WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

Rocket League – miłość wróciła

Znowu zacząłem grać w Rocket League. Znowu się wkurzam, ale nie mogę przestać rozgrywać choćby jeszcze jednej rundy.

Gdy zacząłem pisać ten tekst od razu zrobiła mi się ochota na małą rundkę w Rocketa. Uwielbiam ten tytuł, choć jest głównym powodem chęci rzucenia padem o ścianę w tej generacji konsol. Gdy pojawił się zwiastun Rocket League to oszalałem z radości. Wiele osób zastanawiało się jak tego typu rozgrywka może być ciekawa? I jeszcze te wszystkie czapeczki, antenki i kolorki! To nie mogło się udać. Ale ja wiedziałem, że Psyonix zrobiło właśnie taki hit, że pewnie nie są świadomi co mają.

No dobra, a skąd wiedziałem, że to będzie strzał w dziesiątkę? Kojarzycie Mad Tracks? Prosta produkcja z 2006 roku trafiła mi się kiedyś jako jedna z produkcji dostępnych w zestawach gier na płytkach, które kiedyś powstawały oprócz tradycyjnych wydań takich magazynów jak CD-Action, Play czy Click!. Mad Tracks to wyścigi małych pojazdów, które walą do siebie z różnego rodzaju arsenału. Oprócz tego dostępne były jeszcze tryby bonusowe, w których się nie ścigaliśmy, a staraliśmy uzyskać jak najwyższy wynik w danych kategoriach.

Czytaj też: Jakie tytuły startowe kupujecie na PS5 i XSX?

No i była jeszcze jedna rzecz. Piłka nożna, w której graliśmy małymi samochodzikami. Ile ja w to godzin władowałem!

Coś Wam to przypomina? Niebieskie i pomarańczowe autka walczą o gole, wykorzystując różne bonusy czy nitro. No więc pomyślcie jak się czułem jako wielki fan tego trybu z Mad Tracks, gdy zobaczyłem Rocket League.

A potem pojawiła się informacja, że gra będzie darmowa dla posiadaczy abonamentu PlayStation Plus. Mózg mi się rozleciał z radości.

Tak jak w Mad Tracks, tak w Rocket League spędziłem… gdyby na PlayStation 4 był licznik to bym wiedział ile godzin, ale myślę, że spokojnie mówimy o wyniki powyżej stu godzin. W pewnym momencie miałem jednak dość. Seria ciągłych porażek uświadomiła mi, że trzeba zrobić przerwę od tego tytułu, bo zaczynałem się bardziej wkurzać niż cieszyć.

W końcu wróciłem do gry. Przerwę miałem chyba z dwa lata i trochę się obawiałem, czy Psyonix czegoś nie zepsuło. Nic jednak nie zostało sknocone. To dalej tak samo dobra gra, która sprawia, że nie możesz się oderwać i znowu masz ochotę na jeszcze jedną rundę. Jest tylko jeden problem, trochę straciłem wyczucie w grze, przez co szybko spadłem do brązu. Ale i tak nie zamierzam się poddawać i walczę o powrót do dawnych wyników. (Chociaż wiadomo, że jak przegram to nie moja wina, tylko magicznego laga, a ogóle to na pewno przeciwnicy cheatują!1!!)

Czytaj też: Zwrot pieniędzy na konsolach albo triale. Coś musi się zmienić

Jedni mają swoje Call of Duty, inni Apex Legends. Są tacy co układają talie albo układają idealne taktyki w LoLu. Ja mam swoje samochodziki i ich piłkę, które jarają mnie od 2006 roku. No więc tak… Jeśli spotkacie kiedyś na serwerach 92 level, który siedzi w bronzie i myśli, że umie grać, to już pewnie wiecie kto to. To tylko ja, niemogący się oderwać od prostej gry.

Fun fact: Rocket League to drugie podejście Psyonix do tego typu rozgrywki. Pierwszym było Supersonic Acrobatic Rocket-Powered Battle-Cars na PlayStation 3. Tak… z taką nazwą sukces był gwarantowany…

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News