Jakiś czas temu zaprezentowałem Wam test odkurzacza Proscenic P8 Trojan. Wspominam o tym, bowiem dzisiejszy sprzęt, Hoover H-Free, jest do niego bardzo podobny. Mimo to użytkowało mi się go znacznie przyjemniej. Dlaczego? Tego dowiecie się z tekstu.

Odkurzacz zapakowany został w czerwono-czarny karton. Wraz z nim otrzymujemy mnóstwo dodatków. Obejmują one ładowarkę, różne końców czy rury. Najważniejszych rzeczy jest kilka. Główna szczotka posiada dwa rodzaje wałków. Jeden jest do paneli i kafelek a drugi do kafelek i dywanu. Dzięki temu można zadbać o dobre sprzątanie oraz o same panele – nie ulegną one zniszczeniu. Są także dodatki pozwalające na sprzątanie tapicerek, ściąganie pozostawionej przez zwierzęta sierści czy sięganie w trudno dostępne miejsca. Końcówek jest na tyle dużo, że sprzątniecie praktycznie wszystko co chcecie. Ogromny plus za taką ilość dodatków dla Hoovera.

Hoover H-Free, podobnie jak Proscenic, składa się z trzech części. Zacznijmy od szczotki. Wspomniałem już o tym, że posiada ona dwa wymienne wałki przeznaczone do różnych zastosowań. Wałek ma długość ok. 200 mm i jest banalny do wyjęcia i wyczyszczenia. Na szczotce znajduje się podświetlenie, dzięki czemu dokładnie widać kurz w różnych zakamarkach. Także obecna jest dioda pokazująca jak zatnie się wałek. Sama szczotka jest dosyć płaska i pozwala na wjechanie nawet pod niżej stojące meble. Zakres ruchów jest dosyć spory i pozwala na wygodne manewrowanie odkurzaczem.

Z odkurzaczem szczotkę łączy rura teleskopowa. Jej długość to ok. 700 mm i nie da się tego zmienić. Natomiast jest to już wielkość odpowiednia dla większości osób. Jedynie naprawdę wysokie osoby mogą mieć problem. Ja mam 182 cm wzrostu i dla mnie była ona idealna. Sama jakość rury jest znakomita.

Ostatnia część to odkurzacz. Dzięki takiej konstrukcji może on działać jak ręczny – przyda się do czyszczenia szafek czy samochodu. Bateria jest wyjmowana i ładuje się ją poza całym sprzętem. Jest to rzeczywiście wygodne rozwiązanie. Hoover H-Free jest bezworkowy – wystarczy stanąć nad koszem, otworzyć jednym ruchem pojemnik (0,7 l pojemności) i cały brud zostanie wyrzucony. Banalne rozwiązanie. Hoover H-Free posiada dwa przyciski. Pierwszy służy do włączania trybu normalnego. Należy go trzymać, aby sprzęt działał – na szczęście jest blokada. Drugi na górze pozwala na włączenie trybu turbo. Z tyłu jest jeszcze jedna ciekawa rzecz – banalny dostęp do filtra materiałowego, który można szybko i łatwo wyczyścić czy wymienić.

Hoover H-Free może działać do 25 minut na jednym ładowaniu – producent nie podaje jednak, czy dotyczy to trybu turbo. Samo ładowanie odkurzacza trwa aż 5 h. Dokładne wymiary odkurzacza to 110 x 23 x 26 cm i wazy on 2 kg. Jest więc dosyć lekki i nie powinno być problemów z jego obsługą. Więcej informacji technicznych na jego temat nie znalazłem – producent nie podaje ani mocy, ani głośności.

Testy

Odkurzacz jest lekki i bardzo zwrotny. Nie ma więc żadnych problemów z wjechaniem pod łóżko czy pod meble. Także jego wielkość jest znakomicie do mnie dopasowana. Dużym plusem jest możliwość pionowego postawienia Hoover H-Free podczas przerwy w pracy – Proscenic nie miał tej opcji co bardzo irytowało.

Hoover H-Free bardzo dobrze porusza się po różnych powierzchniach. Pomysł z przyciskiem i jego blokadą jest ciekawy i pozwala tylko na sekundę włączyć sprzęt. Niestety blokada jest irytująca – bardzo często podczas sprzątania przypadkiem udawało się ją wyłączyć i tym samym wyłączyć odkurzacz. W szczególności miało to często miejsce podczas sprzątania pod łóżkiem czy w dziwnych miejscach. Poza tym rączka jest wygodna a wymiana rury, szczotki czy samo czyszczenie jest banalne i szybkie. Świetnie sprawdza się także podświetlenie ułatwiające odkurzanie ciemnych miejsc. Użytkownik oceniam więc prawie idealnie – tylko ta blokada mogłaby zostać inaczej rozwiązana.

Druga kategoria, w których oceniam odkurzacze, to samo sprzątanie. Tutaj Hoover znowu wyprzedza konstrukcję Proscenica. Bezproblemowo radzi on sobie z kurzem, resztkami jedzenia piaskiem czy błotem. Spokojnie wciągniecie też do niego ziarno popcornu czy większy brud. Kuchnia będzie więc idealnie odkurzona. Niestety odkurzacz nie radzi sobie z bardzo gęstym dywanem – jest to już standard, do którego się przyzwyczaiłem. Szczotka się na nim zacina i nie da się odkurzać. Za to nie ma problemów z mniej gęstym dywanem czy wycieraczką – odpowiedni wałek daje radę. Odnośnie rogów to polecam włączanie trybu turbo. Nie są one może idealnie odkurzone, ale jest dobrze w porównaniu do podobnie wykonanej konkurencji.

System ładowania baterii, w którym to jest ona wyjmowana, sprawdza się świetnie. Hoover H-Free nie musi stać czy wisieć w widocznym miejscu, można go schować i ładować samą baterię. Genialne rozwiązanie. Dodatkowe szczoteczki także okazują się niezastąpione. Można dzięki nim sięgnąć na meble, wyczyścić tapczan czy sięgnąć w bardzo wąskie otwory. Zdecydowanie liczba dodatków pozwala na wysprzątanie wszystkiego co chcecie. Także sama opcja odkurzacza ręcznego jest niezastąpiona – czyszczenie samochodu czy wnętrza szuflad jest dzięki temu przyjemnością.

W trybie turbo rzeczywiście ok. 20-25 minut Hoover H-Free pracował. Wystarczy to na sprzątnięcie 3 pokojowego mieszkania – nawet pozostanie zapas na drugie czy trzecie odkurzanie przy mieszaniu różnych trybów podczas sprzątania. Przełączanie jest banalne i dobrze rozwiązanie. Głośność,  z odległości 40 cm i przy tle 34 dBA, wynosiła kolejno 74 dBA i 76 dBA, czyli jest dosyć głośno. Ładowanie rzeczywiście trwa dosyć długo. Na szczęście bateria pokazuje, kiedy jest jego koniec.

Podsumowanie

Hoover H-Free kosztuje około 800 zł. Uważam, że jest on warty każdej złotówki i jest jedną z najfajniejszych bezprzewodowych propozycji w tej cenie. Odkurzacz bardzo dobrze sprawdzi się w mieszkaniach, jest prosty w obsłudze, w miarę lekki oraz dobrze wysprząta większość pomieszczeń. Jak prawie każdy odkurzacz ma problem z gęstym dywanem, ale z wycieraczkami czy mniej gęstymi dywanami spokojnie sobie poradzi.

Nie ma też problemów z sięganiem do różnie położonych miejsc – system mnóstwa końcówek ułatwia robotę. Także samo wyrzucanie brudu czy ładowanie baterii jest banalne. Tak naprawdę jest jedna wada, który mi przeszkadzała – blokada przycisku zasilania, którą łatwo można odblokować. Poza tym reszta to czepianie się. W mojej opinii jest to jedna z najlepszych propozycji w tej cenie i aż żałuję, że muszą ją odesłać producentowi. Świetnie sprawdziłaby się w moim mieszkaniu (3 pokojowe mieszkanie w bloku).

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej