Bezprzewodowe peryferia – dla jednych upragniona wolność od wszechobecnych na stanowisku przewodów, a dla drugich jedynie ciekawostka na rynku, która nigdy nie dorówna tradycyjnym modelom. A do której grupy Wy się zaliczacie? Z czasem bowiem bezprzewodowe myszki, klawiatury i zestawy słuchawkowe rozwinęły się na tyle, że nie tylko mogą działać długo na jednym ładowaniu, ale też nie tracą na jakości i działaniu. Czasy, w których wsadzaliśmy do nich baterie, również są odległe, bo teraz wszechobecnie stosuje się akumulatory do ponownego ładowania. Zapraszam więc do testu Rival 650 wireless, czyli jednej z tych myszek, na które wyłożenie kilku stów ma sens. Przynajmniej z pozoru…

Pudełko i dołączone wyposażenie

Ze Steelseries Rival 650 wireless witamy się w naprawdę dobrym stylu, bo trzymając w dłoni jakościowe i przede wszystkim niekiczowate pudełko, które zachęca do zakupu kolorystyką, a i wymagającego użytkownika zaciekawi, wspominając o swoich zaletach. W środku czeka na nas to główne pudełko ze świetnie chronioną myszą w plastikowej wyprasce, która skrywa też instrukcję obsługi, 2-metrowy przewód gumowy USB-A do microUSB, odbiornik USB ze schowkiem-przedłużaczem i niewielkie gumowe pudełeczko z ośmioma 4-gramowymi ciężarkami każdy.

Jakość przewodu USB oraz samego odbiornika również oceniam na mocne dziewięć, choć niektórym może nie spodobać się, że zamiast przewodu w oplocie materiałowym, dostajemy kawał gumy. Pamiętajcie też o możliwości wyprowadzenia odbiornika USB nieco bliżej myszki, a nawet ukrycia go skrzętnie. Widziałem patenty z umieszczaniem go pod obudową z boku, a nawet pod blatem biurka (wtedy musicie pamiętać o zabezpieczeniu przewodu), więc z pewnością na coś wpadniecie, ale nie eksperymentujcie, jeśli mysz będzie działać bez problemu zaraz po podpięciu.

Najważniejsze cechy

  • System sensorów SteelSeries TrueMove3+
    • Główny sensor TrueMove 3 optyczny
    • Sensor głębi (podobnie jak dodatkowy aparat w telefonach) dla parametru LOD
  • Czułość na 2 poziomach od 100 do 12000 DPI (przeskoki co 100 jednostek)
  • Waga: 121 gramów
  • Wymiary: 131 mm x 69 mm(w najszerszym miejscu) x 43 mm (w najwyższym miejscu)  dla praworęcznych
  • Materiał: matowe tworzywo sztuczne z gumową powierzchnią
  • Podstawa konstrukcji ze wzmocnionego plastiku
  • Przełączniki główne: SteelSeries o wytrzymałości 60 milionów kliknięć
  • Liczba przycisków: 6 przycisków + rolka
  • Interfejs#1: USB za pośrednictwem 120-centymetrowego gumowego przewodu
  • Interfejs#2: Bezprzewodowy Bluetooth z technologią Quantum Wireless
  • Wbudowany akumulator 1000 mAh z szybkim ładowaniem (15 min dla 10h grania)
  • Odświeżanie USB: 125, 250, 500 i 1000 Hz
  • Podświetlenie: scroll, sekcje boczne i logo na grzbiecie
  • Dedykowane oprogramowanie
  • Gwarancja: 2 lata
  • Cena producenta: 560 zł

[nextpage title=” Rival 650 – ocena powierzchowna”]

Design, materiały i wykonanie

Pisałem to już przy teście Rival 600 i teraz zdanie oczywiście podtrzymuje – SteelSeries wie, jak zrobić świetnie wyglądającą i solidną mysz, która sprawia wrażenie nowoczesnej, choć to na pierwszy rzut oka, może odepchnąć od siebie „tradycyjnych graczy”. Kształt Rival 650 wireless jest naprawdę ciekawy, bo ta 6-częściowa mysz cechuje się trzema głównymi załamaniami, które uwypuklają boczne panele i sam grzbiet, który pomimo lekkiej kanciastości całości jest obły. Pod kątem samego wyglądu mysz prezentuje się świetnie i można nawet ją posądzić o futurystyczny sznyt, który zawdzięcza właśnie licznym elementom i załamaniom. Zdecydowanie najwięcej robi tutaj podzielenie kolorystyki na czerń na grzbiecie i skrzydełkach głównych przycisków oraz odcień szarości na panelach bocznych. Wszystko zostało jednak zrobione z tego samego materiału o przyjemnej w dotyku „gumowanej”  fakturze.

