WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Moto

Renault Zoe R135 Z.E. 50 Intens – jak jeździ samochód na prąd?

Czy auta elektryczne mogą zastąpić tradycyjne spalinowe? Może przesadzam, ale zaledwie kilka lat pokazało mi, że zakup na przykład takiego testowanego Renault Zoe R135 Z.E. 50 Intens ma sens. Jak jeździ samochód na prąd? Ile to wszystko kosztuje? Postaram się przedstawić Wam moje wrażenia z użytkowania tego typu pojazdu.

Dość mocno rozpychają się nam auta elektryczne na rynku. Są po prostu coraz lepsze. Posiadają pojemne baterie, ładowanie jest coraz szybsze. Dzięki temu rośnie też sprzedaż, która oczywiście wygląda dość zabawnie, aczkolwiek widać duży przyrost. Przykładowo w pierwszym kwartale 2020 zarejestrowano 587 samochodów elektrycznych. Jest to o 42,5 procent lepszy wynik niż w poprzednim roku. Tak czy inaczej, w porównaniu do benzyny i diesla mamy przepaść. Dlaczego? Sami zobaczcie – 72466 aut z silnikiem benzynowym i 19729 z silnikiem diesla zarejestrowali Polacy w Q1 2020. Dlatego też można śmiało stwierdzić – traktujemy elektryki jako ciekawostkę, aczkolwiek jak widać śmiałków na to, by kupić samochód na prąd nie brakuje.

Renault Zoe R135 Z.E. 50 Intens nie jest moją pierwszą przygodą z takim samochodem. Miałem już okazję sprawdzić choćby Nissana Leaf. Niebawem będę jeździł Hyundaiem Kona. Jeśli miałbym powiedzieć jak jeździ samochód na prąd w jednym zdaniu odpowiedź brzmiałaby tak: jak normalnym autem, ale z mocnym silnikiem. Tak, może to kogoś zaskoczyć, ale za sprawą momentu obrotowego dostępnego w pełni od zera mamy wrażenie, że jedziemy sportowym samochodem. Takim, które z każdej prędkości potrafi mocno przyspieszać. Uczucie podobne do tego, które znane jest z roller coasterów. Wróćmy jednak do Zoe, bo nie ukrywam, samochód zaskoczył mnie dość mocno. I to pozytywnie! 

Całkiem nowe, czy może odświeżone Renault Zoe?

Według mnie producent po prostu odświeżył ten model. Delikatnie zmieniono reflektory przednie, powiększyło się logo. Z tyłu też zmodyfikowano światła – posiadają obecnie dynamiczne kierunkowskazy. Krótko mówiąc, mamy do czynienia bardziej z liftingiem niż ogromnymi zmianami. Wiecie co? W sumie to dobrze, bo po co zmieniać coś, co jest dobre. Według mnie ten miejski samochód na prąd jest całkiem zgrabny i tak naprawdę nie wyróżnia się z tłumu innych, nieelektrycznych pojazdów. Widać to na zdjęciach. 

Z kolei Renault Zoe R135 Z.E. 50 Intens we wnętrzu przeszło wręcz rewolucję. Nie ma co ukrywać, tego właśnie kabina potrzebowała. W poprzedniej generacji była przestarzała, bowiem skopiowana ze starszego Clio. Tak, testowane Zoe również ma praktycznie przeniesiony z Clio kokpit, ale teraz jest on nowoczesny, stylowy – po prostu ładny i zdecydowanie pasujący do obecnych trendów. Materiały wykorzystane w produkcji auta są naprawdę miłe w dotyku. Spasowanie wypada wręcz świetnie. Ani razu nie usłyszałem skrzypienia czy trzasków. 

Zmiany pod maską, które wyszły Renault Zoe R135 zdecydowanie na plus

Producent postanowił dać do wyboru klientom dwie wersje. Standardowo mamy do dyspozycji 110 KM. Testowany Renault Zoe R135 jak nietrudno się domyślić oferował moc na poziomie 135 KM. Przyspieszenie do setki trwa 9,5 sekundy, a więc dość sporo. Najważniejszą zmianą jest akumulator. Pojemność 52 kWh ma zapewnić 395 km zasięgu. W przypadku ładowania mamy do dyspozycji szybkie ładowanie prądem stałym 50 kW, bądź prądem zmiennym o mocy 22 kW. Jak to wygląda w praktyce? A więc ile przejadę na jednym ładowaniu? Jak w przypadku każdego samochodu – to zależy od tego, jak ciężką masz nogę. Zrobiłem eksperyment. Przez pewien czas jeździłem bardzo eko. Zużycie prądu wyniosło około 12 kWh na sto kilometrów. W takim przypadku na pełnym akumulatorze powinniśmy przejechać grubo ponad 400 kilometrów. Czyżbym mógł wykręcić wynik lepszy od tego, który deklaruje producent? No nie do końca, bo aby mieć takie zużycie trzeba jeździć naprawdę ekonomicznie. Ba, najlepiej unikać dróg szybkiego ruchu, jeździć maksymalnie 80 lub 90 km/h. Nie każdy coś takiego lubi i ja to rozumiem. Dlatego też realnie liczcie na około 340 – 350 kilometrów. Według mnie i tak jest to dobry wynik. Jak widzicie, to już nie jest tak, że auto na prąd przejedzie kilka kilometrów, a później czeka was dzień postoju przy ładowarce. 

Jak jeździ samochód na prąd?

