przeklęta premiera, Przeklęta obsada,

Po seansie pierwszego sezonu ciężko stwierdzić, czy ten serial może pójść w lepszą stronę wraz z kolejnymi odsłonami. Jest bardzo dużo do poprawy, jednak jest wiele interesujących elementów, które chciałabym jeszcze zobaczyć. Na poziomie technicznym również Przeklęta pozostawia wiele do życzenia. Zabrakło dobrego choreografa walk, który uczyniłby je bardziej dynamicznymi. Zabrało większego budżetu na CGI, ale to spokojnie mogłabym przeżyć, gdyby serial miał wiele innych dobrych elementów. Tymczasem Przeklęta wypada trochę mdło i z pewnością po tym pierwszym sezonie hitem nie zostanie. Ta historia ma szansę jeszcze się rozwinąć i zaciekawić, ale szczerze wątpię, by twórcom się to udało. Poza tym mam wrażenie, że oglądalność będzie na tyle słaba, że mogą nie mieć nawet takiej szansy. 

Ponarzekałam dużo, więc jeszcze napiszę kilka spostrzeżeń, już raczej pozytywnych. Szalenie spodobały mi się animowane wstawki oddzielające poszczególne wątki. Wprowadziły one taki baśniowy klimat do całej historii. Nie zabrakło interesujących postaci drugoplanowych, takich jak Pym czy Wiewiórek. Pod względem kostiumów całość też prezentuje się bardzo dobrze. Ja jestem ogromną fanką książek i seriali fantasy i jestem w stanie wybaczyć im bardzo wiele, więc w rezultacie jakoś specjalnie nie żałuję poświęconego czasu na seans Przeklętej. W tym przypadku potrafiłam zepchnąć fabułę na drugi plan i przypatrywać się wątkom pobocznym, poszczególnym bohaterom i kreacji świata. ALE. No właśnie. To takie moje osobiste dziwactwo, które pozwala mi czerpać przyjemność ze średnich produkcji, ale wcale nie sprawia, że mój ogólny pogląd będzie łagodniejszy. Przeklęta ma wiele wad, wiele rzeczy kuleje i nic tego nie zmieni. To nie jest zły serial, muszę to zaznaczyć. Nie jest jednak pozycją, którą koniecznie trzeba obejrzeć. Fani fantasy mogą włączyć ją do przysłowiowego kotleta, gdy niczego innego nie ma do obejrzenia. Przeklęta to produkcja średnia ze zmarnowanym potencjałem. Czas pokaże, czy Netflix zainwestuje w kolejną odsłonę, czy spisze serial na straty. Tymczasem nie polecam, ale i nie odradzam. Jeśli po lekturze recenzji i obejrzeniu zapowiedzi uznacie, że warto dać mu szansę to pozostanie mi życzyć, bez ironii, miłego seansu. A jeśli uznacie, że to nie dla Was to cóż, stracicie tylko super Merlina.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News