Jeśli szukacie nowej podkładki lub mouse bungee, to dobrze trafiliście. Dziś mam dla Was mały zestaw od Lioncasta, w którym znalazło się bungee MB10 oraz trzy podkładki – Hyperion, Buff oraz Conquer. Na pytanie, czy są warte swojej ceny, postaram się poniżej odpowiedzieć. 

Czytaj też: Test klawiatury Genesis Thor 300

Jak zapewne wiecie, myszka jest tą królową w zbiorku peryferiów komputerowych, od której zależy wszystko – wygoda pracy i precyzja w grach. Dlatego też trzeba zadbać o to, żeby w swojej pracy miała możliwie najlepsze warunki. O to możemy się postarać na dwa sposoby, a mianowicie dobór dobrej podkładki oraz mouse bungee, aby okiełznać niesforny przewód.

Lioncast Hyperion Black Edition

Jeśli poszukujecie akurat niewielkiej podkładki, bo wiele Wam nie trzeba, to Lioncast ma do zaoferowania model Hyperion o wymiarach 25 x 21 cm. To naprawdę niewiele – nieco więcej, niż kartka z zeszytu. Jak jednak na myszkę z wysoką czułością, wystarczająco, choć i tak czuję, że tego typu modele są wybierane wyłącznie z myślą o mobilności w laptopowej torbie.

Podkładka Hyperion jest możliwie najprostszą, jaką można dorwać na rynku z przyzwoitym wykonaniem. Są więc dwie warstwy – jedna gumowa, która nie pozwala poruszyć się jej na biurku oraz ta tekstylna z gęstym „ubiciem” włókien, dbająca o płynność ruchu i precyzje myszki. Całość jest po prostu czarna, choć w prawym dolnym rogu znajdziemy logo i nazwę producenta. Niestety to tylko wprasowana w strukturę guma słabej jakości.

Hyperionowi nie wróżę też tego, że wytrzyma długo przy intensywnym użytkowaniu. Nie raz i nie dwa w podkładkach bez obszycia brzegów guma zaczynała się zwyczajnie kruszyć po kilku miesiącach. Osobiście nie wyceniłbym jej na więcej, niż te 20 złotych, ale w sklepach w sieci jest dostępna dopiero za 42 zł. Dlatego też daje jej po prostu “tak”, bo coś czuję, że w stacjonarnych sklepach można ją dorwać znacznie taniej, a w sieci niska dostępność robi swoje.

Lioncast Buff

Wchodzimy już na teren podkładek materiałowych o klasę wyżej. Buff od Lioncasta nawet przy pierwszym kontakcie sprawia wrażenie czegoś solidnego i to nie tylko przez wykonanie, ale też swój rozmiar – 40 x 30 cm. Taka powierzchnia jest zdecydowanie wystarczająca, jeśli mowa wyłącznie o myszce, ale to nie koniec dobrych wiadomości na temat tego modelu.

W porównaniu do powyższego Hyperiona tutaj materiał na wierzchu jest przyjemniejszy w dotyku, choć równie gęsto uprzędzony. Zapewnia to gładkość ślizgu oraz znacznie płynniejsze ruchy z zachowaniem wysokiej precyzji myszki. Na spodzie znalazł się po raz kolejny gumowy materiał, który ponownie zapewnia tak wysoką antypoślizgowość, że na blacie podkładka nie ma prawa się poruszyć.

W Buff widzimy już znacznie lepszą dbałość o szczegóły i trwałość. Logo i nazwa producenta zostały wyszyte białą włóczką (albo po prostu wybielone), a krawędzie zostały zabezpieczone solidnym obszyciem materiałowym, który zaczyna się na materiałowej warstwie i kończy na gumowej, trzymając obie warstwy w ryzach. Cena? Zaledwie 40 złotych i to jest dobra cena, jak za taką podkładkę.

Lioncast Conquer

Całe trio podkładek od Lioncasta dopina model Conquer. Osobiście uważam, że najciekawszy. Czerpie on garściami z modelu Buff i nie ma w tym nic złego, choć chciałoby się jakiegoś delikatnego wyróżnika. Wyróżnia go jednak zdecydowanie rozmiar – 79,5 x 34,5 cm sprawia, że położymy na niej zarówno myszkę, jak i klawiaturę. Ba, Lioncast postarał się nawet o specjalnie poszerzenie tej części „na myszkę”. Zapewniając dodatkowe dwa centymetry w kwestii wysokości.

Tutaj cena sięga już 80 zł, co wydaje się przyzwoitą wyceną, jak na świetnie wykonaną podkładkę z markowej firmy.

[nextpage title=”Mouse bungee LB10″]

Lioncast LB10

Łatwo można zauważyć, że Lioncast swoje produkty oznacza dosyć prosto. “10”, to te najprostsze i najtańsze modele, a wszystko powyżej oferuje więcej bajerów i lepsze wykonanie. Dlatego też nie oczekiwałem wiele od MB10 i w sumie dobrze, bo przynajmniej się nie zawiodłem. Design tego mouse bungee jest naprawdę wątpliwy, ale to już musicie ocenić sami:

Całość buduje tworzywo sztuczne w przeróżnych wydaniach, ale najważniejsze jest to, że wysięgnik na przewód jest wykonany z gumy z rowkiem na środku, a na spodzie znajdziemy trzy antypoślizgowe pady. Te nie zapewniają 100% przyczepności, ale raczej będziecie się musieli postarać, żeby przesunąć ten model niecelowo.

Wyróżnia go jednak obecność sporego, bo aż 4-portowego hubu USB 2.0, po którym nie wyczułem, aby wpływał zauważalnie na działanie np. myszy. Dwa porty znalazły się z przodu (nad nimi dwie diody sygnalizują podpięcie) , czekając np. na pendrive, a dwa pozostałe dodano po bokach, jako idealne miejsce dla przewodu klawiatury, czy słuchawek USB. Jednak naprawdę boli mnie dodatek przewodu, jaki Lioncast zastosował. Ten wygląda jak coś, co przed laty służyło do podłączania starego sprzętu audio… po prostu bezguście i to totalne.

Plus (jako-tako) leci z kolei za dodatek podświetlenia, choć wyłącznie w kolorze niebieskim. Na całe szczęście można go dezaktywować za sprawą przycisku on/off na spodzie. Jak na około 60 złotych MB10 źle nie wypada, ale coś czuję, że nie wszystkim wpadnie w gust.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej