WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja serialu Warrior Nun – sezon 1

Netflix po raz kolejny bierze się za adaptację komiksu. Tym razem to opowieść o walecznych zakonnicach zmagających się z demonami i nie tylko. Czy warto poświęcić czas na obejrzenie Warrior Nun? Zapraszam do lektury bezspoilerowej recenzji.

Warrior Nun od razu rusza z kopyta rozpoczynając się sekwencją walki. Oddział uzbrojonych po zęby kobiet walczy z czymś, czego na początku nie widzimy. Słyszymy zagadkowe słowa o jakimś divinium, potem wycinają metalowy okrąg z ciała jednej z kobiet, a zakonnica ucieka z nim chcąc go chronić. Aureola, tak nazywają ten dziwny przedmiot. Serial rzuca nas w wir wydarzeń i bardzo szybko poznajemy główną bohaterkę Avę, którą wcześniej widzieliśmy jako martwą na stole sekcyjnym. Martwą sierotę wskrzesza włożona w jej plecy aureola. Dziewczyna zmarła w tajemniczych okolicznościach i zrządzeniem losu znalazła się w tym samym miejscu co walczące zakonnice i jej ciało stało się idealnym miejscem dla ukrycia relikwii. Nikt nie przypuszczał, że zadziała ona w ten sposób. Zwłaszcza Ava, która po obudzeniu się nie wie co się stało. Najbardziej zaskakujący jest fakt, że choć do tej pory była sparaliżowana od szyi w dół teraz może normalnie chodzić. Ale właściwie czemu się dziwić? Ożyła, więc w tym wypadku odzyskanie zdolności poruszania nie wydaje się takie zaskakujące. Co robi później? Cóż, to samo co zrobiłby chyba każdy na jej miejscu – ucieka i chce zacząć normalnie żyć. Jest młoda i większość życia spędziła przykuta do łóżka, teraz chce się bawić. Biega po plaży, tańczy, skacze do basenu. To było trochę nietrafione, bo nie potrafi pływać, ale doprowadza do spotkania z JC i jego bandą włamującą się do pustych domów bogaczy by choć przez chwilę zaznać luksusu. W międzyczasie zaczyna odkrywać, że ma pewne nadprzyrodzone zdolności. Tymczasem Zakon Miecza Krzyżowego składający się ze świetnie wyszkolonych zakonnic przezywa kryzys. Ich największa relikwia – aureola, zniknęła i ma ją osoba zupełnie nieprzygotowana na konsekwencje takiego stanu. I zaczyna się pogoń, do której dołączają również naukowcy i demony. A celem, oczywiście, jest nasza główna bohaterka.

Warrior Nun Netflix, Warrior Nun zwiastun, Warrior Nun plakat, Warrior Nun premiera

Czytaj też: Różne oblicza izolacji. Recenzja antologii filmów krótkometrażowych Homemade

Nie będę bardziej zagłębiać się w szczegóły fabularne by nie psuć Wam seansu. Warrior Nun oferuje bowiem bardzo dużo zwrotów akcji a ustalone na początku strony konfliktu niekoniecznie musza pozostać takie same na koniec. Przez pierwszych kilka odcinków oglądamy zabawę w kotka i myszkę i poszukiwanie własnego ja. To zrozumiałe, przecież dla Avy, pomijając już nawet akcję z aureolą, wszystko jest nowe. Ogląda się to bardzo przyjemnie, a Alba Baptista jest w tej roli naprawdę ujmująca. Kiedy trzeba umie być bezbronna i zagubiona, ale gdy trzeba dokopać pokazuje pazur. W międzyczasie poznajemy historię Zakonu Miecza Krzyżowe, genezę ich powstania, a także cele. Po krótce przedstawione są nam najważniejsze siostry, zwłaszcza Lilith (Lorena Andrea),Beatrice (Kristina Tonteri-Young) i fantastyczna Shotgun Mary (Toya Turner). Ta postać jest najbardziej komiksowa ze wszystkich. Mary ma dwie wielkie strzelby, potrafi dokopać, jeździ na motorze i ma niewyparzony język. A przy tym ma serce po właściwej stronie. Zresztą tak jak większość dziewczyn. Dostajemy również wgląd w niektóre wewnętrzne przepychanki w Kościele i ich spięcia ze sferą naukową. Warrior Nun porusza, w bardzo przystępny sposób, kwestie wiary, lojalności i  poszukiwania odpowiedzi. Nie robi może tego w najlepszy sposób, ale liczę, że kolejny sezon będzie w stanie rozwinąć to należycie. Nie spodziewajcie się tutaj jakichś wielce rewolucyjnych tez. Twórcy nie mówią niczego odkrywczego, poruszają się po tych utartych schematach odwiecznej walki wiary i rozumu, bycia lojalnym wobec instytucji a Boga i moralności, która jest różnie interpretowana. W kontekście całości te aspekty może nie są aż takie dobre, ale przynajmniej nie przeszkadzają.