Bardzo przyjemnie. Serio, Renault Zoe jest bardzo wygodnym pojazdem, aczkolwiek nie idealnym. Przede wszystkim fotele są bardzo wygodne, a na ilość miejsca nie będzie narzekał żaden z pasażerów, gdyż jest go aż nadto nad głową i na nogi. Aby nie było zbyt idealnie muszę też trochę pomarudzić. Fotele nie mogą być regulowane na wysokość. Domyślam się, że chodzi o to, że w podłodze umieszczono baterie. Widać to na zdjęciach, gdzie ewidentnie siedziska są umieszczone bardzo wysoko. Zabrakło… podłokietnika. To ogromny błąd, wręcz niewybaczalny. Nie zaskoczę zapewne nikogo stwierdzeniem, że w aucie jest cicho. Dodajcie do tego zestaw audio Bose, który gra świetnie i… no cóż, w takim przypadku jazda raczej powolna wcale nie będzie nikomu przeszkadzała.

Sama jazda jest przyjemna nie tylko ze względu na wygodę i ciszę. Układ kierowniczy jest poprawny, środek ciężkości dość niski, dzięki czemu wchodzenie w zakręty nie wymaga jakiegoś mocnego zmniejszenia prędkości. Chociaż w sumie i tak szybko Zoe nie będziecie jeździli, więc – pomińmy to. Obsługa oprogramowania jest łatwa, aczkolwiek ja i tak zazwyczaj preferuję Android Auto. Rzecz jasna, takową technologię w tym aucie spotkacie. Schowków jest sporo, ich pojemność jest odpowiednia. Klima niestety jednostrefowa. Ale w przypadku testowanego modelu miałem pakiet zimowy, który daje między innymi podgrzewane fotele i podgrzewaną kierownicę! 

Ile kosztuje jazda autem na prąd?

Możliwości ładowania macie kilka. Warto wspomnieć, że w Polsce, jako jednym z nielicznych krajów możecie wykorzystywać ładowarki darmowe, których jest sporo. Sugeruję instalację aplikacji PlugShare, która pokazuje praktycznie wszystkie ładowarki. Dzięki uprzejmości GreenWay Polska miałem okazję korzystać z ładowarek tego przedsiębiorstwa. Firma oferuje trzy rodzaje usługi. Pierwsza z nich – standardowa – posiada stawki od 1,14 do 2,59 zł za kWh. Wszystko zależy, czy zdecydujemy się na abonament, czy też nie. W moim przypadku, gdzie Renault Zoe ładował się z prędkością 45 kWh, płaciłem za kilowatogodzinę 2,19. Dodatkowo, po upływie określonego czasu płacimy za postój. W moim przypadku było to 30 minut. W sumie jest to całkiem rozsądne, ponieważ ktoś mógłby zostawić auto na całą noc i… niech sobie tam stoi, a co mnie inni obchodzą. Po tym czasie dopłacamy 0,40 zł za minutę. Jeśli jednak zdecydujemy się na abonament w usłudze Energia PLUS, który wynosi 39,99 zł, cena spada do 1,59 zł / kWh, z kolei dopłacamy dopiero po 60 minutach. Najwyższy pakiet, Energia MAX, który kosztuje 99,99 zł miesięcznie sprawia, że płacimy 1,29 zł za kilowatogodzinę, a dopłata za parking uruchamiana jest po 90 minutach. 

No dobrze, ile więc to wszystko kosztuje? Załóżmy, że jeździcie tak jak ja. No, może nieco szybciej. Przyjmijmy więc zużycie na poziomie 14 kWh (gdzie ja miałem 12). Pamiętajmy, że raczej nie ładuje się auta do pełna, gdyż największą prędkość uzyskacie od 20 do 80% pojemności baterii. Koszt przejechania stu kilometrów powinien wynieść 30,66 zł, jeśli nie liczymy parkingu, a ten jednak doliczyć należy. W moim przypadku naładowanie 25,50 kWh trwało 49 minut. Finalnie, koszt takiej operacji wyniósł około 50 zł. Z kolei praktycznie ta sama ilość energii, bo 25,84 kWh kosztowała mnie 72 zł kiedy zostawiłem auto na godzinę i dwadzieścia trzy minuty. Jak widać, warto o tym pamiętać. Czyli krótko mówiąc, nie wygląda to tak źle, bowiem jeśli auto zużywa 14 kWh, a 25 kWh kosztowało mnie 50 zł to sto kilometrów przejeżdżałem za około 30 zł. W przypadku GreenWay płacimy po prostu za to, że samochód rzeczywiście będzie naładowany bardzo szybko. Bo jeśli będziecie tak bardzo cierpliwi, by ładować samochód z gniazdka domowego i przyjmiemy średnią cenę za 1 kWh, która wynosi 0,55 zł to wiadomo, koszt przejechania 100 km wyniesie niecałe 8 zł. 

Podsumowanie

Renault Zoe R135 Z.E. 50 Intens to bardzo udane miejskie auto elektryczne. Pozwala na komfortowe przemieszczanie się po mieście, a za sprawą pojemnej baterii i stosunkowo niewielkiego zużycia energii bez problemu przejedziecie nawet dłuższą trasę. Z resztą GreenWay i inni dostawcy prądu pomogą wam podładować akumulator. Na szczęście takich stacji ładowania jest coraz więcej, dlatego zakup elektryka, tym bardziej, że można liczyć na dopłaty, nie jest wcale takim złym pomysłem.