WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Technowinki

Test smartfona Pocket Pro od myPhone

Jeśli smartfony są dla ciebie tym, czym stare telefony z klawiaturą, a dotykowy, większy ekran lubisz tylko przez to, że łatwiej się przegląda na nim sieć, to coś mam wrażenie, że przy budżetowym podejściu taki myPhone Pocket Pro będzie dla Ciebie wystarczający.

Witamy się z Pocket Pro

Zacznę może od tego, że polska firma myPhone pod wodzą TelForceOne nie ma zamiaru walczyć swoim modelem Pocket Pro z gigantami. Ba, nie ma zamiaru nawet aspirować o tytuł “dobrego średniaka” i wygląda na to, że zadowoli się tym najniższym segmentem, a więc poniżej 500 złotych. Właśnie tak – za Pocket Pro, który miał premierę niedawno, przyjdzie nam zapłacić całe 499 złotych.

A w tej cenie dostajemy świetne, mocne, dwuczęściowe pudełko z grubego kartonu w fenomenalnych barwach, a więc połączeniu bieli z błękitem, które wylewają się na nas, niczym morze zachwytu, do którego udamy się już jednym płynnym ruchu otwarcia tego kartonu. Tak też się dzieje, kiedy bierzemy po raz pierwszy Pocket Pro do dłoni, czując tę fenomenalną jakość wykonania i wysoce wyselekcjonowane materiały, którym niektórzy zaczną zapewne bić pokłony. Zwłaszcza że  telefonem czeka na nas instrukcja! Ładowarka U-S-B! Słuchawki dokanałowe i oczywiście przewód USB-A do microUSB, aby ładować to cudo.

Dobra, wybaczcie ten wstęp, ale po prostu nie mogłem inaczej, kiedy informacje na pudełku wspominają o “świetnych fotkach”, “bardzo wydajnym układzie” i chwalą się obecnością aplikacji Google w Pocket Pro. Zwyczajnie nie podoba mi się to, bo wprowadza nieobeznanego kupującego w błąd i jeśli ktoś z Waszego otoczenia będzie zachwalał swój telefon z Androidem, że ma w sobie sklep Google Play, to już wiecie, komu to zawdzięczamy.

Będąc szczerym, samo wyposażenie jest wystarczające, jak na taką półkę cenową – ładowarka, przewód i kluczyk do otwierania tacki w tej cenie, to zwyczajna podstawa, a miłym zaskoczeniem okazały się przyzwoite, bo przynajmniej niewywołujące krwawienia z uszu słuchawki dokanałowe. Nie – nie te z płaskim zakończeniem, a wyprofilowaniem z gumką na końcu. Całkiem miłe zaskoczenie.

Pierwsze chwile z Pocket Pro

Na testy wpadła do mnie wersja w kolorze niebieskiego szafiru i wygląda na to, że jest dostępny wyłącznie w tym kolorze. Waży niewiele, bo zaledwie 130 gramów, ale też jest dosyć mały, mierząc 148 x 71 x 8,2 mm. Innymi słowy, nie wiem, jak małe dłonie nie poradziłyby sobie z jego objęciem.

Chociaż na zdjęciach Pocket Pro wygląda tak, jakby na tyle znalazło się szkło, to nie liczcie na to. To jedynie wypucowane na błysk tworzywo sztuczne, przechodzące z jasnego do ciemnego odcienia niebieskiego w formie gradientu. Jak zapewne się spodziewacie, plastik czuć tutaj i widać, bo tworzywo sztuczne w przerażającym stopniu brudzi się w dłoni. Jest przy tym równie śliskie, co szkło, więc jeśli będzie Wam zależało na bezpieczeństwie, to etui nie będzie tutaj złym pomysłem.

Przód z kolei uzupełnia wyświetlacz bez żadnej ochrony pokroju Gorilla Glass, ale wygląda na to, że fabrycznie telefon posiada folijkę ochronną. Ta stanowi pieczę nad wyświetlaczem IPS o wielkości 5,7-cala w rozdzielczości 720 x 1520 px, a więc przekłada się to na 295 pixeli na cal. Mowa tym samym o wartości, przy której można dojrzeć na tafli ekranu piksele, ale z bliska.

Muszę jednak przyznać, że same ramki nie są aż tak wielkie, jak tego oczekiwałem. Do najcieńszych mają jeszcze długą drogę, ale mówimy tutaj o 77,2% pokryciu przodu ekranem, a więc o około 6% mniej, niż w smartfonach za dwa razy więcej. MyPhone nie poradził sobie jednak najlepiej w umieszczeniu przedniego aparatu w „środkowej łzie” na górnej belce. To oczywiście kwestia przyzwyczajenia, ale ta mogłaby być po prostu mniejsza.

Pocket Pro pod lupą

Jeśli już spędzimy kilka minut z tym modelem, to zaczniemy zwracać uwagę na szczegóły. W tej kwestii jest dosyć tradycyjnie, bo na dolnej krawędzi znajdziemy wejście micro USB oraz dwie wnęki dla głośników. Nie myślcie jednak, że dostaniecie tutaj stereo – jeden z nich jest fałszywy i tak naprawdę pod tylko jednymi dziurkami kryje się głośnik mono.

Na prawej krawędzi postawiono na tradycyjny zestaw przycisku on/off oraz dwuczęściowym przycisku regulacji poziomu głośności. Chociaż się nie zacinają, to wymagają dosyć dużej siły do aktywacji, w której nie pomaga nam ich śliskość.

Na lewej krawędzi postawiono na tradycyjną szufladkę z dwoma slotami, a więc na dwie karty nanoSIM albo jedną nanoSIM i jedną microSD. Górną krawędź uzupełnia wyjście jack 3,5 mm, ale to nie koniec z dodatków. Te kryją się jeszcze na tyle w postaci możliwie najlepiej umiejscowionego czytnika linii papilarnych oraz wystającego w lewym górnym rogu zestawu(!). Mowa o połączeniu dwóch aparatów i lampie błyskowej w jednym module, który wystaje nad taflą „plecków” około 1 milimetra.

Specyfikacja ze średniej półki? Tia…

Oczywiście po smartfonie za 499 złotych nie powinniśmy oczekiwać wiele i w sumie ja nie oczekiwałem. Czystego Androida 9.0 Pie napędza tutaj układ Unisoc SC9863A wykonany w 28 nm. Składa się na niego procesor centralny z ośmioma rdzeniami Cortex-A55, ale podczas gdy cztery z nich są taktowane zegarem 1,6 GHz, pozostałe mają już tylko 1,2 GHz. Za stronę graficznej wydajności odpowiada GPU IMG8322. Całość dopełnia 3 GB pamięci operacyjnej oraz 32 GB pamięci wbudowanej, z czego my dostajemy do dyspozycji około 21 GB. Tak wypada wydajność w benchmarkach…

… a w praktyce jest już dosyć różnie. Oczywiście Pocket Pro naprawdę daleko do płynności modeli za dwa razy więcej, a o tych za cztery razy więcej nawet nie myślę, ale nie jest aż tak źle. Zainstalowałem na nim zdecydowanie tradycyjny zestaw Facebooka oraz Messengera, które w połączeniu nie zacinały się zauważalnie, ale gdy już rozszerzyłem to połączenie o YouTube, to już system zastanawiał się od czasu do czasu dwa razy, zanim zaszczycił mnie reakcją. Szczerze? Spodziewałem się.

Czytaj też: Test Samsung Galaxy A50 – pogromca Huawei P30 lite?

Aparaty Pocket Pro

Nie można rzecz jasna zapominać o aparatach, które na pudełku obiecywały nam fenomenalną jakość. Tradycyjnie testowałem wyłącznie tylny moduł, gdzie znajdziemy 13 Mpx matrycę Samsung 3I8 interpolowaną do 16 Mpx z przysłoną f/2.8, który jest w stanie robić zdjęcia w rozdzielczości 4160×3120 px o proporcjach 4:3 i filmy w Full HD. Towarzyszy mu 0,3 Mpx drugi aparat do wykrywania głębi, a na przodzie w łezce siedzi sobie 5 Mpx aparat interpolowany do 8 Mpx.

Po stronie oprogramowania możemy liczyć na tanie efekty upiększania, tryb HDR (manualny), profesjonalny, możliwość manipulacji przysłoną, panoramę oraz tryb nocny.

Jakość tylnego połączenia prezentuje się następująco:

Oprogramowanie

Po stronie dodatków Pocket Pro również prezentuje się miernie. Nie znajdziemy tutaj obecnych w innych smartfonach na Androidzie 9 Pie opcji, ale przynajmniej możemy ustawić np. ustawienie przycisków nawigacyjnych. Nie zabrakło też podświetlenia nocnego oraz dostosowania barwy wyświetlacza, a całość dopełnia działający po prostu dobrze czytnik linii papilarnych oraz system rozpoznawania twarzy. Jednak ten drugi przez ułomność aparatu wymaga chwili zastanowienia, choć i tak czasem po prostu się poddaje.

Bateria w myPhone

Chociaż mogłoby się wydawać, że 2700 mAh akumulator w połączeniu z takimi podzespołami oraz wyświetlaczem będzie wystarczający, to nie – nie jest. Dopatruje się w tym naprawdę starego procesu technologicznego, który został użyty do produkcji napędzającego smartfon układu od leciwego producenta.

Tak więc, w przypadku oglądania filmu w Full HD przy pełnej jasności i Wi-Fi w tle, bateria traciła całe 50% po 136-minutowym seansie, spadając do kilku procent przy drugim podejściu. Innymi słowy, wskaźnik Screen on Time określiłbym tutaj w okolicy 4,5 godziny.

W przypadku oszczędnego zarządzania w ciągu dnia Pocket Pro może, ale nie gwarantuje, że wytrzyma Wam w kieszeni od 8 rano do 22:00 wieczorem. Przez wyłącznie 5-watowy tryu ładowania, tak niewielki akumulator dobijał od 0 do 80 procent w aż 105 minut, a do stu w 155 minut… i to będąc wyłączonym!

Czytaj też: Test Honor 20 – Pozorny mistrz

Podsumowanie

I tak też dochodzimy do końca tego testu, który przynajmniej dla mnie był wyzwaniem. Oczywiście mógłbym jechać budżetową propozycję myPhone w każdym możliwym aspekcie, porównując go nawet z modelem ze średniej półki… ale po co? Pocket Pro kosztuje bowiem 499 złotych i producent na pewno nie celuje nim do zaawansowanych użytkowników.

Oczywiście chciałoby się, żeby takie modele kosztowały te 299 złotych, a nie prawie 5 stów, ale jak za taką cenę, trudno kłócić się, czy można byłoby się postarać o stworzenie lepszego smartfonu. Dlatego też odpowiedź jest prosta – jeśli potrzebujecie smartfonu do 500 złotych, który nie jest żadnym okrojonym czymś, to Pocket Pro powinien wystarczyć Wam na co dzień. Raz jeszcze jednak zaznaczam, żebyście nie oczekiwali po nim wiele i powiedzieli mu „tak”, będąc w pełni świadomymi.