Warrior Nun Netflix, Warrior Nun zwiastun, Warrior Nun plakat, Warrior Nun premiera

Jak już wcześniej wspomniałam nie zabraknie w serialu demonów, których z każdym odcinkiem przybywa. Nie spodziewajcie się fantastycznych efektów specjalnych. Oprócz czerwonych upiorów reszta wygląda dość marnie, ale na szczęście serial aż tak się na nich nie koncentruje byśmy musieli zamykać oczy. Niektóre efekty są tandetne, na szczęście jednak Warrior Nun ma parę innych rzeczy do zaoferowania, więc nie zwracałam na to aż tak wielkiej uwagi. Oprócz całkiem zgrabnie poprowadzonych walk serial duży nacisk kładzie na relacje pomiędzy bohaterkami. To w gruncie rzeczy młode dziewczyny walczące z zagrożeniem, którego większość z nich nawet nie widzi. Każda ma odmienny charakter, jest między nimi sporo spięć, ale i tak mogą na siebie liczyć. Wszystko to widzimy w kontekście organizacji, której są członkiniami. Sam Zakon też jest ciekawy, podobnie jak jego geneza, z którą też związanych jest sporo zwrotów akcji. Niestety choć Ava jest całkiem fajną bohaterką, to przy tym bardzo schematycznie napisaną. Ma kilka momentów, w których potrafi zaskoczyć, ale generalnie w Warrior Nun widzimy drogę od zbuntowanej i niechętnej nastolatki, która nie chce brać udziału w wydarzeniach do superbohaterki walczącej ramię w ramię z innymi. Jeśli spodziewaliście się czegoś odkrywczego w tym temacie to z przykrością piszę – nic takiego nie znajdziecie. Mimo wszystko mi ta postać się podoba, głownie dzięki grze aktorskiej Alby Baptisty. Jest w niej trochę z Ellen Page w The Umbrella Academy i trochę Millie Bobby Brown ze Stranger Things. Ava jest chyba tak po środku między tymi bohaterkami, oczywiście dodając też trochę od siebie. Wzbudza sympatię i kibicujemy jej, a to chyba najważniejsze.

Warrior Nun Netflix, Warrior Nun zwiastun, Warrior Nun plakat, Warrior Nun premiera

Struktura serialu jest miejscami bardzo nierówna. Mamy momenty, w których akcja pędzi na łeb na szyje, a my nie możemy oderwać oczu od ekranu, a są też takie, w których ziewamy bo wieje nudą. Na szczęście od połowy takich momentów jest znacznie mniej, a im bliżej końca, tym jest lepiej. Trzeci i czwarty odcinek wyreżyserowała Agnieszka Smoczyńska (Córki dancingu). Nie wyróżniają się one jakoś specjalnie na tle całości, ale warto o nich wspomnieć. To w czwartym epizodzie historia zaczyna nabierać właściwego tempa, a dodatkowo dostajemy tam fantastyczny pokaz umiejętności jednej z walecznych zakonnic. Mimo pewnych nierówności Warrior Nun ogląda się bardzo przyjemnie, choć widać, że pierwszy sezon to tylko wstęp do czegoś o wiele ciekawszego. Cieszę się, że twórcy poświęcili ten czas na rozwinięcie postaci, zarys historii organizacji i relacji między bohaterami. Oczywiście to może też działać na niekorzyść, bo jeśli ktoś oczekiwał ciągłych walk i rozwalania demonów to może być zawiedziony. Mam jednak nadzieję, że serial przyjmie się na tyle dobrze, że Netflix będzie chciał go kontynuować, bo zapowiada się naprawdę fajne i emocjonujące widowisko.

Warrior Nun to przyjemny tytuł na kilka wieczorów. Odcinki trwają od 37 do 50 minut, więc nie są aż takie długie. Serial potrafi namieszać widzom w głowie, nie boi się zmieniać kierunku, w którym podążają bohaterowie i potrafi nas wciągnąć. Wiele jest do poprawki, zwłaszcza efekty specjalne, ale teraz nie są one tak złe, by nie dało się serii oglądać. Mogą niektórych kłuć w oczy i nic na to nie poradzę. Mam nadzieję, że twórcy w kolejnych odsłonach dopracują kulejące elementy i zadbają, by całość był bardziej spójna pod względem dynamiki. Komiks Bena Dunna, na którego postawie powstał serial daje tak wiele materiału źródłowego, że spokojnie można poszaleć i zrobić z Warrior Nun solidny, pełen walk serial fantasy. Teraz to tytuł dobry, którym warto się zainteresować, ale trzeba pamiętać, że do ideału to mu jeszcze wiele brakuje. Mi jednak się podobało i z niecierpliwością czekam na drugi sezon.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News