Na bocznych panelach znalazły się również silikonowe nakładki przyklejone do plastiku. Zapewniana przez nie pewność chwytu jest łatwa do zauważenia, ale nie raz i nie dwa razy słyszałem, że tego typu dodatki nie sprawdzają się i z czasem mogą albo się odkleić, albo przetrzeć. Ja na szczęście do tego nie doprowadziłem, ale trudno dokonać tego w zaledwie niecały miesiąc. Nie można też pominąć mlecznych wstawek przy samych panelach bocznych, które rozświetlają się mocą RGB (zupełnie jak logo na grzbiecie) i ukrywają połączenia paneli z główną konstrukcją. Jak bowiem zapewne wiecie, te można odczepić i nie martwcie się – siedzą solidnie na dwóch magnesach każdy i jestem w stanie zagwarantować, że nigdy podczas gry Wam nie spadną i nawet nie dadzą o sobie znać:

Wszystko po to, aby uzyskać dostęp do silikonowej wkładki z czterema wnękami na 4-gramowe ciężarki, które możemy dowolnie układać z obu stron. Rival 650 jest ciężki sam w sobie, ale nie ukrywam, że widzę w tym rozwiązaniu potencjał np. przy precyzyjnej pracy na wysokiej czułości i podkładce typu „precision”, gdzie warto mieć nieco cięższy kaliber w dłoni. W typowym użytkowaniu konfiguracja ciężarków jest oczywiście bardzo subiektywna, ale jeśli miałbym już coś polecić, to zastosowanie ciężarków w pierwszych dwóch wnękach ma sens, bo dzięki temu minimalizujemy uczucie “cięższego tyłu”, który tutaj zdecydowanie występuje. Zapewne przez obecność akumulatora, który musiał się gdzieś znaleźć.

Jeśli idzie o przyciski, to mamy do dyspozycji tradycyjny zestaw dwóch głównych, rolki z gumowym wykończeniem oraz matowych przycisków bocznych (3) i funkcyjnych (1 do DPI nad rolką). Wyróżnia się z nich tylko ten jeden boczny, który został ułożony w stosunku do naszego kciuka pod kątem, ale jego dosięgnięcie jest sporym wyzwaniem bez odrywania dłoni od całości.

Nie można też zapomnieć o spodzie. Tutaj jednak bez rewolucji – za poślizg odpowiadają jedynie 3 dosyć małe ślizgacze z dziurkami obok do prostej wymiany, zespół dwóch sensorów TrueMove 3+, przełącznik off/on oraz przycisk ponownego połączenia. Ten ostatni przydaje się wtedy, kiedy mysz w celu oszczędzania energii przejdzie w tryb czuwania.

Ergonomiczność

Rival 650 wireless pokochają wszyscy praworęczni, którzy grają z ustawieniem palców pokroju 1+2+2. Do tego mysz została zdecydowanie skrojona i nawet przy dosyć sporych dłoniach radzi sobie z utrzymaniem na niej wszystkich palców.  Niestety nie wszędzie jest tak kolorowo, bo chociaż mamy łatwy dostęp do dwóch tradycyjnych przycisków bocznych, to ten trzeci wymaga od nas oderwania nadgarstka od całości. Nie nastawiajcie się, że będziecie mogli z niego często korzystać w ferworze walki. Na szczęście umiejscowienie rolki nie sprawia, że po przesunięciu nasz palec wyląduje na przycisku funkcyjnym do zmiany DPI.

Waga tej myszy z pewnością jest odczuwalna, więc jeśli nie lubicie przekraczać poziomu 110 gramów, to zapewne nie jest dla Was. Zwłaszcza że naprawdę wymaga dołożenia tych 4 ciężarków na przód, co podbija wagę do 137 gramów, ale przynajmniej wyważa mysz w okolice pożądanego rozkładu 50/50 w ujęciu przód-tył.

