Niewiele jest w stanie zaskoczyć mnie już na rynku klawiatur, ale jednak producent Redragon tego dokonał. Jesteście ciekawi, czym zaintrygował mnie model Kala K557?

Czytaj też: Test klawiatury Asus Strix Tactic Pro

Pudełko i dołączone wyposażenie

Karton, w którym otrzymujemy model Kala, nie nastraja nas zbyt pozytywnie i w sumie nie musi, bo robi to samo wyposażenie. Oprócz – rzecz jasna – klawiatury, instrukcji oraz karty gwarancyjnej znajdziemy w pudle również kluczyk do zdejmowania nakładek na przełączniki oraz dodatkowy metalowy ściągacz przełączników. Właśnie tak! Przełączników.

Nic w tym dziwnego, bo w zestawie znajdziemy również osiem dodatkowych switchów od Outemu – czarne, brązowe, czerwone i niebieskie. Największy problem? Jakość obu kluczy, które wręcz łamią się nam w rękach.

Najważniejsze cechy Redragon Kala K557

  • Klawiatura pełnowymiarowa
  • Materiał: tworzywo sztuczne i aluminium
  • Przełączniki: Outemu Blue
  • Wymiary: 43.68 x 17.22 x 3.81 cm
  • Waga: 1270 gramów
  • 150-centymetrowy przewód USB w materiałowym oplocie
  • Podświetlenie RGB
  • Wsparcie aplikacji
  • Przyciski multimedialne
  • Anti-Ghosting
  • Gwarancja: 2 lata

Materiały, design i wykonanie

RedDragon w modelu Kala nie zaszalał z designem. Ot walnął prostopadłą praktycznie bryłę, którą w delikatnym tylko stopniu poszerzył „w dół” na krawędziach i ustawił pod kątem tak, aby zniżała się nam przy nadgarstkach. Typowe rozwiązanie, ale poprawia ergonomię, więc nie widzę w tym nic złego. Podoba mi się również zastosowanie aluminiowej pokrywy w czarnym kolorze, która trzyma w ryzach przełączniki. W sumie spotykane rozwiązanie, ale to nie oznacza, że producenci się do niego przyzwyczaili.

Resztę klawiatury buduje tak naprawdę tworzywo sztuczne. Na bokach i dolnej pokrywie  nieco chropowate, a w czymś, co nieudolnie przypomina podkładkę pod nadgarstki kompletnie śliskie. Na całe szczęście tej wątpliwej zawsze jakości dodatek zyskał na wyglądzie i „uczuciu dotyku” za sprawą gęstej faktury w czymś w rodzaju niewielkich kółeczek. Wygląda to z pewnością lepiej, niż brzmi.

Na spodzie całość dopełniają podkładki antypoślizgowe na dole i solidne „nóżki” na górze z gumową nakładką. Ich rozłożenie naprawdę wymaga całkiem sporo siły, ale nic w tym złego – przynajmniej same nie składają się przy lekkim poruszeniu klawiatury. A i tego tak łatwo nie dokonacie, bo spora waga w połączeniu z dwoma parami gumowych wykończeń bardzo dobrze wpływa na stabilność… o ile korzystanie z blatu i nie trzymacie klawiatury na podkładce materiałowej.

W przypadku tej klawiatury zaskoczyło mnie wykonanie nakładek na przełączniki, czyli keycapów. Te są oczywiście z plastiku, zostały wyprofilowane w formę dolinek na środku i powstały zgodnie z techniką dual injection, dbającą o żywotność czcionki za sprawą dwóch warstw (mlecznej i czarnej), w których laserowo wycina się czcionkę, ale to już praktycznie powszechna praktyka. Ciekawe jest to, że każdy z boków klawiszy jest plastikiem typu „glossy”, co oznacza tyle, że odbija światło. Efekt? Złudny, ale widoczny, bo ogranicza się do lepiej podświetlonych obszarów pomiędzy klawiszami.

Nie mogę też pominąć samego procesu wymiany przełącznika. Spróbowałem. Udało mi się, ale przy okazji trochę się sfrustruowałem. Dołączone narzędzia są naprawdę miernej jakości i tak elastyczne, że wyginały się pod jakąkolwiek siłą. Procedura wymiany przełącznika również jest dziwaczna – raz udało mi się to bez większego problemu, a za drugim podejściem po prostu złamałem przełącznik. Ważne jest jednak to, że klienci są w stanie wyposażyć model Kala w aż cztery rodzaje przełączników mechanicznych, co może okazać się świetnym wyborem na start swojej mechanicznej przygody.

Oprogramowanie

Oficjalnie to pierwszy raz, kiedy musiałem poddać się w tak prostej aplikacji. Nie wiem, czy to ze mną jest problem, czy może ktoś wpadł na świetny pomysł ukrywania opcji, ale jedyne, co można zrobić w dołączonej aplikacji, to wybrać efekt podświetlenia i kolor z zakresu RGB oraz nagrać makro. Jak je podpiąć albo jak zmienić funkcję klawisza? Mnie nie pytajcie. Tutaj poległem:

System podświetlenia

Szczerze mówiąc, zastosowane diody robią naprawdę świetne wrażenie za sprawą wspomnianego wyżej patentu z keycapami. Kolorom oczywiście daleko do ich odpowiedników, które wybieramy w oprogramowaniu, ale źle nie jest, a na dodatek możemy wybrać masę efektów i poziom jasności na czterech poziomach.

Laserowo wycinana czcionka również świetnie przepuszcza światło, choć co do wyglądu przycisku Tab i Capslock mam pewne wątpliwości – wyglądają tak, jakby komuś omsknęła się ręka w kreatorze i podbił przez przypadek wielkość czcionki. Szczegóły, jak to szczegóły – dla wielu nieistotne, ale od czego macie takich, jak ja? Dzięki nam zaczniecie zwracać więcej uwagi na nieważne w ogóle szczegóły.

Test przełączników

I tutaj Redragon Kala K557 niestety polega… ale zależy, jak podchodzicie do kwestii mechanicznych klawiatur. Jeśli jesteście koneserami kliku, którzy „na REDach nic nie napiszą, a na Blue nie mogą grać”, to nie wiem, co tutaj jeszcze robicie, ale jeśli tak wyczuleni nie jesteście, to zastosowane w tym modelu przełączniki Outemu aż tak Was nie będą dręczyć.

Ich wersja Blue ewidentnie odstaje od rozwiązań Cherry MX i Kailh, ale „grać i pisać się da”, więc źle nie jest. Zwłaszcza że klawiatura Kala wygląda w moich oczach, jak po prostu plac zabaw dla tych, którzy odkrywają świat mechanicznych modeli. Przy jednej klawiaturze mogą sprawdzić wersję czarną, brązową, czerwoną i niebieską, więc za to leci wielki plus. Gdyby tak jednak producent postarał się o więcej przełączników od innych producentów…

Czytaj też: Test klawiatury Mad Dog GK900

Podsumowanie

Powiedzmy sobie szczerze, jak wielu z Was kojarzy markę Redragon? Mam wrażenie, że naprawdę nieliczni, bo umówmy się, że trudno pamiętać chińskie Eastern Times Technology, które jest jednak na rynku od ponad 20 lat. W swojej ofercie firma ma dosyć niszowe modele, które tym topowym od Logitecha, Roccata, czy SteelSeries nie dorównują, ale przynajmniej wie, gdzie jest jej miejsce, wyceniając model Kala K557 na około 230 złotych.

Żeby była jasność – to dużo, a za mniej dostaniecie modele TKL z jednobarwnym podświetleniem i lepszymi przełącznikami, więc to od Was zależy decyzja zakupu, bo nie – Kala modelem „must have” nie jest. Oferuje jednak bardzo dobre podświetlenie RGB, dosyć nietypowy design, trwałą obudowę i wspomniany kilka razy zestaw wymiennych keycapów, więc zdecydowanie znajdzie swoją niszę na rynku. Osobiście czekam więc na kolejne modele Redragon… ale z nieco większym polotem. Tak czy inaczej, daje temu modelowi „Tak”!

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej