WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Testy

Test kierownicy Genesis Seaborg 350

Zapewne każdy miłośnik gier wyścigowych chciał przerzucić się z myszki i klawiatury lub kontrolera na kierownicę z pedałami. Jakościowe zestawy nie są jednak tanie, ale Genesis ma na to rozwiązanie swoim modelem Seaborg 350.

Pudełko i dołączone wyposażenie

Kierownica Seaborg 350 od Genesis dociera do nas w sporym, charakterystycznym zresztą dla tej marki pudle, w którym znajdziemy cztery najważniejsze elementy.

Oprócz instrukcji obsługi czeka na nas zabezpieczona kierownica, zestaw dwóch pedałów (hamulec i gaz) oraz system montażowy z widełkami i prostą śrubą. Tworzywo sztuczne jest tutaj wszechobecne. 

Najważniejsze cechy Seaborg 350

  • Wymiary: 280 x 270 x 315 mm
  • Średnica kierownicy: 10 cali
  • Waga: 1600 gramów
  • 15 przycisków
  • 8-kierunkowy D-PAD
  • Łopatki zmiany biegów
  • Dźwignia zmiany biegów
  • Dwa silniki wibrujące
  • Pedał gazu i hamulca
  • Port USB 2.0 i RJ-11 (do dołączonych pedałów)
  • 200-centymetrowy przewód USB
  • Montaż na 6 przyssawek i śrubę

Zabawa z Seaborg 350

Kierownica Genesisa na pierwszy rzut oka sprawia przyjemne wrażenie, choć dla codziennych kierowców zdecydowanie będzie za mała. Całość została wykonana z twardego plastiku o dobrej, ale nie fenomenalnej jakości, a szkoda, bo lepsze (przede wszystkim bardziej matowe i przyjemne w dotyku) tworzywo sztuczne na samej kierownicy byłoby wręcz wskazane. Przynajmniej dodatek gumy na lwiej prawej i lewej części zapewnia temu modelowi nieco więcej wygody.

Ważne jest jednak to, że Seaborg 350 sprawia wrażenie solidnej, a łączenia wielu elementów zostały wykonane poprawnie… choć osobiście uważam, że są zbyt widoczne. 

Pod kątem samego wyglądu jest również przeciętnie. Ot połączenie czarnego i niebieskiego z “karbonowym wykończeniem” na korpusie, czyli po prostu odpowiednio ozdobionym plastiku. Dziełem sztuki bym tego nie nazwał, a do mojego stonowanego stanowiska Seaborg 350 pasuje, jak pięść do oka, ale jak na gadżet dla dzieciaka/nastolatka designersko spisze się idealnie. 

Do zamontowania kierownicy potrzebujemy tylko kawałka podłogi i blatu. Na podłogę zrzucamy dołączoną podstawkę z dwoma pedałami (gaz i hamulec/tył) a do blatu przykręcamy prostym mechanizmem całość. Za stabilność odpowiada jednak nie tylko dołączona w zestawie śruba, ale też sześć przyssawek i rzeczywiście – przesuwania się Seaborg 350 podczas zabawy nie da się uświadczyć, bo całość pewnie spoczywa na blacie. Podobnie jest z samymi pedałami, ale w mniejszym stopniu, ponieważ kilka antypoślizgowych podkładek nie jest w stanie aż tak dobrze zniwelować niskiej wagi całości. 

Jeśli o wyposażenie kierownicy idzie, Genesis postarał się o tradycyjny zestaw przełączników rodem z kontrolera. Mowa więc o obecności D-Pada, zestawu przycisków Y, B, A, X, duecie przycisków pod kciukami, parze łopatek, niewielkiej dźwigni oraz funkcyjnych przycisków Share, Home i Options. Nic dziwnego, patrząc po tym, że Seaborg 350 jest kompatybilny z konsolami obecnej i poprzedniej generacji, PCtem, a nawet Nintendo Switchem. 

Seaborg 350 w praktyce

Po ustawieniu sprzętu pozostaje nam podpięcie pedałów do kierownicy wtykiem RJ-11 oraz samej kierownicy do komputera, czy konsoli. Cała reszta odbywa się z automatu, a my możemy korzystać z dobrodziejstw tej propozycji Genesisa już po odpaleniu jakiejś gry wyścigowej. Osobiście przetestowałem sześć tytułów i z żadnym nie występowały nawet najmniejsze problemy, więc w tej kwestii możecie spać spokojnie. 

Tak naprawdę Seaborg 350 był moją pierwszą kierownicą, z którą spędziłem dłuższą chwilę, bo – uwaga – niespecjalnie przepadam za grami wyścigowymi. Oceniam więc ją okiem laika i w sumie to dobrze, bo nie będę zbyt surowy dla tego modelu z niskiej półki kierownic. 

Finalne wrażenia? Propozycja Genesisa sprawdziła się dobrze. Spodobała mi się praca łopatek i gałki zmiany biegów, stabilność całości i banalne ogarnięcie całości. Doszedłem przy tym do wniosku, że łożysku kierownicy przydałaby się nieco lepsza kultura pracy, bo choć sprawia przyjemny opór i ładnie “odbija”, to nieco chybota się “na boki”, co niszczy nieco feeling z zabawy. 

To jednak nie koniec, bo przyciski Y, B, A oraz X okazały się okropnie toporne w użyciu, ponieważ ktoś wpadł na świetny pomysł zintegrowania ich w formie jednego, 4-kierunkowego przycisku. Wynik? Od czasu do czasu wciśniemy zły przycisk (najczęściej B myliło się z A) i niestety przynajmniej dla mnie nie była to kwestia przyzwyczajenia. 

Kilka słów należy się również pedałom. Te działają bez zarzutu i posiadają przyjemną drogę pracy i czułość, ale jak na moje stopy były po prostu za łagodne, co utrudniało dokładne narzucanie mocy. Fajny dodatek? Zdecydowanie wspomniane silniki, które wrzucają na pokład wibracje w momentach, kiedy za bardzo rozkręcamy silnik albo zaliczamy barierki. 

Podsumowanie

Koniec końców muszę przyznać, że krótki, bo kilkugodzinny romans z Seaborg 350 zdecydowanie należał do tych przygód, o których nie chce się zapomnieć. Chociaż mam pewność, że do gier wyścigowych nastawienia nigdy nie zmienię, to teraz wiem, że do testów kierownic będę podchodził ze znacznie większym entuzjazmem. 

Co tu więc dużo mówić, jeśli pragniecie sprawdzić, czy kierownica okaże się dla Was świetnym dodatkiem do zabawy w wirtualnym świecie, to Seaborg 350 za 250 złotych powinna sprostać Waszym wymaganiom. Wydaje mi się bowiem, że tego typu modele są idealne na rozpoczęcie przygody i ewentualne przejście na wyższą półkę sprzętową, kiedy tylko nadarzy się okazja. 

Warto jednak zaznaczyć, że na rynku jest dostępny praktycznie identyczny model (Seaborg 300), ale tańszy o 50 zł i kompatybilny wyłącznie z komputerami osobistymi. Jednak dla modelu Seaborg 350 i tak leci polecenie, bo zdecydowanie jest klasę wyżej od najtańszych kierownic na rynku (za 100-150 zł).