Przy maksymalnej nawet wadze ślizgacze poradziły sobie zadziwiająco dobrze, zapewniając płynny ślizg po podkładce materiałowej, unikając nawet zjawiska początkowego przyklejania się do powierzchni. Pod kątem wygody muszę więc przyznać, że Rival 650 wireless zdecydowanie może walczyć o miano najlepszej myszki pod tym kątem.

[nextpage title=”Rival 650 – test przycisków i sensora”]

Test przycisków

SteelSeries widocznie ma za nic produkty innych firm i o tak ważny szczegół swojej myszki chciał zadbać samodzielnie. Stąd też obecność autorskich przełączników pod głównymi przyciskami o wytrzymałości do 60 milionów aktywacji, z których każde kliknięcie będziecie witać z otwartymi ramionami.

Co tu dużo mówić, producent zaryzykował odseparowanie skrzydełek od reszty korpusu (często przy tym te kiwają się, bo nie mają oparcia), ale słusznie, bo udało mu się osadzić je na przełącznikach w idealnym stylu. Dzięki temu te są praktycznie perfekcyjne pod kątem działania – ani nie za twarde, ani nie za miękkie przy swojej drodze do aktywacji, której nie towarzyszy zjawisko dalszej bezsensownej drogi przełącznika po aktywacji. Responsywność, stosunkowo cichy odzew – to również je określa.

Warto przejść do 24-stopniowej rolki z przełącznikiem Kailh pod nią. Tą scrolluje się bardzo dobrze, a mam przez to na myśli solidne osadzenie we wnęce i wyczuwalne charakterystyczne przeskoki pod palcem. Nawet aktywacja kółka nie budzi zastrzeżeń, choć tak rzadko się jej używa, a producenci zdają się o niej zapominać. Jednak nie SteelSeries, które nawet przycisk zmiany DPI wykonało dobrze.

Przekłada się to również na trzy boczne. Te działają bez zastrzeżeń i w dobrym stylu, ale niestety delikatnie kiwają się we wnęce, co na tle całości po prostu irytuje.

Test sensora

TrueMove 3+… co może czaić się za taką nazwą? No cóż, zapewne sensory z górnej półki, co potwierdziły nasze testy. SteelSeries wyróżnia się tutaj obecnością dwóch sensorów – jednego głównego i drugiego pobocznego, z których oba są autorskie. Na podwójnie wyższą precyzję jednak nie liczcie, bo poboczny służy tylko i wyłącznie w celu aktywnego zarządzania parametrem LOD (Lift of Distance), a więc tego, który odpowiada za to, czy mysz aktualnie sczytuje ruch po powierzchni, czy go pomija. Ten parametr trudno zmierzyć, ale nawet przy ustawieniach low na czarnej materiałowej podkładce każde uniesienie myszki powodowało poruszenie się kursora. Niewielkie, ale nadal, a teraz w całym parametrze LOD o to właśnie chodzi. Poniższe testy przeprowadziłem w trybie bezprzewodowym:

Chociaż niektórym wynikom testów daleko jest do perfekcji, to w rzeczywistości Rival 650 wireless prowadzi kursor po monitorze doskonale. Nie występują żadne przerwy w sygnale w trybie bezprzewodowym, a płynność i dynamika ruchów zdecydowanie jest zachowana, co potwierdziłem w znacznie bardziej subiektywnym środowisku, czyli w samych grach. Ogółem systemowi TrueMove 3+ nie mam nic do zarzucenia, bo choć nie wprowadza nowej precyzji na rynek myszek, to przynajmniej robi to, co powinien i to w świetnym stylu.

[nextpage title=”Rival 650 – bateria, oprogramowanie i podświetlenie”]

Wytrzymałość baterii Rival 650 wireless

Akumulator o pojemności 1000 mAh jest zdecydowanie dosyć pojemnym ogniwem i to od Was zależy, czy jego wytrzymałość będzie zadowalająca. Po pełnym naładowaniu odnotowałem czas pracy rzędu około 22 godzin przy włączonym podświetleniu, co niemal dwukrotnie rośnie, jeśli porzuciliśmy moc RGB, bo wtedy wytrzymuje już 43 godziny. Osobiście uważam, że to sporo i na tydzień pracy po 8 godzin wystarcza, więc jestem wniebowzięty.

Należy jednak pamiętać o wyłączaniu myszy po zakończeniu gry, bo jeśli tego nie zrobimy, to przejdzie do trybu czuwania, nadal pobierając trochę energii. Fajne jest to, że producent pozwolił nam dostosować czas przechodzenia do tego trybu, w którym podświetlenie dezaktywuje się, aby jeszcze bardziej wydłużyć ten czas. To jest też dla nas pewnym wskaźnikiem poziomu naładowania, bo zaraz po włączeniu myszy scroll zacznie migać. Na zielono, kiedy bateria ma jeszcze ponad 75% mocy, na pomarańczowo, kiedy ma jej już od 25 do 74% i na czerwono poniżej 25%.

A jeśli już bateria padnie? Nic wielkiego – podpinamy mysz dołączonym przewodem USB i możemy korzystać z niej nadal. Wtedy jednak musimy przygotować się na około 2 godziny ładowania, które zapełnią akumulator do pełna. Producent nie kłamał też w kwestii 10 godzin działania po 15 minutach pod napięciem, ale nieco się przeliczył, bo u mnie przy podświetleniu wyniosło to nieco ponad 9 godzin.

Oprogramowanie i podświetlenie

Nad Rival 650 wireless panuje aplikacja SteelSeries Engine 3, w którą już nie raz nurkowaliśmy. Główne menu opiewa na listę podpiętych aktualnie urządzeń, zakładkę z aplikacjami kompatybilnymi z urządzeniami SteelSeries (wiecie – różne podświetlenie zależnie od sytuacji) oraz obecnymi na naszym sprzęcie grami i programami do zaprzęgnięcia ich do określonych konfiguracji.

Wchodząc w szczegóły myszy, dostajemy możliwość stworzenia wielu profili i dostosowania myszy do naszych potrzeb. Znalazło się tutaj standardowe przypisywanie funkcji do klawisza z możliwością połączenia danej aplikacji do jednego z nich, czy ustawienie czułości na dwóch poziomach. Tyle z tradycyjnych dodatków, bo resztę uzupełnia możliwość ustawienia czasu, po którym mysz przejdzie do trybu czuwania (od 1 do 20 minut) oraz włączenia trybu inteligentnego podświetlenia. To jest świetne, bo wyłącza diody wtedy, kiedy myszki w domyśle nie widzimy, czyli podczas ruchu. Działa to po prostu fenomenalnie.

W niestandardowych ustawieniach znajdziemy możliwość dostosowania parametru LOD od poziomu LOW do HIGH, dostosowania/skorygowania akceleracji i deceleracji, predykcji (angle-snappingu) oraz częstotliwości odświeżania myszy do max 1000 Hz.

Nie mogło zabraknąć też menu zarządzania podświetleniem z podziałem na osiem stref z niezależnymi diodami, które możemy konfigurować dowolnie z dostępnych trybów. Samo podświetlenie jest świetnej jakości, ale brakuje mi opcji zmiany jasności oraz z góry zapisanych ciekawych efektów, bo mamy tylko do dyspozycji stały, oddychania, zmiany kolorów oraz reakcji na klawisz.

Podsumowanie

Przy ocenie tego typu modeli łatwo popaść w zachwyt, bo nie bez powodu myszki pokroju Rival 650 wireless kosztują kilka stów i dzierżą nazwy znanych marek. Na całe szczęście ten segment na rynku nie jest zbyt zatłoczony (nie to, co ten średni), więc wybór mamy ułatwiony. Czy Rival 650 wireless powinien Was zainteresować? Ależ oczywiście, ale tylko i wyłącznie wtedy, jeśli naprawdę chcecie bezprzewodową mysz, bo tajemnicą nie jest, że za taki dodatek płacimy znacznie więcej. W tym przypadku mowa o przynajmniej 450 złotych, więc do najtańszych ta propozycja SteelSeries nie należy. Mogę Was jednak zapewnić, że jeśli nie macie dziwacznych gustów i jesteście zwolennikami tych rozwiązań, które opisywałem powyżej, to z pewnością zakochacie się w Rival 650.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej