Nowe dowody potwierdzają, że w 994 roku w naszą planetę uderzyły kosmiczne promienie. Być może będą w stanie rozwiązać zagadkę związaną z przyczynami tego zdarzenia. 

Rdzenie lodowe i pierścienie drzew na całym świecie wykazują tajemniczy wzrost koncentracji niektórych pierwiastków około 994 roku. Najnowsze dowody pochodzą z lodu antarktycznego, potwierdzającego wcześniejsze obserwacje i sugerującego, że promieniowanie kosmiczne pochodziło ze Słońca.

Japońscy naukowcy przeanalizowali rdzenie lodowe z Grenlandii, a także z dwóch lokalizacji na Antarktydzie. Przyjrzeli się stężeniu berylu-10, radioaktywnej, ale długowiecznej postaci berylu. Element ten powstaje zwykle, gdy wysokoenergetyczne cząstki zwane promieniami kosmicznymi uderzają w atomy takie jak tlen. Rdzenie lodowe mogą przechowywać zapis tych atomów i ich stężenia.

Naukowcy odkryli 50-procentowy wzrost stężenia berylu-10 w rdzeniach lodowych Antarktydy w okolicach 994 roku. Podkreślają, że nie ma zbyt wielu danych na ten temat prawdopodobnie dlatego, że sygnał jest na tyle słaby, iż może być trudny do wykrycia. Co to wszystko znaczy w praktyce? Obecność berylu-10 potwierdza wcześniejsze obserwacje, po raz pierwszy przeprowadzone w Japonii. Ale znalezienie tego samego pierwiastka na półkuli i południowej półkuli oznacza, że ​​źródłem tych promieni kosmicznych mogło być Słońce. Cząstki, które spowodowałyby te wydarzenia mogły powstać w dużych rozbłyskach słonecznych lub podczas tzw. koronalnych wyrzutów masy.

Aby potwierdzić, że beryl nie pochodzi z naszej planety, naukowcy odnotowali, że większość zmian w stężeniu wiązała się również w zmianach stężenia jonów sodu. W tym przypadku do niczego takiego nie doszło.

[Źródło: gizmodo.com]

Czytaj też: Ten biały karzeł emituje rzadko spotykane promieniowanie

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej