Test Logitech Pro Superlight. Mysz za 650 złotych, o której można zapomnieć

Test Logitech Pro Superlight, Test mysz Logitech Pro Superlight, Test Pro Superlight, Pro Superlight, mysz Pro Superlight, Logitech Pro Superlight,

Oferta marki Logitech G wzbogaciła się o nową najdroższą myszkę i jak możecie się spodziewać, to ją biorę dziś pod lupę. Zapraszam więc na test Logitech Pro Superlight za całe 649 złotych. 

Pudełko i dołączone wyposażenie

Solidny karton zwiastował solidne wyposażenie i rzeczywiście taki też jest cały zestaw myszki Logitech Pro Superlight, która już samym opakowaniem mówi o sobie, że jest z górnej półki. Pomijając szereg papierków i naklejkę, Logitech dorzucił do zestawu wymienną zaślepkę ze ślizgaczem, cztery gumowe panele do przyklejenia na obudowę, ściereczkę do czyszczenia myszki (w domyśle przed naklejeniem wspomnianych wstawek) i nieoddzowne trio bezprzewodowej technologii LightSpeed.

Mowa o przewodzie microUSB do ładowania zakończonego „widełkami”, przedłużaczu zasięgu i samego odbiornika USB-A Lightspeed do wpięcia w komputer. Nikt oczywiście nie zmusza Was do korzystania z tego przedłużacza, ale kiedy dystans od myszki do komputera jest zbyt długi, to warto się nim zainteresować. Poniższy test był jednak realizowany bez niego, jako zbyt wiele narzekania można usłyszeć, kiedy technologię bezprzewodową i tak zmusza się do działania za pośrednictwem przewodu. 


Czytaj też:
 Test myszki Mountain Makalu 67 White. Pierwszy raz sensora PAW3370
Czytaj też: Test bezprzewodowej myszki SteelSeries Rival 3 Wireless
Czytaj też: Test myszki HyperX Pulsefire Haste. Cudo niczym piórko

Najważniejsze cechy 

  • Sensor optyczny HERO
  • Czułość na 5 poziomach od 100 do 25600 DPI (przeskoki co 50 jednostek)
  • Waga: poniżej 63 gramów
  • Wymiary: 125 x 63,5 x 40 mm
  • Materiał: matowe tworzywo sztuczne
  • Przełączniki główne: Logitech z metalową sprężyną
  • Liczba przycisków:  4 + rolka 
  • Ślizgacze z teflonu
  • Interfejs: Lightspeed lub przewodowo
  • Odświeżanie USB: 125, 250, 500 i 1000 Hz
  • Podświetlenie: brak
  • Dedykowane oprogramowanie
  • Wbudowana pamięć
  • 32-bitowy mikroprocesor ARM
  • Bateria o żywotności do 70 godzin stałego ruchu
  • Gwarancja: 2 lata
  • Cena producenta: 649 zł

Design, materiały i wykonanie

Z moją przygodą z Logitech Pro Superlight jest związana pewna może nawet zabawna historyjka, bo kiedy tylko ta myszka wpadła do mnie na test, zrealizowałem dla niej małą sesję zdjęciową, podpiąłem do komputera, ustawiłem i… totalnie o niej zapomniałem na dobry miesiąc. Z tyłu głowy wprawdzie miałem ciągle to, że z niej korzystam, ale jakoś tak nie poświęcałem jej szczególnej uwagi w ciągu dnia pracy i chwilach grania. Wiecie co? Uważam to za ogromny plus. 

Jestem pewny, że wielu nie zobaczy w myszce Pro Superlight modelu za 649 złotych i nic dziwnego. Ta mysz wygląda bowiem szalenie prosto, skromnie wręcz, a w białej wersji kolorystycznej iście niewinnie. Całość budują głównie cztery elementy, wśród których wyróżnimy skrzydełka na głównych przyciskach, podstawę i panele boczne połączone z grzbietem, co zapewniło myszce szalenie „czysty” wygląd bez zbędnych łączeń. Chociaż wszystko buduje tylko matowy plastik bez domieszki gumy, to i tak zapewnia modelowi świetne wrażenia dotykowe i niebywałą pewność chwytu. 

Jako mysz symetryczna, Pro Superlight jest jednak kierowana do użytkowników praworęcznych, patrząc po umiejscowieniu przycisków bocznych i żłobieniu na prawym panelu bocznym. O skromnych, acz przemyślanych kształtach modelu można się zresztą wypowiadać tylko pozytywnie, bo w tradycyjnym formacie Logitech postarał się o niebywale ważną, ale subtelną „półeczkę” na palec z boku, czy praktycznie niezauważalnie wyżłobione główne skrzydełka myszy, dzięki którym zawsze kładziemy palec dokładnie tam, gdzie powinniśmy, czyli tuż nad przełącznikiem. 

Test Logitech Pro Superlight. Mysz za 650 złotych, o której można zapomnieć

Pod kątem wyglądu skromność Pro Superlight przejawia się również w braku jakiegokolwiek podświetlenia (za to kocham tę lekką mysz) i jedynie srebrnym logo firmy (grzbiet) oraz nazwie modelu (prawy bok). Brak przycisku funkcyjnego tuż nad rolą sprawił, że ta jest płynnie wpuszczona między klawisze, co również jest dosyć niespotykane. Warto wspomnieć również o niewielkiej dziurce na szczycie myszki, która jest w rzeczywistości diodą informującą nas głównie o stanie baterii. Tą ładujemy poprzez złącze microUSB na przodzie myszki. 

Na spodzie Pro Superlight znajdziemy tradycyjny duet, czyli wyjście centralnie umieszczonego sensora i ślizgaczy, które dopełnia solidny przełącznik on/off. Nie można jednak zapomnieć również o zaślepce na magnesy, zakrywającej miejsce na odbiornik USB, która siedzi pewnie w obudowie. Z kolei teflonowe trzy ślizgacze można uzupełnić dodatkowym w formie zamiennej zaślepki i od razu zaznaczam, że te ślizgacze są naprawdę podatne na uszkodzenia w postaci np. zadrapań paznokciem. Jednak w przypadku jeżdżenia po biurku sprawdzą się 

Pomimo szalenie niskiej wagi rzędu 63 gramów, cała obudowa myszy sprawia wrażenie wytrzymałej, a świetne spasowanie elementów tylko to podkreśla. Finalnie jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to sam dźwięk, który mysz wydaje podczas stukania (do posłuchania poniżej w teście przycisków). Swoją drogą, Pro Superlight jest świetnym modelem dla każdego, kto dba o środowisko, bo Logitech zapewnia, że model ten powstał przy zerowej emisji dwutlenku węgla.

Ergonomiczność

Jeśli pamiętacie, jak na początku testu wspomniałem, że o Pro Superlight wręcz zapomniałem, kiedy znalazła się na moim biurku? W przypadku oceny wygody, jaką zapewnia, jest to wręcz idealne potwierdzenie, że ma do zaoferowania naprawdę, ale to naprawdę wysoki poziom ergonomii i to do tego stopnia, że pozwala nam wręcz o sobie zapomnieć.

Test Logitech Pro Superlight. Mysz za 650 złotych, o której można zapomnieć

Co tu jednak mówić, szalenie niska waga rzędu 63 gramów w połączeniu z trybem bezprzewodowym i kultowym wręcz, ale inteligentnie wzbogaconym kształtem oraz świetnym wykonaniem, to mieszanka skazana na sukces. Dodatkowo wzbogaca ją wzorowe wyważenie całości oraz zaokrąglone na krawędziach ślizgacze, które dbają o płynny, leciutki ruch po podkładce.

Test przycisków Logitech

Jeśli o główne przełączniki idzie, to wiemy, że… nic nie wiemy. To jakieś autorskie rozwiązanie Logitecha, korzystające dodatkowo z metalowej sprężyny, zapewniającej zapewne lepsze odbicie, więc i wyższą responsywność. W praktyce te przełączniki razem z oddzielonymi od reszty obudowy skrzydełkami sprawdzają się zgodnie z oczekiwaniem, czyli fenomenalnie, działając spójnie i konsekwentnie na całej powierzchni dolnej partii skrzydełek. 

Test Logitech Pro Superlight. Mysz za 650 złotych, o której można zapomnieć

Zdecydowanie można się pokusić o stwierdzenie, że w pewnym sensie są wyjątkowe, a to przez przyjemne działanie jakby w trzech krokach na nieco ponad dwóch milimetrach. Pierwszy milimetr stanowi przyjemny opór tuż przed aktywacją przełącznika, która posuwa skrzydełko zero-jedynkowo o kolejny milimetr i pozostawia jeszcze dziesiąte części milimetra na „dobicie” skrzydełkiem do obudowy. Oczywiście w praktyce i ferworze walki nie wyczuwamy tak dokładnie jego działania, więc powiem tylko jedno – nie zawiedziecie się. 

Podobne pod względem charakteru, ale bardziej subtelne działają smukłe przyciski boczne, działające nawet lepiej, niż przełączniki główne myszek ze średniego segmentu, a całość dopełnia rolka, o której trudno powiedzieć coś szczególnego. Scrolluje się nią przyjemnie, wyczuwając każdy kolejny solidny skok łożyska w zupełnej ciszy, choć kiedy zaczniemy pracować z nią nieco ostrzej, zacznie wydawać z siebie głośniejszy dźwięk. 

Oprogramowanie i bateria

Centrum dowodzenia myszką Logitech Pro Superlight zamyka się w Logitech G Hub, które po włączeniu wita nas głównym menu z ustawieniami, podglądem kompatybilnego sprzętu i możliwością podglądnięcia zainstalowanych gier, profili, makr, czy aplikacji (Overwolf, Discord, OBS), z którymi Logitech postarał się o większą kompatybilność.

Test Logitech Pro Superlight. Mysz za 650 złotych, o której można zapomnieć

Przechodząc do samej myszki, mamy do dyspozycji tylko dwie główne zakładki. Pierwsza dotyczy przypisywań funkcji do poszczególnych przycisków oraz nagrywania makr. Tutaj Logitech postarał się o wszystko to, co najważniejsze, a nawet nieco „ponad to” za sprawą trybu G-Shift. 

Ostatnia zakładka, to już zabawa z sensorem, a więc możliwość wybrania pięciu poziomów czułości od 100 do 25600 DPI, między którymi przełączamy się wyłącznie w aplikacji albo po przypisaniu tej funkcji do jednego z przycisku. Nie zabrakło też możliwości ustawienia częstotliwości odświeżania sygnału z tradycyjnym pułapem 125, 250, 500 i 1000 Hz, który znacząco wpływa na zużycie baterii, jako że ustawienie 125 Hz zamiast 1000 Hz wydłuża jej żywotność „na papierze” aż dwukrotnie, bo do ponad 140 godzin. 

Test Logitech Pro Superlight. Mysz za 650 złotych, o której można zapomnieć

Nie ma co jednak się przejmować ładowaniem myszy, bo ta działą nawet w trybie przewodowym, podczas którego wystarczy jej nieco ponad 110 minut, aby naładować się do pełna. W moim przypadku Pro Superlight w mieszanym cyklu praca/granie wytrzymała całe 20 dni z 1000 Hz odświeżaniem przy używaniu przez jakieś 10 godzin dziennie.

Test sensora Logitech HERO

Autorski sensor HERO marki Logitech, jak to zawsze z autorskimi sensorami bywa, na papierze wygląda, jak ideał. Jak jednak jest w rzeczywistości? Jako że mysz Pro Superlight oferuje zarówno działanie bezprzewodowe Lightspeed, jak i przewodowe za sprawą dołączonego przewodu, zdecydowałem się podzielić wyniki zależnie od trybu w myśl testów.

Tryb bezprzewodowy

Tryb przewodowy

Jak możecie zauważyć powyżej, tryb przewodowy nadal przewyższa tryb bezprzewodowy, który choć w przypadku technologii Lightspeed sprawdza się wzorowo „na oko”, nigdy nie zaliczając ścinki, czy wtopy, to już program jasno wskazuje, że przy zwłaszcza szybkich ruchach sygnał nieco się „zatraca”. 

Patrząc na wyniki powyższych sprawdzianów, bez względu na tryb pracy, Logitech Pro Superlight wykazuje i tak fenomenalną precyzję do poziomu około 4800 DPI. Powyżej sprawy zaczynają już się komplikować, ale na pozostałych frontach szalenie dobry feeling optyczny, wysoka prędkość maksymalna i LOD na poziomie ~1,2 mm robią swoje, sprawiając, że Pro Superlight jest jedną z najprecyzyjniejszych myszy. 

Podsumowanie Logitech Pro Superlight

Jako mysz za całe 650 złotych, a umówmy się, że to cena, za jaką zagwarantujemy sobie świetny dysk NVMe, a nawet płytę główną, Logitech Pro Superlight, to wyjątkowy model i to jeden z tych, które zapamiętam na długo. Producent sięgnął po tradycję i ją ulepszył, a na dodatek w dbałości o niską wagę, podrzucił dodatek podświetlenia RGB, co w sumie nie zdarza się często, będąc jednym z najbardziej irracjonalnych kwestii w modelach typu „waga ponad wszystko”. 

Test Logitech Pro Superlight. Mysz za 650 złotych, o której można zapomnieć

Pro Superlight, to przede wszystkim topowe wykonanie, wzorowa precyzja i elementy składowe, jak również wsparcie solidnej aplikacji, bogate wyposażenie, wytrzymała bateria oraz możliwość pracy zarówno przewodowo, jak i bezprzewodowo. 

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News