WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Testy

Test mikrofonu gamingowego Trust Fyru

Najpierw solidny zestaw słuchawkowy Zamak, a teraz prezentujący równie wysoki poziom mikrofon pojemnościowy GXT 258, zwany szerzej, jako Fyru? Nie powiem, Trust zyskuje moje uznanie w drodze do walki w wyższym segmencie cenowym.

Pudełko i dołączone wyposażenie

Jak to na mikrofon przystało, znajdujemy go w solidnym kartonie utrzymanym w stylu producenta. Wewnątrz czeka na nas przewód USB-A/USB-C, główna część mikrofonu, trójnożna podstawka, śruba mocująca, naklejka oraz dawka papierologii. 

Najważniejsze cechy

  • Ogólne 
    • Wymiary: 183x63x74 mm
    • Waga: 626 gramów
    • Materiał: metal
    • Przewód: 180 cm USB-A/USB-C w materiałowym oplocie
  • Przetworniki pojemnościowe:
    • Impedancja: 32 Ohm
    • Czułość: -36 dB
    • Pasmo przenoszenia: 30 – 18000 Hz
    • Próbkowanie: 48 kHz 16 bit
    • Nagrywanie w kilku trybach

Design, materiały i wykonanie 

Co tu dużo mówić, Trust poszedł na całość w przypadku mikrofonu Fyru nie oszczędzając na materiale i łącząc go ze stonowanym, ale jednocześnie ciekawym designie. Metal znalazł się na trójnożnej podstawie i okalającej przetworniki z wewnętrznym pop-filtrem siatce, podczas gdy dobrej jakości, matowe tworzywo sztuczne trafiło na przełączniki, pokrętła i sam korpus.

Pod kątem oferowanych funkcji i dodatków model Fyru sprawia bardzo dobre wrażenie. Zaczynając od dołu, jedno z ramion posiada regulację na śrubę, dzięki czemu możemy łatwiej ustawić mikrofon tak, aby zbierał to, na czym najbardziej nam zależy. W samej podstawie to jednak nie koniec przyjemności, bo tą jest również niewielka wnęka na odprowadzenie przewodu USB. Niby nic, a i tak przydatne. 

Jeśli już przy przewodzie jesteśmy, to w grę wchodzi 180-cm w nylonowym oplocie. Dzięki postawieniu na złącze USB Fyru zapewnił sobie szeroką kompatybilność i prostotę użytkowania, a na dodatek zaoferował nowoczesne USB typu C, więc leci plus. 

Na spodzie mikrofonu jest też gwint mocujący oraz przycisk do zmiany podświetlenia. To zresztą jest ciekawe, bo sprowadza się do pięciu diod u podstawy mikrofonu i pięciu na jego szczycie. Jeśli jednak nie lubicie specjalnie jasnego podświetlenia (dostępne: biały, żółty, fioletowy, zielony, niebieski), to przytrzymanie przycisku go dezaktywuje. Szkoda że nie całkowicie, bo przycisk MODE na samej górze zawsze się świeci. 

Jego naciśnięcie zmienia tryby zbierania dźwięku przez mikrofon, o których porozmawiamy w ocenie nagrań. Ważne jest teraz to, że każda zmiana trybu jest sygnalizowana przez odpowiednio rozświetlone diody na samej górze. Ciekawe rozwiązanie, nie powiem.

Całość dopełnia front Fyru, a więc para pokręteł oraz port jack 3,5 mm. Pierwsze pokrętło z góry odpowiada za czułość mikrofonu (jego wciśnięcie go dezaktywuje, zmieniając kolor podświetlenia na czerwony), a drugie głośność odsłuchu w czasie rzeczywistym, o ile zdecydujemy się na podpięcie słuchawek do wspomnianego portu. 

Podsumowując, pod kątem wykonania Trust odwalił kawał dobrej roboty przy mikrofonie Fyru. Zastrzeżenia? Niewielkie, ale jednak, bo chciałbym przede wszystkim możliwości przyćmienia podświetlenia. Diody są po prostu za ostre, a te ukryte głębi nie wyglądają najlepiej, kiedy spojrzy się na mikrofon “z góry”. 

Jakość nagrywanego dźwięku 

Tradycyjnie rozpoczynamy przydługawym i w znakomitej części surowym nagraniem:

Idąc dalej, nie można pominąć czterech trybów odbierania dźwięków, jakie oferuje model Fyru. Tym najważniejszym jest oczywiście jednokierunkowy w formie kardioidalnej, jeśli zależy Wam tylko na Waszym głosie. Na poniższej grafice znakomicie widać wszelkie różnice:

Test mikrofonu Trust Fyru

Przy rozmowie z drugą osobą najbardziej przydaje się dwukierunkowy, a w grupie dookólny. Ciekawym dodatkiem jest też tryb stereo, z którym spotkałem się po raz pierwszy i jak wspomina producent – ma on służyć do nagrywania muzyki w formacie stereo. 

Tak więc, wiecie już wszystko, a tym samym nadszedł czas na sprawdzenie skuteczności tych trybów w surowym formacie. 

I na sam koniec dopieszczony efektami, choć wcale nieprofesjonalny przykład tego, co można z modelu Fyru wycisnąć. Za tekst posłużył mi jeden z wcześniejszych tekstów mojej serii.

Dodatkowo, w ramach małego podsumowania, oto nagranie z mikrofonu SPC Gear SM900 za 300 złotych.

Podsumowanie

W dniu pisania tego tekstu mikrofon Fyru można dorwać za 500 złotych, a jego dostępność na rynku nie należy do specjalnie okazałych. Cena sugeruje jednak produkt z górnej półki, który możemy porównać np. do spopularyzowanego niegdyś modelu Blue Yeti i takim właśnie propozycja Trusta jest. 

Za wspomniane pięć stów otrzymujemy świetne wykonanie, solidne materiały, ciekawy design, a przede wszystkim świetną jakość nagrań. Wyróżnikiem w przypadku Fyru jest zdecydowanie obecność trybów nagrywania, które jednym się przydadzą, a drugim wręcz przeciwnie.

Największa bolączka? Nieco niedopracowane, zbędne podświetlenie, ale obecność USB-C, prostota obsługi, fajne rozwiązania i możliwość dobrego odsłuchu nagrań na bieżąco sprawia, że po prostu obok tego mikrofonu nie można przejść obojętnie, jeśli szukacie czegoś do 500 złotych.