WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

Spodenki Tesli to kolejny przejaw marketingowego geniuszu Elona Muska

Tesla przed kilkoma dniami ruszyła ze sprzedażą jednorazowego nakładu wyjątkowych shortów, które wyprzedały się po kilku minutach. Powód? Według mnie prozaiczny – geniusz Elona Muska. 

O Musku słyszał zapewne każdy z Was. Nie ważne, czy przy okazji zgłębiania tajników elektrycznych samochodów, lotów w kosmos, energii odnawialnej, szalonych pomysłów, czy zapoznawania się z poczynaniami miliarderów-wizjonerów. To człowiek-geniusz, jeśli w grę wchodzi marketing, co potwierdzają najnowsze unikalne spodenki Tesli. Wprawdzie już ich nie kupicie “z pierwszej ręki”, ale od czego jest wolny rynek? 

Przykład tego, jak świetnie Elon Musk radzi sobie z rozgłosem w sieci, który często wystarcza jego firmom pod kątem marketingowym, widzieliśmy już w przypadku Cybertrucka, a jeszcze wcześniej – miotacza ognia, który miotaczem ognia nie był. Może i spodenkom daleko od elektrycznego pickupa, ale porównanie ich do miotacza ognia od Boring Company Muska, nie jest przesadą. Zwłaszcza że zwyczajne szorty ewidentnie osiągnęły większy sukces sprzedażowy od miotacza ognia.

Oczywiście znacznie niższa cena zrobiła swoje, ale i tak sprzedanie całego nakładu produkcyjnego szortów przez firmę, która z odzieżą nie ma nic wspólnego, robi wrażenie. Nie wiemy tego, jak wiele egzemplarzy Tesla sprzedała, ale możemy się spodziewać, że te szły przynajmniej w setki, jak nie tysiące. Skąd więc taki świetny wynik, pomijając dotychczasowy dorobek firmy i jego głowy w kwestii popularności?

Spodenki Tesli są pełne nawiązań

Elon Musk to kontrowersyjna postać, która kontrowersji się nie boi, jak zresztą tego, aby sięgać po chwyty marketingowe, po które żadna inna “normalna” firma by nie sięgnęła. W cenie spodenek znalazły się więc dwie popularne liczby w stylu “pozdro dla kumatych”. Jest więc i “69” sprowadzające się do pozycji seksualnej, jak i “420”, które nawiązuje do marihuany:

Tak jak znaczenia liczby 69 nie ma co tłumaczyć, bo to po prostu odwołanie do pozycji dwóch partnerów seksualnych w trakcie stosunku, tak już liczba 420 ma za sobą ciekawą historię. Jak podaje Wikipedia:

Liczba 420 używana była od jesieni 1971 przez grupę pięciu uczniów San Rafael High School w stanie Kalifornia zwanych Walldos, który za pomocą kodu „420 Louis” umawiali się po skończonych zajęciach o godzinie 16:20 w okolicach pomnika Louisa Pasteura na palenie marihuany oraz poszukiwanie roślin konopi, które rosły rzekomo – według mapy, w której posiadanie weszli Walldos – nieopodal przybrzeżnej stacji ratowniczej na przylądku Point Reyes. 

Dzięki znajomościom członków Walldos z zespołem Grateful Dead określenie 420 rozpowszechniło się w latach 70. i 80. W tym okresie było ono znane w prywatnych kręgach miłośników marihuany. Do światowej popularności 420 przyczynił się festiwal Hemp Tour, który dzięki zaangażowaniu Walldos zaczął towarzyszyć koncertom Grateful Dead, na których osoby zaangażowane w Hemp Tour zaczęły sprzedawać naszywki i plakaty z symbolem 420.

Memiczność tych dwóch cyfr zrobiła swoje, bo umówmy się, że raczej niewielu przekonało się do samego opisu spodenek. Wprawdzie to z pewnością świetny dodatek do “świętowania lata” połączeniem czerwieni rodem z Roadstera Tesli i złota, ale opisem na stronie wieść o spodenkach Tesli aż tak szybko by się nie rozeszła.

Nie SEXY, a S3XY, bo Ford jest niefajny

Jak możemy przeczytać w biografii Elona Muska autorstwa Ashlee’a Vence, Tesla chciała nazwać swoją trzecią generację samochodu Model E, dzięki czemu oferta pojazdów układałaby się, jako Model S E X, jako kolejny gag Muska. Jednak ówczesny CEO Forda, Alan Mullay zablokował Teslę z użyciem nazwy Model E groźbą pozwu sądowego. Zdenerwowało to Muska bez reszty, bo zwyczajnie nie widział sensu we wprowadzaniu klientów w błąd poprzez nazywanie mianem “Modeli” pojazdów dwóch różnych firm. 

Elon postanowił jednak nadal realizować swój tajemniczy cel nazywania samochodów Tesli, który finalnie miał przyjąć postać Modelu S, E, X, Y. Wiecie już, do czego to miało zmierzać? Samochody elektryczne Tesli po prostu miały być seksowne nawet z nazwy, ale przez Forda się to nie udało. Po Modelu S zadebiutował więc Model X, a po nim Model 3, czyli dzierżawca czegoś w rodzaju “odwróconego E” i tak też powstał skrót S3X, którego uzupełniło “Y” po niedawnym debiucie Modelu Y. 

Co z kolei widzimy na spodenkach Tesli? Wielki złoty napis “S3XY” na pośladkach, który właśnie odwołuje się do oferty producenta. Teraz więc o tych unikalnych szortach wiecie wszystko i nic nie stoi na przeszkodzie, żebyście tę wiedzę spożytkowali, chwaląc się przykładowo przed znajomymi.